Dziurawy Kocioł -> Ze świata czarodziejów

Razem z Danger [22/50][T]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  Autor    Temat Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Rozdział 16 jest już przetłumaczony, przedzieram się teraz przez poprawki mojej bety a także zmagam się z powrotem na studia po feriach i odrobiną kłopotów osobistych, więc przez jakiś czas (mam nadzieję, że nie będzie to trwało długo) kolejne rozdziały będą pojawiały się nieco rzadziej niż do tej pory, ale mam nadzieję, że aż tak długich przerw jak teraz więcej nie będzie. Zedytuję ten post w przeciągu kilku najbliższych dni, przepraszam Was za tak długie oczekiwanie. Bardzo wdzięczna jestem za wszystkie komentarze, cieszę się, że tylu osobom podoba się to opowiadanie, mimo niedociągnięć i niedoróbek które niewątpliwie posiada. Nawet "cudowny" komentarz coś sobą mówił - ktoś wyraził swoje uznanie. Tylko pod tymi "cudami" warto by było zamieścić kilka nieco bardziej konkretnych słów - co było takie cudowne?
Zachęcam do odwiedzenia mojego LJ, na którym oprócz tłumaczeń znajduje się parę moich bohomazów Smile
Pozdrawiam
Magdalena vel magda2em
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here

Post Czw Lut 22, 2007 3:05 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Modrzew

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 05 Lip 2004

Posty: 25

Ekhm... Miał być szesnasty rozdział... Nie mogę się już doczekać... A ten rozdział jest wyjątkowo ciekawy... W ogóle, całe opowiadanie jest naprawdę dobre, i chociaż główna bohaterka faktycznie nieco zajeżdża Marią Zuzanną, to uważam, że można to darować. Pomysły w opowiadaniu są bardzo niebanalne, a przetłumaczone jest też dobrze - ale to już pisałam...
_________________
Wrogom spieszyć z pomocą?
To ładnie, ale po co?
Jan Izydor Sztaudynger

Post Nd Lut 25, 2007 7:18 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Rozdział 16: Dziecko jest piękne

Remus obudził się z przeczuciem, że tego dnia wydarzy się coś niezwykłego.

W końcu uświadomił sobie, dlaczego ma takie uczucie.. To nie było w zasadzie to, co się miało wydarzyć dziś, ale to, co się już wydarzyło. Dokładnie rok temu.

– Halloween – szepnął.

– Halloween? No tak. – W głosie Danger dało się słyszeć zrozumienie. – Chodź tutaj.

Remus odwrócił się do Danger, która objęła go w gorącym uścisku.

– Trzymałeś mnie wtedy, gdy to ja płakałam – przypomniała mu, kiedy Remus poczuł, jak łzy napływają mu do oczu. – Teraz ja będę trzymała ciebie.

~~oOo~~

– Co za szczęście, że dzisiaj jest niedziela – powiedziała Aleta, ocierając łzy. – W innym przypadku musiałabym wziąć wolne.

Danger wzięła tego dnia na siebie opiekę nad dziećmi, dając trzem członkom Sfory, którzy znali Jamesa Pottera i Lily Evans, czas na wspomnienia. Wspomnienia, które wyciskały jeszcze więcej łez.

Ale to są dobre łzy. Zdecydowanie inne niż te, które płynęły przez pierwsze parę miesięcy, kiedy wydawało się nam, że wszystko umarło razem z Jamesem i Lily.

Teraz mamy siebie nawzajem. Teraz możemy ich opłakiwać bez obawy, że zatracimy się w żałobie, ponieważ zawsze będzie obok nas ktoś, kto nas z tego wyciągnie.


Remus wyciągnął chusteczkę z pudełka stojącego na stoliku.

– Twoja kolej, Łapo – powiedział. Aleta wymyśliła, że będą opowiadać historie o Jamesie i Lily, żeby podzielić się wspomnieniami, których pozostali nie znają.

– Niech będzie – westchnął Syriusz. – Czy wiecie o tym, że kiedyś James utknął w połowie zamiany w jelenia?

– Biorąc pod uwagę, że nie wiedziałam, że byliście animagami, odpowiedź brzmi „nie” – stwierdziła Aleta, a Remus potrząsnął głową.

– Tak właśnie raz było. Wyglądał jak idiota – biegał dookoła dormitorium na golasa, obrośnięty futrem od piersi po kolana. A na dodatek na głowie miał rozłożyste poroże!

I tak właśnie chcieliby być wspominani. Ze śmiechem przez łzy.

~~oOo~~

Spanie w jaskini było teraz zastrzeżone dla pełni oraz innych specjalnych okazji. Haloween zaliczone zostało jednogłośnie do takich dni. Harry i Neenie już niecierpliwie czekali na materacach, kiedy Remus i Danger weszli do pokoju. Syriusz i Aleta pojawili się krótko po nich. Sfora usiadła w kole – dorośli na obrzeżach, dzieci w środku.

– Spójrzcie na te zdjęcia – powiedziała Aleta, podnosząc do góry dwie fotografie, jedną magiczną i jedną mugolską.

Harry i Hermiona popatrzyli na nie z ciekawością.

– Kto to? – spytała Hermiona, wskazując na czarodziejskie zdjęcie.

– Lily Potter, mama Harry’ego. Zobacz – ma takie same zielone oczy jak Harry – odpowiedział Remus.

– Kto to? – spytał Harry, wskazując na mugolską fotografię.

– David Granger, tata Neenie. Nazywał ją często „Hermionka–Ramionka”. – Danger poklepała się po ramionach, na co dzieci wybuchnęły śmiechem.

– To tata? – spytał Harry, biorąc do rączki zdjęcie, na którym James i Lily machali do aparatu. Co jakiś czas James wyciągał rękę i łaskotał Lily, za co ona z uśmiechem dawała mu klapsa.

– Tak, to twój ojciec, James – odparł Syriusz.

– A to jest nasza mama, Hermiono – powiedziała Danger, wskazując na kobietę na niemagicznym zdjęciu. – Miała na imię Rose. Kochała kwiaty i swój ogród, ale ciebie kochała jeszcze bardziej. Wiosną zabierała cię ze sobą, kładła na kocyku, a sama przekopywała ogródek.

– Gdzie ona? – spytała Hermiona, wpatrując się w zdjęcie.

Danger westchnęła.

– Nie żyje, skarbie. Ona i twój tata, tak jak i rodzice Harry’ego – oni wszyscy nie żyją.

– Co znaczy “nie żyją”? – spytał Harry.

Dorośli wymienili między sobą spojrzenie pod tytułem „kto–chce–odpowiedzieć–na–to–pytanie”.

– Wyjechali daleko, Harry – odezwała się w końcu Aleta. – Bardzo daleko i nie mogą wrócić, ale bardzo cię kochają. Patrzą na ciebie z daleka. Pamiętajcie o tym – wasi rodzice bardzo was kochali i zawsze będą was strzec.

Hermiona kiwnęła głową.

– Dlaczego rodzice nie ruszać? – spytała po chwili.

Remus wyjaśnił jej najlepiej jak mógł różnicę między zdjęciami mugolskimi a magicznymi. Neenie nie była zadowolona.

– Nie fair – powiedziała. Jej głos brzmiał tak, jakby miała się za chwilę rozpłakać.

– Beksy nie słuchają bajki na dobranoc – powiedziała Danger „jak gdyby do siebie”, patrząc w sufit.

– Przeprzam – przeprosiła szybko Neenie.

– Bajka, Łapa? – spytał Harry, siadając wygodnie na kolanach swojego ojca chrzestnego.

– Zapomniałeś magicznego słowa – rzucił Syriusz żartobliwym tonem.

Alomora – zachichotała Hermiona, machając ręką tak, jakby trzymała w dłoni różdżkę.

– Prooooooszę! – jęknął Harry błagalnie.

– No już, już. To będzie opowieść o dniu, w którym Pokój Wspólny Ślizgonów został wytapetowany papierem toaletowym…

~~oOo~~

Urodziny Alety były dwudziestego ósmego listopada, podczas gdy Danger – czwartego grudnia. Sfora świętowała pierwszego grudnia.

– Wiem, że tego, co chcesz, nie można kupić – powiedział Syriusz do Alety.

– Zakładając, że wiesz, co chcę.

– Ależ oczywiście, że wiem.

– No dalej, powiedz mi.

– Chcesz, żeby skończyły się twoje poranne wizyty w toalecie.

Remus zachichotał.

– I tu cię ma, Leto.

– Mimo to kupiłem ci mały drobiazg – dodał Syriusz, rzucając małą paczuszkę w kierunku Alety. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Aleta rozpakowała prezent i westchnęła.

– Kolczyki, które pasują do mojego pierścionka to nie jest „mały drobiazg”, Syriuszu!

– Nie, ale będzie ci w nich ładnie.

– Popisujesz się jak bogaty dzieciak – powiedział Remus, szturchając przyjaciela w bok. – Wszystkiego najlepszego, skarbie.

Danger otworzyła kartkę z życzeniami. W środku była wiadomość od Remusa:

Ja, Remus Lupin, przyrzekam zabrać moją żonę, Gertrudę “Danger” Granger–Lupin, do sklepu Ollivandera w możliwie najbliższym terminie, kupić jej różdżkę i wkrótce potem rozpocząć jej magiczną edukację.

– To jest dokładnie to, co chciałam – powiedziała Danger, uśmiechając się od ucha do ucha. – Po prezencie Alety, oczywiście.

Od Remusa Aleta dostała książkę z nutami. Syriusz podarował Danger miotłę – Nimbusa 1000 – w miarę szybką, ale bardzo bezpieczną.

– Podziękowałabym ci, gdybyś nie założył na nią pas bezpieczeństwa – mruknęła Danger, piorunując go wzrokiem.

Od Alety Danger dostała nowe blachy na ciastka – zauważyła, że jej stare są już zniszczone. Danger natomiast sprezentowała Alecie pudełko truskawek w czekoladzie, które były słabością jej przyjaciółki.

– Ty nikczemna kobieto – powiedziała Aleta tęsknym głosem.

– Jeśli ich nie zjesz, zepsują się – wzruszyła ramionami Danger. W odpowiedzi Aleta rzuciła w nią papierem zdartym z czekoladek.

Krótko mówiąc, ten dzień był wysoce zadowalający.

~~oOo~~

Do uszu Danger dobiegł głośny chichot. Dochodził z salonu i przeszkadzał jej w papierkowej robocie.

– Co tam wyrabiacie? – zawołała.

– Gramy w piłkę, Harrym – odpowiedział Syriusz rozbawionym głosem.

– W porządku. – Danger wróciła do pracy.

Na jakieś piętnaście sekund.

Coś w wypowiedzi Syriusza jej nie pasowało…

Skąd tyle śmiechu przy grze w piłkę?

Możesz mi to wytłumaczyć, skarbie? spytała.

Hmm, zobacz sama.

W jej umyśle pojawiła się scena rozgrywająca się w salonie.

No tak, grali w piłkę. Harrym.

Przynajmniej starczyło im na tyle zdrowego rozsądku, aby robić to nad materacem.


Hermiona biegała w tą i z powrotem, próbując dotrzymać tempa rzucanemu od Remusa do Syriusza Harry’emu. Chłopcu ta zabawa najwyraźniej bardzo się podobała – jego policzki były zaróżowione od śmiechu, a oczy błyszczały radośnie.

Danger westchnęła.

I co w takiej sytuacji ma zrobić kobieta?

Wstała od stołu i poszła po aparat.

~~oOo~~

Albus Dumbledore z wytęsknieniem oczekiwał na gwiazdkową przesyłkę, która dotarła do niego kilka dni po samym święcie – dokładnie dwudziestego dziewiątego grudnia. Koperta była grubsza, niż się spodziewał, ale wszystko się wyjaśniło, kiedy ją otworzył. Zamiast listu z koperty wypadła kaseta magnetofonowa i plik zdjęć.

No tak, pokazałem Alecie mój nowy nabytek, kiedy była u mnie ostatnim razem. Dumbledore sprawił sobie mugolski magnetofon i zaczarował go tak, że teraz nie potrzebował baterii. Powoli kompletował swoją kolekcję ulubionych utworów muzycznych i naprawdę był z tego zadowolony.

W końcu nie możesz prosić orkiestrę, aby grała pięć razy pod rząd ten sam utwór.

Włożył kasetę do odtwarzacza i wcisnął guzik „play”.

Dał się słyszeć świst, który pojawia się zawsze w domowych nagraniach; w tle można było usłyszeć cichą rozmowę. Chwilę później z głośników popłynął cichy, niepewny głos – brzmiał tak, jakby mówca nie bardzo wiedział, do czego służy mikrofon.

– Wesołych Świąt, pfesorze Dumbledore. – Chwila ciszy. – Lunyk, co to pfesor?

Dumbledore zachichotał razem ze śmiechem nagranym na taśmie.

– Głos, który pan właśnie usłyszał – odezwał się rozbawiony, damski głos – należy do Harry’ego Pottera, lat dwa i prawie pół.

– Który sprawia więcej kłopotów, niż jest wart – dał się słyszeć niski, męski głos gdzieś z daleka.

Plask.

– Au!

– A to pewien awanturnik, którego, jak sądzę, nie muszę przedstawiać – ciągnął kobiecy głos, który Dumbledore rozpoznał, chociaż do tej pory słyszał go jedynie we śnie. – Wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia życzy Sfora. Będę komentować po kolei wszystkie zdjęcia, które są ponumerowane. Bardzo proszę spojrzeć na zdjęcie numer jeden.

Dumbledore zrobił to i roześmiał się na głos.

– Tutaj widzimy Łapę i Lunatyka grających w piłkę Harrym – klasyczny przykład na to, jak bardzo język angielski jest giętki. Zdjęcie numer dwa…

Dumbledore zmarszczył brwi. Co się stało z Aletą? Wygyląda… inaczej.

Na taśmie pojawił się głos Alety.

– W czerwcu wydarzy się radosna rzecz, profesorze – powiedziała nieśmiało. – Z wiadomych powodów w pracy używałam zaklęć maskujących, ale zdecydowaliśmy, że pan powinien o tym wiedzieć. Harry i Hermiona bardzo się cieszą, że będą mieć młodsze rodzeństwo. Szczególnie Harry twierdzi, że to nie w porządku, że musimy czekać aż do lata, żeby się dowiedzieć, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka.

– Zdjęcie numer trzy przedstawia niefortunne konsekwencje decyzji podjętej przez dwójkę najmłodszych członków Sfory, aby umyć włosy keczupem – kontynuowała Danger.

Wyglądają tak, jakby ich ktoś oskalpował. Dumbledore zachichotał ponownie.

Nagranie powoli dobiegało końca.

– Ach, proszę niech pan nie zapomni, przełożyć kasety na drugą stronę, profesorze – podsumowała Danger. – Przygotowaliśmy tam małą niespodziankę. Życzymy wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku. Odezwiemy się, kiedy dziecko się urodzi.

Dumbledore wyjął kasetę i włożył ją drugą stroną do magnetofonu.

Po krótkim wstępie na pianinie z głośników popłynęły kolędy i pastorałki – czasem śpiewane solo, czasem przez kilka osób. Ale ta, która Dumbledore’owi spodobała się najbardziej, była nagrana jako ostatnia.

Była to „Cicha noc”, śpiewana przez Harry’ego i Hermionę.

~~oOo~~

Sfora przywitała nowy rok tradycyjnie, czuwając do północy (dzieci usnęły już koło dziesiątej) i wznosząc toasty szampanem (Aleta bezalkoholowym, oczywiście).

– Za zakończenie porannych wizyt w toalecie – powiedziała Danger, ku rozbawieniu całego towarzystwa.

– Za spokojne noce dla nas wszystkich – dodała Aleta.

– Za nowego wilczka dla naszej Sfory – odezwał się Syriusz.

– Za nasz pierwszy wspólny rok – dorzucił Remus, wznosząc kieliszek wysoko do góry.

– Zdrowie. – Sfora wspólnie wypiła za nadchodzący rok.

~~oOo~~

Hermiona obudziła się w środku nocy. Nie wiedziała dlaczego – wydawało się jej, że słyszała jakiś głos, ale nie była pewna.

Chwilę później usłyszała go ponownie – cichy pisk, jakby piszczała mysz. Ale to nie była mysz. Wiedziała, co to za dźwięk.

Wzięła do ręki pluszowego lwa, wstała i podreptała do łóżka Harry’ego.

Chłopiec przekręcił się na łóżku i spojrzał na nią. Jego oczy błyszczały lekko w świetle księżyca. Bez słowa odsunął kołdrę i przesunął się na bok.

Hermiona wdrapała się do jego łóżka i położyła się obok, otulając ich oboje kołdrą. Harry ułożył ich lwy między nimi i tak poszli spać – czarne i brązowe włosy rozrzucone na tej samej poduszce.

~~oOo~~

Danger dostała różdżkę pod koniec stycznia – klon i włos z ogona jednorożca, dziesięć i pół cala. Podczas pobytu na Pokątnej, zajrzała do księgarni Esy i Floresy i kupiła parę innych rzeczy. W końcu zbliżały się pewne urodziny…

~~oOo~~

Ku irytacji Danger, nauka się władania różdżką szła jej bardzo powoli. Wykazywała jednak zdolności w kierunku warzenia eliksirów – sztuki tej uczyła ją Aleta, ponieważ zarówno Remus jak i Syriusz nie darzyli tej dziedziny magii sympatią.

– Och, poddaję się – powiedziała z niezadowoleniem pewnego dnia, rzucając różdżkę na stół.

– Co się narobiło – wybawicielka Harry’ego Pottera, władająca magią bez pomocy różdżki, rezygnuje? Wykaż się duchem honorowego Gryfona, kobieto! – zadrwił Remus. W dniu, w którym Remus kupił jej różdżkę, Sfora przyznała jej tytuł honorowej Gryfonki. Za Tiarę Przydziału posłużył Syriusz.

– Nie chcę – powiedziała Danger, robiąc niezadowoloną minę. – Jestem zmęczona, mam już wszystkiego dosyć. Dosyć ukrywania się, magii… Są takie dni, kiedy pragnę, żeby wszystko było jak dawniej. Tylko ja, moi rodzice i Neenie. Chciałabym mieć normalnie życie.

– Nie wiem, czy powinienem się obrazić, czy nie.

– Ale już, proszę bardzo. Obraź się. Nigdy tego nie robisz. Jesteś taki miły, że to jest aż przerażające.

– W porządku, jestem obrażony.

– Dobrze. Ja też.

– Dlaczego? Przecież nie powiedziałem nic obraźliwego!

– Tak ci się tylko wydaje!

– Ja to wiem. Możesz mi powiedzieć o co chodzi, jeśli według ciebie nie mam racji?

– Ależ oczywiście, że nie masz racji!

– Co takiego powiedziałem?

– Sam się domyśl!

– Nie!

– Tak!

Danger wybiegła z kuchni.

– W porządku! – wrzasnął za nią Remus. – Niech ci będzie!

Odwrócił się i napotkał pytające spojrzenie Alety.

– Nie pytaj – powiedział, podnosząc obie różdżki – swoją i Danger.

– Nie muszę. Już od dawna wam się to należało.

– Należało?

Aleta wzruszyła ramionami.

– Od czasu do czasu taka kłótnia jest potrzebna. Takie oczyszczenie powietrza jest lepsze, niż zbieranie uraz, to jest pewne. Teraz się pokłóciliście, wiecie co was boli, a teraz czeka was słodkie godzenie się.

Remus roześmiał się.

– Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób.

– Nigdy wcześniej nie spotykałeś się z nikim. – Aleta usiadła ciężko na krześle. Zbliżała się do połowy ciąży, więc dodatkowe kilogramy dawały się jej we znaki. – Teraz już wiesz.

– Racja.

Przepraszam, zawołał w myślach.

Od razu zorientował się, że w tej samej chwili Danger wypowiedziała dokładnie te same słowa.

Czy to ty, czy ja? spytała Danger głosem pełnym ironii.

Oboje. Mówiłem szczerze, naprawdę jest mi przykro.

Nie, to ja powinnam przeprosić ciebie. To była moja wina. Nie powinnam była naskakiwać tak na ciebie.

Nie martw się o to. Jak mi właśnie powiedziano, kłótnie oczyszczają atmosferę.

Widzisz, to jest właśnie to, co mnie drażni. To twoje profesorsko–nauczycielskie zachowanie. Po prostu tego nie lubię.

Nie wiedziałem. Spróbuję to zmienić.

Dzięki. Mogę zejść już na dół?

Gdzie jesteś?

W naszej sypialni. Czemu pytasz?

Chyba przyjdę tam do ciebie, jeśli nie masz nic przeciwko…


~~oOo~~

– W porządku. Gotowi na grę?

Hermiona i Harry pokiwali energicznie głowami.

– Jesteśmy poza jaskinią. Kim jestem?

– Tatą – powiedział Harry.

– A kto to jest? – spytał Remus, wskazując na Danger.

– Mama – odpowiedziała Neenie z powagą.

– A wy?

– Mam na imię Jamie – odparł Harry. – Jamie White.

– Janie White – powiedziała Neenie. – Siostra Jamiego.

– Bardzo dobrze. Koniec gry na dziś, czas na kąpiel!

– Kąpiel! – wrzasnęły dzieci i rzuciły się na wyścigi do łazienki.

Syriusz chichotał, kiedy szedł za nimi.

– Coś mi się wydaje, że nasze dzieci, jako jedyne na świecie, uwielbiają się kąpać.

– Dlaczego tak ich ćwiczysz? – spytała Aleta kładąc się na kanapie z nogami na oparciu. – Słabe Zaklęcie Przymusu poradziłoby sobie z tym bez kłopotu.

Remus westchnął.

– Nie podoba mi się ten pomysł. Zbyt blisko im do czarnej magii. Poza tym, nie możemy wiecznie ich przymuszać. Większość dzieci uodparnia się na te zaklęcia około piątego roku życia. Lepiej, żeby już teraz się tego nauczyły.

– Co więcej, mają jakiś sekret – dodała Danger. – Dzieci uwielbiają tajemnice, kochają wiedzieć coś, czego nie wiedzą inni ludzie. Czują, że mają władzę.

– Racja. A te dzieci potrzebują tego uczucia bardziej niż inne – kiwnęła głową Aleta – ponieważ na zewnątrz jest ogromny paskudny świat, który prędzej czy później zastuka do naszych drzwi.

~~oOo~~

Urodziny Syriusza, ku jego wiecznej złości, przypadały czternastego lutego.

– I moja mama, niech umrze okropną śmiercią, zdecydowała, że nadanie mi imienia na cześć tego dnia będzie co najmniej słodkie – powiedział Syriusz do Danger trzynastego lutego. – Mojemu ojcu udało się to jej wyperswadować, ale i tak dostałem to imię jako drugie.

– A zatem to od tego pochodzi V w twoich inicjałach – mruknęła Danger. Widziała kiedyś stare zdjęcie Alety podpisane „SVB kocha AKF”. Wiedziała, że Aleta ma na drugie Karina, ale nie znała drugiego imienia Syriusza. Do tej pory. – Syriusz Valentinus Black.

Syriusz jęknął.

– Naprawdę musisz to mówić na głos?

– Myślę, że jest słodkie – odparła Danger, uśmiechając się do mężczyzny.

Następnego dnia Danger sprezentowała mu książkę zatytułowaną „Puść to w tłum: Od napisania do wydania twojego dzieła”.

– Siri, czy chciałbyś może nam coś powiedzieć? – spytała Aleta, krojąc tort.

Syriusz zawstydził się lekko.

– W zasadzie… pracowałem nad opowiadaniem. Wydaje mi się, że jest całkiem dobre, ale jeszcze nie jest skończone.

– Musisz je nam pokazać, kiedy skończysz – powiedział Remus, kładąc kawałek tortu przed Harrym.

~~oOo~~

Miesiące mijały jeden za drugim, zima przeszła w wiosnę. Minęły urodziny Remusa, podobnie jak czternasty kwietnia, który Sfora obchodziła jako ich wspólne urodziny. Był to w końcu pierwszy dzień, który spędzili razem. Dzieci opanowały korzystanie z toalety w połowie maja, co Sfora świętowała bardzo hucznie.

Pierwszy czerwca przypadł we wtorek, deszczowy i ponury wtorek. Aleta podpisywała właśnie ostatni plik dokumentów dotyczących naprawy torów dla pociągu Hogwart Express, kiedy poczuła dziwną sensację w brzuchu.

Dziwne. Przecież do lunchu jeszcze daleko…

Uczucie wróciło ze zdwojoną siłą. Aleta zorientowała się, co się dzieje.

Z wszystkich miejsc na ziemi to musiało się zacząć w pracy.

Napisała szybko krótką notkę do Paula Abbotta, jej bezpośredniego przełożonego, że nie czuje się dobrze i bierze dzień wolnego. Wezwała sowę i wysłała wiadomość. Chwilę później szła chwiejnie w kierunku windy.

Proszę, błagam, żebym tylko zdążyła wrócić do domu, modliła się cicho.

Powoli dotarła do Atrium, do kominków podłączonych do sieci Fiu. Zataczając się, wyszła z domowego kominka, o mało co nie przewracając się na Hermionę, która bawiła się w ganianego z Harrym i Syriuszem. Jej mąż od razu podbiegł, aby ją podtrzymać.

– Leta, co się stało? – spytał głosem pełnym troski.

Aleta uśmiechnęła się, chociaż kolejny skurcz zmienił uśmiech w grymas.

– Już czas – powiedziała.

~~oOo~~

Kilka godzin później, inna kobieta warknęła ze złości, kiedy po raz trzeci tego dnia żarówka przepaliła się w momencie, gdy włączała światło.

Jedyne, czego chcę, pomyślała gorzko, to wychować mojego syna, aby mógł prowadzić normalne życie…

Mimo że nie miała o nim pojęcia, Petunia Dursley właśnie wywołała nowy przypływ Przekleństwa, które wisiało nad jej głową.

~~oOo~~

Cichy dzwoneczek zabrzmiał w gabinecie Albusa Dumbledore’a. Dyrektor podniósł głowę i uśmiechnął się.

– Idziesz ze mną, Minerwo? – spytał profesor McGonagall, która piła razem z nim herbatę.

– Och, ty, Albusie, i ta książka – powiedziała, odstawiając filiżankę na tackę. – Zachowujesz się jak mały chłopczyk, który dostał pierwszą książeczkę z bajkami. Przysięgam, za każdym razem, kiedy pojawi się nowe nazwisko, musisz sobie popatrzeć…

– Lubię patrzeć na nazwiska tych, którzy podążą moimi śladami – przyznał Albus, otwierając drzwi do pokoju, w którym magiczne pióro zapisywało nazwiska wszystkich magicznych dzieci urodzonych na terenie Wielkiej Brytanii.

– Dziwne – powiedziała Minerwa, zatrzymując się w drzwiach. Nad wciąż piszącym piórem unosiła się duża cyfra 2. – Co to znaczy?

– Prawdopodobnie bliźnięta – odparł Albus, podchodząc bliżej do książki. – Albo dwójka dzieci urodzona w niewielkim odstępie czasu.

Przesunął palcem wzdłuż kolumny nazwisk i zatrzymał się na chwilę.

– A to ciekawe – powiedział cicho. – Bardzo ciekawe, zaprawdę. Fascynujące. Że też akurat te dwa nazwiska będą ze sobą sąsiadować.

Minerwa pokręciła głową i westchnęła.

– Albusie, zawsze musisz być taki tajemniczy… Wybacz, ale mam jeszcze prace domowe do ocenienia.

– Wybacz mi, Minerwo, nie miałem zamiaru cię urazić. Chciałabyś zobaczyć?

– Nie, dziękuję.

– Bardzo dobrze. W takim razie wróćmy do naszej rozmowy.

~~oOo~~

Kilka godzin później przez okno gabinetu wleciała płomykówka Alety, Maja, niosąc w dziobie różową kopertę. Dumbledore podziękował sowie i przeczytał zawiadomienie, napisane znajomym pismem Danger.

To dziewczynka!
Syriusz Black i Aleta Freeman–Black
mają zaszczyt ogłośić
narodziny ich pierwszego dziecka
Meghan Lily Black
1 czerwca 1983
o godzinie 16:13


Pod spodem, Syriusz dopisał krótką notkę.

Jest piękna, profesorze. Wyślemy zdjęcia w lipcu.

– Na pewno tak jest – szepnął Dumbledore, zadowolony z faktu, że Minerwa nie chciała zobaczyć najnowszych nazwisk w księdze magicznych dzieci. Brzmiały one:

Meghan Lily Black
Dudley Ursinus Dursley


~~oOo~~

*Meghan, według symboliki imion, to “perła”.


Bardzo, bardzo przepraszam za tak dużą przerwę, ale jak już pisałam wyżej, problemy osobiste niestety uniemożliwiły kontynuację tłumaczenia w takim tempie jak dotychczas. Jeszcze przez jakiś czas może mi być trudno zrealizować wklejanie odcinków co tydzień lub co dwa tygodnie, tak jak było na początku, aczkolwiek zrobię co w mojej mocy.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here

Post Czw Mar 01, 2007 8:15 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Madlen

Tropiciel smoków


Dołączył: 02 Lip 2005

Posty: 387
Skąd: z szpitala dla normalnych inaczej

Łał! Czyli to Przekleństwo miało tak dużą moc, że obdarzyło Dudleya magią? Niesamowite, naprawdę... ach, robi się coraz bardziej interesująco. Szalenie żałuję, że mój angielski nie jest na tyle dobry, żebym sama mogła przeczytać ciąg dalszy. Każdy kolejny odcinek wydaje się bardziej ciekawy. Choć ciągle nie lubię ani Danger, ani Lety. Za to Wilczki są po prostu urocze.

Cóż, życzę czasu i chęci do tłumaczenia. Jestem bardzo wdzięczna, że w ogóle tłumaczysz ten tekst. Nawet, jeśli odcinki będą się pojawiać nie zbyt często. Czekam na ciąg dalszy z utęskniem.
_________________
Kącik Złamanych Piór - forum literackie

1884822

Post Pt Mar 02, 2007 3:02 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
hae

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 02 Mar 2007

Posty: 25
Skąd: z Księżyca

"W końcu uświadomił sobie, dlaczego ma takie uczucie.."

Moim skromnym zdaniem powinno być "dlaczego tak się czuje..."

– Niech będzie – westchnął Syriusz. – Czy wiecie o tym, że kiedyś James utknął w połowie zamiany w jelenia?

"przemiany"

– Podziękowałabym ci, gdybyś nie założył na nią pas bezpieczeństwa – mruknęła Danger, piorunując go wzrokiem.

"pasa"

Dumbledore zmarszczył brwi. Co się stało z Aletą? Wygyląda… inaczej.

"Wygląda"

Znalazłam dwie literówki, oraz zdania które są w moim PRYWATNYM odczuciu nie stylistyczne, a z racji tego, że wyszyscy uwazają mnie za analfabetke i powinnam posiadać conajmniej żółte papiery, moge się mylić.

Tłumaczenie dobre i tyle mogę o nim powiedzieć, czepiać się nie będę, od tego są inni którzy żółtych papierów nie mają, co do opowiadania, też dobre, czytałam w orginale ograniczając się do dialogów, ponieważ tekst ciągły był dla mnie przerażający, pomysł mi się spodobał, choć znając orginalnego HP, sny Danger były dla mnie jasne od początku i czasami dziwiłam się głupocie bohaterów i ich niedomyślności, ale tak to jest jak jest się maniakiem.

Czekam z niecierpliwością na część następną. I czasu życze, cierpliwości też.
_________________
H.AnnaEmilia


Ostatnio zmieniony przez hae dnia Sr Mar 07, 2007 4:22 pm, w całości zmieniany 2 razy

Post Pt Mar 02, 2007 4:25 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Ellentari

Wytwórca różdżek


Dołączył: 27 Wrz 2005

Posty: 468
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)

Oooo i kolejny rozdziała jeszcze tyle przed nami Smile
Miło poczytać o kolejnych wydarzeniach w życiu tak niezwykłej rodziny.
Jak na razie nie mamy jakieś brawurowej akcji, ale za to poznajemy pomału życie, które toczy się w tak niezwykłym domu za sprawą jego niezwykłych mieszkańców.
Nie chce żeby te komentarz wyszedł krótki, ale nie wiem co pisać, nie przyczepiam się do błędów, bo nie zwracam uwagi na jakieś tam niedociągnięcia.
Interesuję mnie treść, a ta jest bardzo dobra.

Czekam na kontynuację, jak dla mnie pojawiło się tu parę tajemniczych spraw, mam nadzieję że się wkrótce wyjaśnią.

Pozdrawiam.
Elli.

Post Wt Mar 06, 2007 8:13 am 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Happily
Prefekt Gryffindoru

Prefekt Gryffindoru


Dołączył: 26 Mar 2005

Posty: 530
Skąd: ze świata czarodzieji

Widziałam to opowiadanie juz jakiś czas temu, ale nie mogłam się za nie jakoś zabrać. To chyba ten tytuł, jakoś tak na mnie działał, myslałam, ze to będzie jakieś kolejne nudne opowiadanie i jak zwykle gdy myśle tak przed przeczytaniem jakiegoś dzieła okazało się, ze się pomyliłam. I to bardzo.
Okazało się, ze jest bardzo wciagające, tak bardzo, ze nie mogłam sie od tego oderwać. Siedziałam do nocy, ale przeczytałam, niestety nie miałam juz siły wczoraj skomentować (a moze to było juz dziś).
Ogrinalna treść jest niewątpliwie wielkim plusem tego opowiadaia.
Przyznam, ze się zawiodłam, gdy się okazało, ze Danger nie bedzie mogła mieć dziecka. I skoro mowa o dzieciach, to dlaczego nazwisko Dudley'a pojawio się obok nazwiska Meghan?? Przecież te osoby nie urodziły się tego samego dnia. A do Hogwartu idzie się przecież w wieku 11lat, czyli Dudley, pójdzie tam razem z Harrym, a nie z córką Syriusza.
Bardzo, bardzo mi się podobalo. Czekam z niecierpliwosci na więcej.
_________________
"And if you go, I wanna go with you.
And if you die, I wanna die with you.
Take your hand and walk away."


GRYFFINDOR

Post Sob Mar 10, 2007 12:12 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Wyślij pocztę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
madiganaria

Stary drops


Dołączył: 17 Mar 2007

Posty: 1

cytat:

Napisane przez Happily:
Widziałam to opowiadanie juz jakiś czas temu, ale nie mogłam się za nie jakoś zabrać. To chyba ten tytuł, jakoś tak na mnie działał, myslałam, ze to będzie jakieś kolejne nudne opowiadanie i jak zwykle gdy myśle tak przed przeczytaniem jakiegoś dzieła okazało się, ze się pomyliłam. I to bardzo.
Okazało się, ze jest bardzo wciagające, tak bardzo, ze nie mogłam sie od tego oderwać. Siedziałam do nocy, ale przeczytałam, niestety nie miałam juz siły wczoraj skomentować (a moze to było juz dziś).
Ogrinalna treść jest niewątpliwie wielkim plusem tego opowiadaia.
Przyznam, ze się zawiodłam, gdy się okazało, ze Danger nie bedzie mogła mieć dziecka. I skoro mowa o dzieciach, to dlaczego nazwisko Dudley'a pojawio się obok nazwiska Meghan?? Przecież te osoby nie urodziły się tego samego dnia. A do Hogwartu idzie się przecież w wieku 11lat, czyli Dudley, pójdzie tam razem z Harrym, a nie z córką Syriusza.
Bardzo, bardzo mi się podobalo. Czekam z niecierpliwosci na więcej.



heh, Hapilly, to bardzo proste. Zauważ, Aleta powiedziała "Już czas". Nastepnie kilka godzin później kobieta, która okazuje się Petunią mówi, że chce aby jej syn miał "normalne" życie. Pod wpływem Przekleństwa, które rzucili na nią Danger i Remus we wcześniejszych notkach, zrobiło się na opak i jej syn otrzymał w tej chwili magiczne moce by jego życie było "nienormalne" czyli w punkcie widzenia Petunii stał się dziwolągiem innymi słowy czarodziejem. A pojawił się w księdze w tym samym czasie co Meghan, ponieważ zapewne ona urodziła się gdy na niego spłynęło to "przekleństwo" (przynajmniej ja tak pojmujęRazz, mam nadzieję, że nic nie poplątałam:)).
A tak poza tym to opowiadanko świetne. Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis:D Chętnie bym sobie sama poczytała dalej w angielskiej wersji ale na chęciach się niestety tylko kończy Evil or Very Mad Ach ten mój ukochany Leń... Razz No cóż ale przynajmniej po długim wyczekiwaniu jest większa przyjemność czytania twojego tłumaczenie, magda2em Very Happy Trzymaj się ciepło i chęci życzę! Czołem ludziska

Post Sob Mar 17, 2007 9:00 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Ingrid

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 23 Sie 2005

Posty: 26
Skąd: z Virgo Castle

Urocze, ciepłe opowiadanko. Nie mogę się doczekać kiedy wilczki pójdą do szkoły. Nie potrafię zgadnąć kim jest to dziecko któremu matka śpiewała kołysankę. Smoczek to pewnie Draco, który jak mniemam trafi do Sfory (ten sen na tratwie w którym kobieta uciekająca przed złym człowiekiem przekazuje im smoczka). Chłopiec z babcią to Neville. Niestety kompletnie nie znam angielskiego, więc nie mogę przeczytać co będzie dalej. Buuu, ma ktoś może chusteczkę? W kwestii tłumaczenia nie mogę się zatem wypowiedzieć.
_________________
"Zadaniem edukacji jest dać uczniowi umysłową niezależność" John Locke

SLYTHERIN II rok

Post Nd Mar 18, 2007 9:42 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Rozdział 17: Odkryci


W połowie trudnego kawałka Remus usłyszał wrzask.

O nie, znowu się zaczyna…

Neenie wbiegła do pokoju muzycznego, wrzeszcząc na całe gardło. Harry biegł tuż za nią w gorącym pościgu. Remus odłożył skrzypce i smyczek na pianino parę sekund przed tym, jak dziewczynka schowała się za nim. Harry stanął na środku pokoju i zacisnął pięści.

– Co znowu? – spytał Remus.

– Ona mnie uderzyła!

– On podarł moją książkę!

– Harry, dlaczego podarłeś książkę Hermiony?

– To był psypadek – mruknął Harry, nadal wyglądając na obrażonego. – Powiedziałem psepraszam.

– Nieprawda – powiedziała Neenie, pokazując Harry’emu język.

– Prawda!

– Nie!

– Tak!

– Spokój! – zarządził Remus. – Harry, nawet jeśli powiedziałeś przepraszam, przeproś Neenie jeszcze raz.

– Nie.

– Chyba coś powiedziałem.

Harry skrzywił się.

– Przepraszam, Neenie.

– Hermiono, przeproś Harry’ego za to, że go uderzyłaś.

– Przepraszam, Harry.

– A teraz proszę się przytulić i pogodzić.

Przytulenie przypominało grecko–rzymskie zapasy, ale wystarczyło.

– Jestem wężem – ogłosił Harry, kiedy skończyli się obejmować. – Sss, sss, sss!

– Wspaniale. To odejdź stąd i bądź wężem na górze.

– Nie – odpowiedział Harry, po czym usiadł na lewej stopie Remusa i owinął się dookoła nogi mężczyzny. – Jestem wężem na tobie! Sss, sss!

– Ja też, ja też! – Neenie wzięła w posiadanie drugą nogę Remusa, po czym zaczęła syczeć na zmianę z chichotaniem.

Remus załamał ręce i rozważał swoje możliwości.

Krótko mówiąc, jestem uziemiony. Mógłbym iść do kuchni, ale podejrzewam, że jeśli to zrobię, potraktują to jako wspaniałą zabawę i na pewno nie zostawią moich nóg w spokoju. To samo wydarzy się, jeżeli potraktuję ich zaklęciem lewitacji. A zatem oczywistą rzeczą jest…

Zawołanie o pomoc.


– SYRIUSZU!

– CO?

– MUSISZ COŚ ZOBACZYĆ!

Remus celowo sformułował zdanie nieprecyzyjnie. Jeżeli istnieje coś, czemu Syriusz nie może się oprzeć, to z pewnością jest to tajemnica.

A także okazja, żeby się ze mnie pośmiać.


Tak jak się spodziewał, kilka sekund później usłyszał jak stado hipogryfów… nie, Syriusz, zbiega po schodach.

– O co chodzi, Lunatyku? – Syriusz stanął w drzwiach do pokoju muzycznego, objął scenę wzrokiem i zaczął się śmiać.

Wspaniale. Korzystając z głośnego śmiechu Syriusza, Remus schylił się i szepnął coś do dzieci. Harry i Hermiona puścili wilkołaka, podbiegli do Syriusza i owinęli się dookoła jego nóg.

– Co oni robią? – spytał Syriusz ze zdziwieniem, patrząc na syczące dzieci siedzące mu na stopach.

– Bawią się w węże. Wcześniej były wężami na mnie, ale teraz są wężami na tobie. Dziękuję za zapewnienie im rozrywki i życzę powodzenia w odczepianiu ich od twoich kończyn.

– Ty perfidny, wredny, podstępny wilkołaku…

– Jakby mnie to obchodziło – odpowiedział Remus, uśmiechając się szeroko, po czym podniósł skrzypce z pianina.

Syriusz warknął, kiedy mężczyzna zaczął grać utwór od początku.

– A tak właściwie to dlaczego rzępolisz jedno i to samo cały dzień?

– Aleta chce się nauczyć kilku duetów, a to jest właśnie jeden z tych utworów. Chciałem trochę poćwiczyć zanim wróci do domu. Przy okazji, Danger powinna wrócić lada chwila. Może przygotujesz wilczki do wyjścia?

– Tak, racja. Harry, Neenie, chcecie iść na Pokątną?

– Tak! – krzyknęły dzieci.

– Skoro tak… Wiecie, nie możemy zabrać węży na Pokątną, wszyscy by się przestraszyli. Musicie być ludźmi, żeby tam pójść.

– Jesteśmy ludźmi – powiedziała Neenie, puszczając nogę Syriusza w tej samej chwili.

– Tak, jesteśmy ludźmi – powtórzył Harry. – Pójdziemy na lody?

– Jeżeli będziecie grzeczni…

– LODY! – krzyknęły oba wilczki jednocześnie.

– … to pójdziemy na lody – dopowiedziała Danger, wchodząc do pokoju przez ukryty łuk. Klęknęła, starając się utrzymać równowagę, kiedy Harry i Hermiona rzucili się, aby ją uściskać. – Cześć! Widzę, że wycieczka na Pokątną już nie jest tajemnicą.

– Hej, dzięki temu odczepiły się od moich nóg – odparł Syriusz, wciąż chichocząc. – Poczekaj, aż powiem ci co się działo…

Hej, skarbie, jak ci minął dzień? – spytała Danger, wydając z siebie odgłosy zainteresowania w odpowiedzi na jednoczesne opowieści Syriusza i dwójki dzieci.

W pracy było w porządku, popołudnie też było spokojne, dopóki ta dwójka nie zaczęła się bawić w węże. Nie mogę się doczekać, aż będę mieć dom dla siebie chociaż przez parę godzin.

Idziemy jak tylko będziemy gotowi. Dzieciom zajmie chwilę przyzwyczajenie się do nowej twarzy Syriusza.

W porządku, aż tak mi się nie spieszy.


~~oOo~~

Meghan Lily Black otworzyła oczy, otoczone długimi rzęsami, i rozejrzała się ciekawie po świecie.

Ogromne, srebrnoszare oczy.

Dokładnie takie, jak jej ojca.

Sfora dotrzymała słowa. Zdjęcia dwu i półmiesięcznej Meghan dotarły dyrektora w lipcu, ale rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania.

– Prawdziwa mała księżniczka – szepnął Albus Dumbledore, tuląc dziewczynkę w ramionach. – Oczywiście wszystkie dzieci są piękne, ale ty i Syriusz stworzyliście prawdziwą łamaczkę męskich serc…

Aleta roześmiała się.

– Gdyby pan powiedział to gdzie indziej niż tutaj albo w Jaskini, ludzie popatrzyliby się na pana bardzo dziwacznie. Ale dopiero, kiedy skończyliby krzyczeć.

Co za życie będzie znała ta dziewczynka? Wychowywana w ukryciu, jako część Sfory i młodsza siostra Harry’ego Pottera, z ojcem uznawanym za najokrutniejszego przestępcę, jaki kiedykolwiek przekroczył próg Azkabanu…

– Sądzę, że ta wersja wydarzeń będzie odpowiednia – powiedział Dumbledore, oddając Alecie Meghan.

Ukrycie obecności dziecka w jej życiu byłoby dla Alety niezwykle trudnym zadaniem, dlatego stwierdziła, że nie będzie nawet próbować. Zamiast tego kilka miesięcy przed urodzinami Meghan wyraziła zainteresowanie adopcją magicznej sieroty mugolskiego pochodzenia, kiedy tylko nazwisko takiego dziecka pojawi się w Księdze Magicznych Urodzin. Wynikiem tego będzie Meghan, a jej podobieństwo do Alety – zaledwie przypadkiem.

Co do tego ilu w to uwierzy… Nie będzie zbyt wiele wątpliwości. Zaledwie kilka osób wie, że Aleta była chora na początku czerwca. Nawet jeśli ktoś zacznie wątpić, będą to zaledwie plotki i domysły. Najwyżej jej reputacja na tym ucierpi.

Kiedy wspomniał to Alecie, ta tylko prychnęła w odpowiedzi.

– Nie mogę się mniej troszczyć o moją reputację, profesorze – powiedziała, wkładając Meghan w nosidełko. – Tak długo, jak nikt nie odgadnie zarówno tego, że to ja ją urodziłam, jak i tego, kim jest jej ojciec, mogą sobie gadać co tylko chcą.

Rozsądne nastawienie. Dumbledore wstał z fotela.

– Wracasz do ministerstwa czy do domu?

– Do domu – odpowiedziała Aleta. – Uporałam się z wszystkim, co miałam dzisiaj do zrobienia, a zatem nie ma potrzeby, żebym siedziała w biurze jeszcze godzinę. Jeśli będą mnie potrzebować, zawsze mogą zadzwonić.

– I tu masz rację. Miłego dnia, Aleto.

– Wzajemnie, profesorze. Jaskinia Huncwotów! – powiedziała wyraźnie Aleta, rzuciła proszek fiuu w płomienie i weszła do kominka, trzymając blisko ciała nosidełko, w którym spała Meghan. Ogień przybrał szmaragdową barwę, po czym Aleta zniknęła z pola widzenia dyrektora. Dumbledore wrócił za biurko.

„To wszystko układa się lepiej, niż mógłbym sobie wymarzyć.” Tak mówił wieszcz, tak mówię i ja. Potrzeba ogromnej mądrości, aby przyznać się do błędu… Harry jest szczęśliwy, zdrowy i nie udało im się go jeszcze rozpieścić. Podobnie Hermiona. Meghan też taka będzie.

Jeśli tylko pozostaną w ukryciu, nie muszę nic robić.


~~oOo~~

Złotowłosy Harry siedział na barana na ramionach Syriusza, podczas gdy buszowali po sklepie z markowym sprzętem do quidditcha. Wygląd mężczyzny również został zmieniony – jego twarz zaokrągliła się i zagościło na niej zdziwienie, włosy miały teraz kolor jasnego brązu. Syriusz nie miał nic przeciwko zmianom, skoro był to jedyny sposób, by mógł cieszyć się wyprawami na Pokątną i do Hogsmeade, które tak bardzo lubił.

Pewnego razu Sfora wybrała się nawet do Muzeum Magicznych Osobliwości. Syriusz porównał swoją różdżkę z tą, która leżała na wystawie. Były w zasadzie identyczne; Aleta pominęła jedynie małe nacięcie, które zrobił zębami Glizdogon. Syriusz przekonywał ją kilka dobrych minut, zanim zrezygnowała z naprawienia tego błędu natychmiast, przypominając jej, że mało kto mógłby zwrócić na to uwagę.

Nagle zorientował się, że słyszy krzyk, który rozbrzmiewał w jego uszach już od jakiejś minuty.

Na dodatek był to znany mu głos.

Na Merlina, o co tym razem Hermionie chodzi?

Zdenerwowana Danger stała przed sklepem, trzymając za rękę czerwoną jak burak Neenie. Dziewczynka wrzeszczała na całe gardło i najwyraźniej próbowała się wyrwać z uścisku siostry.

– Przewróciła całą wystawę w Esach i Floresach – westchnęła Danger, kiedy Syriusz był na tyle blisko, żeby ją usłyszeć. – Powiedziałam, że wracamy prosto do domu, oraz że nie dostanie lodów, i taki właśnie jest efekt. Najwyraźniej jest zmęczona. Widzimy się w domu?

– Ależ oczywiście.

Syriusz nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy Danger pewnie podniosła Neenie z ziemi, przerzuciła ją sobie przez ramię i poszła w kierunku Dziurawego Kotła, ignorując zarówno piąstki siostry bębniące po jej plecach, jak i spojrzenia przechodniów.

– Łapo, idziemy na lody? – spytał Harry.

– Jak dotąd byłeś grzeczny, Jamie. Idziemy – odpowiedział Syriusz.

~~oOo~~

Najpierw usłyszał wrzask. Prawie wszyscy przechodnie odwrócili się, aby zobaczyć co się dzieje.

Kiedy spostrzegł, że to tylko mała dziewczynka, już się odwracał aby odejść, ale w miejscu zatrzymał go tłum napierających czarownic i czarodziejów. Znajdował się na tyle blisko, że słyszał słowa, które wymieniła między sobą para nieznajomych.

Głos mężczyzny poruszył coś w jego pamięci. Charakterystyczny, warczący śmiech tylko spotęgował to wrażenie. Kiedy chłopiec nazwał mężczyznę Łapą, był już pewien.

Syriusz Black.

Kuzyn jego żony nie tylko ma się dobrze, co więcej, nadal przebywa w Anglii i jest w posiadaniu różdżki, dzięki czemu może zmienić swój wygląd w tak zdecydowanym stopniu. Chyba że przyjaźni się z kimś, kto może zrobić to za niego. Na dodatek ma pod swoją opieką małego chłopca w podejrzanym wieku…

Ciekawy jestem, jak wysoka będzie nagroda za odnalezienie najbardziej poszukiwanych osób w Wielkiej Brytanii: mordercy oraz chłopca.

Lucjusz Malfoy uśmiechnął się pod nosem i zaczął snuć plany.

~~oOo~~

W lodziarni Floriana Fortescue’a Harry rzucił się na swój wafelek, wypełniony czekoladowo–orzechowymi lodami, a Syriusz zatopił zęby w wielowarstwowym deserze czekoladowym.

Tak, zdecydowanie rujnujemy sobie apetyt na obiad. Właśnie do tego służą wyprawy na Pokątną.

Poza tym, jaki użytek byłby z dzieci, gdyby nie można było ich od czasu do czasu rozpieszczać?


~~oOo~~

Niewielu ludzi wiedziało o istnieniu zaklęcia, które Lucjusz Malfoy zamierzał użyć. Wynalazł je sam Czarny Pan, w ostatnich dniach przed końcem wojny. Gdyby tylko prawnicy o nim wiedzieli, na pewno od razu by go zakazali. Był to Zakłócacz Aportacji. Kiedy czarodziej, na którego je rzucono, próbował się aportować, zamiast udawać się tam, gdzie zamierzał, trafiał w miejsce wybrane przez rzucającego zaklęcie.

Jaka szkoda, że jest zbyt skomplikowany, by większość czarodziejów mogła sobie z nim poradzić. Severus Snape zapewne byłby na tyle potężny, ale Czarny Pan nie był pewny, czy jest mu wierny, więc nigdy mu go nie pokazał. Jak się okazało, miał rację. Tylko ja potrafię je rzucić za każdym razem prawidłowo.

A teraz wykorzystam je na chwałę Czarnego Pana, aby porwać tego, który był przyczyną jego upadku…


Lucjusz rzucił zaklęcie, ukryty w cieniu alejki, po przeciwnej stronie ulicy. Zajęło mu to prawie półtorej minuty – nie, to nie była prosta, dwuwyrazowa inkantacja. Teraz pozostało mu tylko czekać, aż mężczyzna i chłopiec skończą jeść.

W końcu Black wziął do ręki serwetki i zaczął wycierać twarz i ręce chłopca. Kiedy skończył, Lucjusz podniósł różdżkę.

– Finite Glamouri! – szepnął.

~~oOo~~

Syriusz poczuł, jak coś musnęło go po twarzy, jakby lekki podmuch wiatru lub zaklęcie…

Co to było?

Kobieta siedząca przy sąsiednim stole wrzasnęła głośno, wskazując na niego palcem.

– Syriusz Black!

Cholera, zaklęcie maskujące przestało działać! Jak to się stało?

Jeden rzut oka na Harry’ego potwierdził, że w jego przypadku zaklęcie też znikło.

Musimy się stąd natychmiast wydostać!

Złapał Harry’ego, kiedy dookoła nich rozbrzmiały nowe krzyki, i skoncentrował się na myśli o Jaskini, chcąc się aportować…

Ale coś poszło nie tak. Jakieś dziwne zaklęcie przejęło kontrolę i rzuciło ich w zupełnie inne miejsce.

Syriusz przyjął na siebie siłę upadku, chroniąc Harry’ego przed kontaktem z ziemią. Chłopiec był przerażony, ale nie miał nawet jednego zadraśnięcia. Syriusz żałował, że nie mógł powiedzieć tego samego o sobie – jeden ruch ręką po włosach potwierdził, że tył jego głowy krwawi.

Nie możemy być daleko – nadal słychać krzyki.

– Trzymaj się mnie mocno, Zielone Oczko – powiedział do Harry’ego, rozluźniając uścisk, w którym trzymał chłopca. Jedną ręką wyciągnął różdżkę z kieszeni a drugą podparł się, aby łatwiej było mu wstać. Skoro nie mogę się aportować, będę musiał walczyć. Ciekawe, czy to auror mnie spostrzegł, czy…

– Proszę, proszę, kogo my tu mamy. Syriusz Black! – Od wejścia do ślepej uliczki, w której się znajdowali, dobiegł do nich znajomy, chociaż zdecydowanie niepożądany głos.

To nie jest auror.

To jest ktoś, na kogo polują aurorzy. Albo na kogo powinni polować.

Lucjusz–A–Niech–Go–Cholera–Weźmie–Malfoy.


– Czego chcesz? – spytał Syriusz, powoli zbliżając się do mężczyzny. Atak najlepszą obroną i te sprawy. Harry trzymał się go kurczowo i dygotał.

– Ależ chcę tylko tego, czego pragnie cała społeczność czarodziejów – odparł Malfoy, uśmiechając się znacząco. – Pragnę, aby Syriusz Black, który zamordował tylu ludzi, został ukarany za swoje winy. Pragnę, aby Harry Potter wychowywał się w przyzwoitej, czarodziejskiej rodzinie.

– Takiej jak twoja? – zadrwił Syriusz, spluwając wprost pod nogi Malfoya. – Dumbledore nigdy nie pozwoli na to, aby taki śmieć jak ty nawet dotknął Harry’ego, nie mówiąc o wychowywaniu!

– Ależ jeśli będę bohaterem, który złapał Syriusza Blacka… – odparł Malfoy, trzymając różdżkę w pogotowiu. – Kto śmie mi wtedy odmówić czegokolwiek? Nawet Albus Dumbledore uważa cię za winnego. Wrócisz do Azkabanu, a mój Draco będzie miał brata…

Drętwota! – krzyknął Syriusz, ale Malfoy był na to przygotowany.

– Protego! Petrificus Totallus!

– Protego!


Uwaga Malfoya rozproszyła się, kiedy musiał uchylić się przed dwoma mknącymi w jego kierunku zaklęciami. Syriusz pobiegł w kierunku głównej ulicy, mając nadzieję, że dobiegnie do miejsca, z którego mógłby się aportować. Malfoy skoczył na niego, bez mała przewracając go na ziemię. Wielki cień padł na nich obu. Syriusz poczuł, jak trafia go ogromna energia czystej magii, po czym stracił przytomność.

~~oOo~~

Czarodziej, który przerwał bójkę, pokręcił głową ze zdumieniem.

– Kto by pomyślał – mruknął do siebie. – Kto by pomyślał…

Malfoya zostawił tam, gdzie leżał. Podniósł Syriusza, przełożył go przez ramię tak, aby jego peleryna zasłaniała twarz nieprzytomnego mężczyzny. Wziął na ręce Harry’ego i schował go pod połami płaszcza, po czym udał się w kierunku Dziurawego Kotła.

– Dumbledore będzie wiedział, co trza zrobić – szepnął sam do siebie, przeciskając się ostrożnie przez tłum.

Bycie znaną osobą od czasu do czasu bywało przydatne. Co prawda nie mógł wtopić się w tłum, ale nikt go o nic nie podejrzewał, ze względu na to kim i czym był. Nikt nie zadawał mu pytań, nikt go nie zatrzymywał. W Dziurawym Kotle zaczerpnął garść proszku fiuu, wrzucił go w płomienie do ogromnego kominka, mruknął „gabinet dyrektora Hogwartu” i zniknął.

~~oOo~~

Albus Dumbledore podniósł głowę znad swojej pracy, patrząc jak gajowy, podtrzymując przerzuconego przez ramię mężczyznę i najwyraźniej ukrywając coś w płaszczu, potknął się przy wychodzeniu z kominka.

– Hagridzie, co u licha…

– Nie wiem – odpowiedział gajowy, wyglądając na przestraszonego i zdezorientowanego. – Nie wiem, profesorze. Ale nie miałem pojęcia, gdzie ich zabrać…

Położył delikatnie nieprzytomnego Harry’ego na biurku dyrektora i posadził Syriusza na stojącym nieopodal krześle.

– Pojedynkował się z Lucjuszem Malfoyem – powiedział Hagrid, patrząc na Syriusza. – Malfoy powiedział coś o tym, jak wszyscy wierzą, że Syriusz jest winny…

– Czy jest ranny? – spytał Dumbledore, wstając z miejsca.

– Nie wiem. Ale ma krew na płaszczu…

– Przepraszam cię na chwilę, Hagridzie. – Dumbledore podszedł do kominka, rzucił garść proszku fiuu w ogień i powiedział „Jaskinia Huncwotów!”, po czym ukląkł i włożył głowę w płomienie.

~~oOo~~

Aleta i Remus przerwali grę kiedy płomienie zmieniły barwę na zieloną. Remus pośpiesznie schował się za ukrytym łukiem, ale kiedy w ogniu ukazała się głowa Dumbledore’a, a nie ktoś z pracy, wrócił do pokoju.

– Aleto, mogłabyś przejść tutaj? Mamy sytuację awaryjną.

– Harry? – spytała zmartwiona Aleta. – Syriusz?

– Żyją, chociaż są nieprzytomni. Syriusz jest lekko ranny. Powstał też inny problem. Hagrid ich widział.

– W takim razie zaraz tam będę – odparła Aleta, wstając z miejsca. Wymieniła z Remusem znaczące spojrzenie, kiedy Dumbledore zniknął w płomieniach.

– Co o tym sądzisz? – spytała cicho Aleta.

– Hagrid nie jest dobry w trzymaniu języka za zębami – odpowiedział Remus z żalem. – Ale teraz i tak jest już za późno. Lepiej żeby znał całą prawdę niż opierał się na domysłach. No idź już, opowiedz mu wszystko.

~~oOo~~

Hagrid nie był pewien, kogo powinien oczekiwać. Może z płomieni powinien wynurzyć się Remus Lupin? W końcu byli przyjaciółmi, a Remus zniknął w czasie zadziwiająco bliskim od ucieczki Syriusza z Azkabanu, ale Aleta Freeman z pewnością nie mieściła się na tej liście.

Co więcej, zupełnie nie oczekiwał, że podbiegnie do Syriusza, który właśnie odzyskiwał przytomność, po czym najpierw go pocałuje a potem mocno uderzy w twarz.

– A to za co?

– Za bycie idiotą i za to, że dałeś się zobaczyć! – wrzasnęła z wściekłością Aleta. – Co takiego zrobiłeś? Zdjąłeś zaklęcie maskujące w publicznym miejscu?

– To nie moja wina! – zaprotestował Syriusz. – To Lucjusz Malfoy… ach, dyrektorze, ma pan może chusteczki albo coś podobnego…

Dumbledore wyczarował zwitek bandaży i podał je Syriuszowi. Mężczyzna przyłożył je do tyłu swojej głowy.

– Malfoy musiał nas rozpoznać – powiedział. – Najpierw anulował zaklęcia maskujące, odsłaniając prawdziwą twarz, zarówno moją, jak i Harry’ego, a potem zakłócił aportację…

– Zakłócił? – dopytywał się Dumbledore. – Jesteś tego pewien?

– Nie jestem na tyle głupi by aportować się celowo do ślepej uliczki, przy wejściu do której czeka śmierciożerca! – odparł Syriusz. – Próbowałem dostać się do Jaskini. Drwił ze mnie, potem zaczęliśmy się pojedynkować, aż nagle coś w nas uderzyło i straciliśmy przytomność…

Hagrid patrzył się na nich oboje z niedowierzaniem. Dwa przeciwstawne poglądy walczyły o dominację w jego myślach.

– Ty… ty też jesteś śmierciojadem, nie?

– Nie – Syriusz pokręcił głową w odpowiedzi. – Nigdy nie byłem śmierciożercą. Harry jest ze mną bezpieczny, Hagridzie. – To zdanie wywołało uśmiech na twarzy Alety. – Do diabła, sam mam córkę. Z Aletą. Urodziła się w czerwcu, Dumbledore pokaże ci zdjęcia.

– W zasadzie mogę opowiedzieć ci całą historię, Hagridzie – przerwał zręcznie Dumbledore. – Oczywiście tylko jeżeli nie maci nic przeciwko temu…

– Proszę bardzo – odpowiedziała Aleta, rzucając ostre spojrzenie Syriuszowi. – Ocaliłeś ich, Hagridzie. Zasługujesz na to, aby o tym wiedzieć.

– Zabierz Syriusza i Harry’ego do domu, Aleto – powiedział Dumbledore. – Potrzebują teraz wypoczynku.

– Święta prawda.

Aleta pomogła Syriuszowi wstać z krzesła, po czym zręcznym ruchem podniosła Harry’ego z biurka dyrektora. Razem podeszli do kominka. Aleta rzuciła proszek fiuu w ogień i powiedziała wyraźnie „Jaskinia Huncwotów”. Syriusz oparł się o Aletę, po czym razem zniknęli w płomieniach.

Hagrid oparł się o ścianę. Na jego twarzy malowało się bezgraniczne zdumienie.

– Hagridzie?

– Tak, psorze?

– Chodź tutaj i usiądź – powiedział lekko Dumbledore. – Spróbuję to wszystko wytłumaczyć.

Hagrid usiadł.

– Przede wszystkim musisz wiedzieć, że Harry Potter jest cały i zdrowy, a Syriusz Black jest niewinny – rozpoczął swoją opowieść Dumbledore. Hagrid westchnął z ulgą w odpowiedzi. – Jak do tego doszło, to niestety długa historia…

~~oOo~~

– Tak naprawdę jedynym problemem jest to, że Hagrid całkowicie przestaje trzymać język za zębami kiedy wypije choć odrobinę – powiedział Remus, chodząc dookoła kuchni. – Ale co innego możemy zrobić? Zmodyfikować mu pamięć zaklęciem zapomnienia?

– Jest na nie odporny – wtrącił Syriusz, posykując, gdy Aleta czyściła ranę na jego głowie. – Wydaje mi się, że powoduje to domieszka krwi olbrzymów. Przecież Drętwota też na niego prawie nie działa.

– Z której strony by nie patrzeć, nie wygląda to dobrze – powiedziała Aleta, wydymając wargi przy nakładaniu balsamu gojącego na ranę na głowie Syriusza. – Myślę, że nie było innego wyjścia z tej sytuacji.

– Za to ten cały Malfoy wygląda na paskudnego człowieka – rzuciła Danger, kołysząc w ramionach Meghan.

– Nie masz nawet pojęcia jak bardzo jest paskudny – odpowiedział ponuro Syriusz. – Ożenił się z moją kuzynką, Narcyzą. Dobrali się jak w korcu maku. Oboje byli zakochani – w sobie samych. Oboje tak mroczni jak włosy Snape’a. Mają syna w wieku Neenie i Harry’ego. Ma na imię Draco. Przysięgam, nikt w tej rodzinie nie potrafi nadawać dzieciom sensownych imion…

– Och tak, pamiętam jak bardzo się z ciebie wyśmiewali na pierwszym roku – dodał Remus. – To była pierwsza rzecz do której przyczepił się Snape, prawda?

– Nie, to było drugie. Pierwsze to wylądowanie w Gryffindorze. – Syriusz wyszczerzył zęby. – Kiedy zaczął jeszcze kpić z mojego wyglądu, oblałem go sokiem z dyni. Mój pierwszy szlaban w Hogwarcie, na uczcie powitalnej. To chyba rekord, jak mi się wydaje.

– Którego żadne z naszych wilczków nie będzie próbowało pobić – rzuciła zdecydowanie Aleta, mocując magicznie bandaż do głowy Syriusza. – No już, gotowe.

– Będziemy musieli być od tej pory ostrożni – powiedziała Danger. – Bardzo ostrożni.

~~oOo~~

Lucjusz Malfoy skrzywił się. Wiedział, że Black żyje, przebywa w Anglii i ma w garści chłopca Potterów, ale Ministerstwo nie wierzyło niczemu, co nie przebiegło im tuż przed nosem. Co prawda w przeszłości działało to na korzyść mrocznej strony – w końcu to dlatego Black został aresztowany – ale teraz taka praktyka była dla niego niezwykle niekorzystna.

Chwileczkę. Razem z nimi była jakaś kobieta. I mała dziewczynka. Black zapewne nie pokaże się więcej publicznie, ale może zrobi to ta kobieta. Albo dziewczynka.

Kiedy już znajdę którąś z nich, to dotarcie do Blacka i Pottera to tylko kwestia czasu…

Wtedy to ja będę górą. Harry Potter będzie mój, wychowany tak, jak się należy. Zamiast walczyć z Czarnym Panem, będzie mu wiernie służył…

Zemsta,
pomyślał Lucjusz, jest słodka.

~~oOo~~

W innym pokoju kobieta chodziła niespokojnie od ściany do ściany, podśpiewując cichutko pod nosem. Uśmiechnęła się smutno, kiedy dziecko w sąsiednim pokoju przestało płakać.

Tak niewiele mogę dla niego zrobić, pomyślała. Nie wiem nawet jak go kochać…

~~oOo~~

Mały chłopczyk wpatrywał się w ścianę swojego pokoju. Cichutko zanucił tę samą melodię, którą śpiewała kobieta przechodząca korytarzem. Idealnie, co do jednej nuty, łącznie z jej zawahaniami.

Jego myśli były zdominowane tęsknotą za czymś, czego nie potrafił nazwać. Wiedział tylko, że czegoś brakowało, a ta piosenka pomogła wypełnić choć na chwilę tę pustkę.

~~oOo~~

Aleta siedziała w fotelu bujanym w pokoju dziecinnym, tuląc do siebie Meghan, i śpiewając dzieciom siedzącym dookoła niej.

Z dołu dochodziła zawiła melodia, grana przez Remusa, która przypominała jej latanie, nurkowanie w powietrzu, wolność – zupełnie jak u ptaków – gonitwy i radosny śmiech.

W kuchni stukały talerze. Danger roześmiała się, najprawdopodobniej w odpowiedzi na jakąś żartobliwą uwagę Syriusza.

Piosenka rozbrzmiewała dalej. Oczy Harry’ego były zamknięte, Hermiony – już się zamykały. Meghan od dawna spała spokojnym snem.

Zanim wyszła z pokoju, odgarnęła włosy z czoła każdego z dzieci.

Jedyne, co możemy zrobić, to kochać ich całym sercem, ochraniać i mieć nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.

Tak jak mówi Remus – to będzie musiało wystarczyć.

Nic innego nie mamy.



CDN.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here

Post Pt Mar 23, 2007 9:05 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Happily
Prefekt Gryffindoru

Prefekt Gryffindoru


Dołączył: 26 Mar 2005

Posty: 530
Skąd: ze świata czarodzieji

Jestem zauroczona tym opowiadaniem i wyglada na to, ze mam tą przyjemnosć być pierwszą osobą, która po tak długim czasie (przynajmniej mi ten okres oczekiwanie dłużył się niemiłosiernie) skomentuje to opowiadanie. Na samym poczatku dodam iż bardzo się ciesze, z powodu pojawienia się kolejnej części.
Lucjusz juz coś knuje, i zapewne tak łatwo się nie podda. Cos mi sie zdaje, ze mogą być przez niego duże kłopoty.
Zastanawiałam się kim jest ta kobieta chodzaca po pokoju, czyżby to była Petunia? Jeśli nie to pomyślałam sobie, ze to mogłaby być również Narcyza.
Małe wilczki są słodkimi urwisami, ciekawa jestem ogromnie jak będą się zachowywać, gdy staną sie troszke starsi.
Meghan zapewne będzie miała jakiś ogromny udział w Valce z Voldziem, tego również nie moge się doczekac.
No i juz za jakis czas będzie wesele Remusa i Danger, chociaż było już opisane dwa razy to chętnie przeczytałabym jak to na prawde biorą ślub a nie tylko we snie. Poza tym gdy juz będzie ich wesele to Syriusz bedzie juz niewinny więc tym bardziej nie mogesię doczekac tego momentu. Ale na razie trzeba na to wszystko czekać. Czekac czytajac o kolejnych etapach życia Sfory.
Czekam juz z utęsknieniem na kolejną część.
_________________
"And if you go, I wanna go with you.
And if you die, I wanna die with you.
Take your hand and walk away."


GRYFFINDOR

Post Pt Mar 23, 2007 10:50 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Wyślij pocztę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Noa Perle

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 29 Gru 2006

Posty: 43
Skąd: znienacka

o jaaa.... miodzio. po prostu miodzio Very Happy . to nie jest jakiś tam glupi primaaprilisowy żart, ale prawda. przeczytalam już jakiś czas temu, teraz komentuję, tak jakoś wyszło, chyba mam wenę na komenty. świetna alternatywa, a szczególnie do gustu przypadły mi tu dwie postaci... tak, chodzi mi o Syriusza i Neenie. ze szczególnym wskazaniem na Neenie. Ona jest normalnie przesłodka i urocza. no i fajnie, ze wreszcie ktoś zrobił Dumbledore'a w bambuko. taki mądry, wielki, potężny czarodziej, a dał się wyrolować wilkołakowi i mugolce ;P . Wiem, brzmi brutalnie, ale w końcu tak właściwie z technicznego punktu widzenia jest. To dobrze, bo czasem mam wrażenie, że Dumbledore chciałby kontrolować cały świat i wszystkich jego mieszkańców i mysleć, że to on jest tam najważniejszy. tutaj wreszcie ktoś mu pokazał, gdzie jego miejsce Razz. A technicznie... Czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, nie ma żadnych zgrzytów ani nic takiego. fajny pomysł, fajna realizacja i tlumaczenie. Wytrwałości życzę i pozdrawiam, czekam na następną część.
_________________
sometimes the last thing you want comes in first,
sometimes the first thing you want never comes,
I know the waiting is all you can do,
sometimes,


GRYFFINDOR!!!

Post Nd Kwi 01, 2007 5:25 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
NeenAsh

Asystent Weasleyów


Dołączył: 10 Sie 2006

Posty: 181
Skąd: z Nibylandii...

Kolejny raz wchodzę, żeby sprawdzić, czy może dodałaś kolejną część, jednak znów się zawiodłam:( Stwierdziłam więc, że trzeba napisać posta, to może sobie o tym opowiadaniu przypomniesz;) no to do dzieła!
magda2em jak zwykle świetnie Smile jest tu kilka(naście?) perełek, niestety nie mam czasu ich wypisać Sad Obiecuję, że następnym razem się poprawie Smile Im częściej czytam Twoje tłumaczenie, tym bardziej mi się ono podoba. Masz bardzo fajny styl tłumaczenia, co tylko działa na Twoją korzyść Smile I znów z niecierpliwością czekam na kolejną część... Mogłabyś coś dodać jeszcze przed 27 kwietnia? 28 wyjeżdżam, a chciałabym przeczytać coś przed wyjazdem Smile

Pozdrawiam,
czekająca z niecierpliwością Neeśka Smile
_________________

Osgood(..)nie możemy się pobrać.
Czemu nie?
Po pierwsze,nie jestem naturalną blondynką.
Nieważne.
(..)
Mam straszną przeszłość. Przez 3 lata żyłam z saksofonistą.
Wybaczam ci.
Nigdy nie będę mogła mieć dzieci.
Możemy zaadoptować kilkoro.
Ale ty nic nie rozumiesz. Jestem mężczyzną.
Cóż..nikt nie jest doskonały.

Pół żartem,pół serio

Post Sr Kwi 18, 2007 8:53 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Blairmone

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 13 Mar 2007

Posty: 31
Skąd: Hogwart

Czytam to po raz enty, ale pomyslalam ze moze wreszcie skomentuje..... Kocham te opowiadanie, a najbardziej małą Neenie.... Ogólnie cała Sforę.... Mam nadzieję, że niedługo pojaiw się nastepny rozdział, jako że skonczylas juz tlumaczenie "Listow..." ..... Prosze, prosze ... blagam... nie moge zyc bez Alternatywy....


Pozdrawiam

Blairmone
_________________
" Miłość jest jak wiatr... Nie widzę jej ale ją czuję..."

"Przyjaciele to jedna dusza w dwóch ciałach"

GRYFINNDOR

"You're just what I need"

Post Pt Kwi 20, 2007 8:15 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

<wchodzi z nieśmiałą minką, rozgląda się dookoła> Czy jest jeszcze ktoś, kto jest zainteresowany kolejnym rozdziałem? <widzi nieliczne łapki w górze> No cóż, mam nadzieję, że przez aż tak duże opóźnienie nie straciłam najwierniejszych czytelników... <wzdycha> a zatem zapraszam na kolejny rozdzialik. Przyjemnej lektury!


Rozdział 18: Na skrzyżowaniu dróg


– Mama, góra!

– Nie teraz, Ginny, kochanie. FRED! GEORGE! WRACAĆ MI TU NATYCHMIAST!

Ginny Weasley wykrzywiła usta w podkówkę i podreptała do swojego najstarszego brata.

– Bill, góra! – powtórzyła, podnosząc rączki do góry.

– Hej, Gin–Gin, chcesz na rączki? No już. – Bill wziął Ginny na ręce. – Robisz się za ciężka – powiedział, udając, że się zatacza pod jej ciężarem. – Jesteś już dla mnie za duża! – dodał i postawił ją na chodnik.

Ginny wydęła wargi.

– Charlie, góra!

– Idź sobie, Ginny. – Dziesięciolatek trzymał swoją małą siostrzyczkę na odległość stopy i dalej patrzył na najnowsze modele mioteł na wystawie sklepu ze sprzętem do quidditcha, ignorując jej wrzaski.

Pani Weasley wyszła zza zakrętu, ciągnąc za sobą dwóch pięciolatków.

– A gdzie się podział Ron? – spytała w roztargnieniu. – I Percy?

– Zabrał Rona do ubikacji. Mamo, może zabiorę wszystkich na plac zabaw? – zasugerował Bill. – Przyjdziesz po nas jak skończysz zakupy.

– Dziękuję ci, Bill, mój aniołku… – Pani Weasley pocałowała swojego najstarszego syna. Była z niego bardzo dumna – przecież następnego dnia jedzie do Hogwartu, aby zacząć drugi rok nauki. Chwilę później z publicznej toalety wyszedł jej siedmioletni syn z trzyletnim bratem pod pachą. Dołączyli do swojego rodzeństwa i cała paczka wyruszyła w kierunku placu zabaw na Pokątnej.

Jestem najszczęśliwszą kobietą w całej Anglii, pomyślała Molly Weasley, uśmiechając się pod nosem. Ale te rozmyślania nie zrobią za mnie zakupów.

Szybkim krokiem udała się do sklepu z używanymi szatami. Miała dużo do zrobienia.

~~oOo~~

Na placu Bill huśtał Ginny na huśtawce, a Fred i George szaleli na konikach. Charlie i Percy kręcili się na karuzeli, a Ron poszedł pobawić się w piaskownicy.

Przez jakiś czas byli sami, ale nie trwało to długo. Zza rogu wyszła kobieta z trójką dzieci; jedno trzymała w nosidełku. Dwoje z nich jest mniej więcej w wieku Rona, pomyślał Bill, patrząc na nich eksperckim okiem starszego brata. Zarówno chłopiec, jak i dziewczynka, mieli ciemnoblond włosy i wyglądali słodko. Pewnie bliźnięta, albo po prostu przyjaciele.

Nowo przybyłe dzieci pobiegły do piaskownicy, kiedy tylko towarzysząca im kobieta usiadła na ławce. Bill przysłuchiwał się rozmowie jednym uchem, gotowy wkroczyć do akcji, gdyby Ron wpadł w jeden ze swoich kłótliwych nastrojów…

– Cześć – powiedział chłopiec.

– Cześć – odpowiedział Ron.

– Co budujesz?

– Zamek.

– Możemy pomóc?

– Pewnie.

I tak to się potoczyło. Bill przebiegł pod Ginny przy akompaniamencie jej śmiechu i odwrócił się. Trójka dzieci w zgodzie usypywała wielką górę z piasku. Raz na jakiś czas Ron pokazywał pozostałej dwójce gdzie brakuje jeszcze piasku.

Bill pomachał kobiecie, która otuliła się płaszczem i odmachała. Wbiegając ponownie pod Ginny nie zauważył, że Fred i George zeszli z koników z przebiegłymi minami na buziach.

~~oOo~~

Harry zauważył dwóch identycznie wyglądających chłopców, próbujących do nich podkraść.

– Kto to? – spytał rudowłosego kolegę, wskazując na nich palcem.

– Moi bracia – odparł spytany, ze strachem w głosie. – Są głupi. Idę na huśtawki.

– My też – powiedziała Hermiona, po czym cała trójka podreptała na drugą stronę placu.

~~oOo~~

George spojrzał na Freda.

– A niech to – powiedział w ich sekretnym języku.

– Dorwiemy ich następnym razem – odpowiedział Fred.

~~oOo~~

Rudowłosy chłopiec zajął ostatnią huśtawkę w rzędzie. Hermiona usiadła obok niego, a Harry – obok tej zajętej przez małą dziewczynkę, którą bujał dużo starszy chłopiec.

– Twoja siostra? – spytał.

– Tak. Wszyscy rudzi to moja rodzina.

Ojej, pomyślał Harry. Poza nim i Neenie wszystkie dzieci na placu miały rude włosy. Duża rodzina. Dużo chłopców.

Wzruszył ramionami. Każda rodzina jest inna. Ale i tak nikt inny nie ma Sfory.

Nie ma co się zastanawiać, skoro siedzę na najwspanialszej huśtawce na świecie.


~~oOo~~

– Dzieci były grzeczne jak aniołki – opowiadała Aleta później tego samego dnia. – Nie sprawiały żadnych kłopotów. Co za szczęście, że zbudowali ten plac zabaw.

– Mugolski plac zabaw na Pokątnej? – spytał Syriusz. – Nie pamiętam, żeby tam był jak ja byłem mały.

– Zbudowali go jakieś pięć lat temu – skojarzył Remus.

– Jako zabawka edukacyjna dla magicznych dzieci z całej Anglii, aby przekonały się, jak bawią się ich mugolscy rówieśnicy – powiedziała pompatycznie Aleta – i wzrastały w zrozumieniu ich odmienności.

– Powiedz, proszę, że coś cytujesz. – Syriusz zrobił dziwną minę.

– Tabliczkę informacyjną. Przeczytałam ją jak siedziałam na ławce i zapamiętałam tekst w celach rozrywkowych. Remusie, dostałeś w aptece wszystko, co chciałam? Przepraszam, że zrzuciłam to na ciebie, ale chciałam zabrać jak najszybciej te łobuziaki zanim zdemolowałyby sklep.

– Och, zaufaj mi. Też tego chciałem – odparł Remus – chociażby dlatego, żebyśmy nie musieli płacić za zniszczenia. Tak, dostałem wszystko. Torba leży na blacie w kuchni.

– Bardzo ci dziękuję.

– Przydałaby mi się tutaj pomoc – zawołała Danger z sąsiedniego pokoju.

Niech no zgadnę. Masz węże na nogach.

Skąd wiesz?

Sarkazm nie jest twoją mocną stroną. Już idziemy.

Im dłużej się będziecie guzdrać, tym później zabiorę się za gotowanie obiadu.

Przyjęto do wiadomości.


– Chodź, Syriuszu, musimy ocalić zacną damę przed zdradliwymi wężami.

– Ale tu mi dobrze. – Syriusz pochylał się nad ramieniem Alety i obserwował, jak karmiła Meghan piersią.

– Pozwól, że wyjaśnię. Ta zacna dama wzięła nasz obiad za zakładnika.

– Już idę.

Musimy mu sprawić koszulkę z napisem „Królestwo za żarcie”.

Na litość boską, kobieto, nie rób sobie żartów z mojego przyjaciela.

A czemu nie? On się z ciebie nabija co najmniej pięć razy dziennie.

To zupełnie co innego.

No dobra…


– Co robiliście całe popołudnie? – spytał Syriusz, wchodząc do pokoju i odczepiając Harry’ego od nogi Danger.

– Bawiliśmy się – odpowiedział Harry, przytulając się do swojego ojca chrzestnego.

– Bawiliśmy się z chłopcem – dodała Hermiona, kiedy Remus brał ją na ręce.

– Miał rude włosy i dużo braciów – dokończył Harry.

– Rude włosy i dużo braci? – powtórzył Syriusz. – Hej, Leto! – zawołał. – Z kim wilczki bawiły się na placu?

– Wygląda na to, że z Weasleyami! – odkrzyknęła Aleta. – Rude włosy i dużo ludzi. Czemu pytasz?

– Tak się tylko zastanawiam. – Syriusz zmierzwił Harry’emu włosy, które były już czarne – jak zwykle, gdy wracali do Jaskini. – Harry, jak ten chłopiec miał na imię?

– Nie wiem. – Harry wyciągnął rączki i zaczął bawić się włosami Syriusza, co miało zdecydowanie bardziej widoczny efekt, niż starania Syriusza, ponieważ włosy Harry’ego zawsze były potargane.

– Czy Weasleyowie mają córkę? – spytała ni z tego, ni z owego Danger.

Syriusz zmarszczył brwi.

– Nie jestem pewien. Znani są z tego, że mają tylko chłopców, ale wydaje mi się, że słyszałem coś o tym, że urodziła im się córka. Jeszcze zanim… wszystko się wydarzyło. – Syriusz wciąż miał problem z rozmawianiem o wydarzeniach sprzed dwóch lat.

Aleta wróciła do salonu z Meghan na ręku i usiadła na kanapie. Harry podreptał do niej i przytulił się.

– Nie ma sensu, żebym siedziała sama w kuchni, skoro wy jesteście tutaj – powiedziała, obejmując chłopca ramieniem.

– Leto, na placu byli sami chłopcy, czy była z nimi jakaś dziewczynka? Danger pytała, czy Weasleyowie mają córkę.

– Wydaje mi się, że była tam jedna dziewczynka… Tak, na pewno. Prorok nawet o tym pisał, kiedy się urodziła, bo Weasleyowie od lat nie mieli córek. Dostała jakieś oryginalne imię… Nie mogę sobie teraz go przypomnieć. Pewnie przyjdzie do mnie o drugiej nad ranem. Czemu pytasz?

– Byłam po prostu ciekawa. – Danger wzruszyła ramionami.

Doprawdy? – spytał Remus.

Nie. Nic konkretnego na razie nie mam.

Powiedz co ci chodzi po głowie.

No dobrze. Pamiętasz tę linijkę „Czerwień z brązem, czerń z czerwienią” i tę gromadkę rudowłosych, o których śniliśmy w śnie o weselu?

Tańczyli z Harrym i Hermioną…. Tak, teraz rozumiem. Czyli jeżeli to oznacza to co mi się wydaje, w takim razie ten chłopiec, z którym bawili się dzisiaj na placu, i jego siostra…

… to przyszli partnerzy naszych dzieci.

O Weasleyach słyszałem tylko dobre rzeczy. Są biedni, ale nie ma w tym nic złego. Poza tym z siódemką dzieci każdy byłby biedny. A zatem pod tym względem nie musimy się niczego obawiać.

Oczywiście pod warunkiem, że dobrze to odczytujemy, westchnęła Danger. Mam dziwne wrażenie, że coś przeoczyliśmy.

Tak jak powiedziała Leta,
wzruszył ramionami Remus, to do ciebie przyjdzie o drugiej nad ranem. Jedyne, co przeoczyłaś, to fakt, że masz głodną Sforę do nakarmienia.

Jeżeli tak na to patrzysz, to możesz sam się tym zająć, do diabła!

Co za język, kochana…


~~oOo~~

Molly Weasley byłą w swoim żywiole. Wydawała polecenia na lewo i prawo.

– Fred, George, nakryjcie do stołu. Macie to zrobić porządnie, inaczej nie dostaniecie deseru. Bill, idź na górę i dokończ pakowanie. Charlie, zmień wodę Errolowi. Percy, wyczyść klatkę swojego szczura, zaczyna już śmierdzieć. Ronald! Oddaj mi to w tej chwili! – złapała najmłodszego syna za rękę, w której trzymał jej różdżkę. – Dobrze wiesz, że nie wolno dotykać mojej różdżki. Idź do swojego pokoju i pobaw się grzecznie ze swoją siostrą. Sio!

Dzieci rozbiegły się po domu.

– Klatka Parszywka wcale nie śmierdzi – jęczał Percy, wspinając się po schodach. – Mój szczur to prawdziwy czyścioszek.

– Mama chciała, żebyśmy się jej nie plątali pod nogami – odpowiedział mu Charlie. – Nie chciała cię wcale obrazić.

Percy miał obrażoną minę przez całą drogę do swojego pokoju.

~~oOo~~

Od początku października Harry i Hermiona wykazywali coraz to większe zainteresowanie książkami. Danger dostała rolę nauczycielki – siadała z nimi na piętnaście – dwadzieścia minut dziennie i uczyła ich alfabetu, cyfr i kształtów, lub też opowiadała im o wszystkim, co jej przyszło do głowy.

Szczególnie Neenie nauka abecadła przyszła z łatwością. W połowie listopada siadywała na kolanach u Remusa, pokazując literki, kiedy czytał im na głos. Harry zaczął robić to samo w okolicach świąt Bożego Narodzenia, kiedy to Remus zabronił im wstępu na swoje kolana podczas lektury.

– Jedno z nich to wystarczająco dużo – powiedział. – Dwójka to już przesada.

A zatem Harry i Hermiona zaczęli wspólnie bawić się w czytanie. Siadali obok siebie z książką na kolanach i pokazywali sobie nawzajem literki. W końcu na święta dostali dużo książeczek, które miały duże litery, wręcz idealne do pokazywania.

~~oOo~~

Drogi Profesorze Dumbledore, drogi Hagridzie!

Najlepsze życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia dla Was obu. Nie wydarzyło się nic nowego – mieliśmy kilka spokojnych miesięcy od pamiętnego wydarzenia w sierpniu. Meghan przewraca się już sama na brzuszek, pewnie niedługo zacznie raczkować. Starsza dwójka przesyła narysowane przez siebie rysunki jako prezent gwiazdkowy…


~~oOo~~

– Syriuszu, muszę ci coś powiedzieć – powiedziała Aleta pewnego styczniowego ranka.

– Kiedy ostatnim razem tak zaczęłaś, okazało się, że jesteś w ciąży.

– Nie, nic takiego – roześmiała się. – Ale w sumie się z tym wiąże.

– Co takiego? – spytał w roztargnieniu Syriusz, podnosząc Meghan z materaca i uśmiechając się do niej. – Moja maleńka! Kto jest twoim tatusiem? No kto? – Syriusz machał przy tym palcami coraz bliżej buzi dziewczynki. – No kto… Auu!

– Jak mówiłam – ciągnęła z kamienną twarzą Aleta – Meghan ząbkuje.

~~oOo~~

W okolicach urodzin Remusa Danger zauważyła, że dzieci nie bawią się już w czytanie. Nie żeby zrezygnowały, broń Merlinie. Po prostu już nie udawały, że czytają.

– Ale przecież mają dopiero trzy lata! – zdziwił się Remus.

– Trzy i pół – poprawił go Syriusz.

– A czy to jakaś różnica?

– Ja miałam cztery lata, kiedy nauczyłam się czytać – powiedziała Danger. – A ci dwoje motywują się wzajemnie. Do tego czytamy im prawie każdego dnia. W zasadzie to wcale nie jestem zbytnio zaskoczona. Oboje są bardzo bystrzy, a ich zasób słów był zawsze powyżej średniej.

– A zatem potrafią czytać. Cudownie – rzuciła Aleta od progu. – Ale to jeszcze mało. Te urwisy dorwały się do moich kosmetyków. Tylko na nich popatrzcie.

Syriuszowi wystarczył jedno spojrzenie na Harry’ego, po czym roześmiał się na głos. Chłopiec próbował napisać szminką swoje imię na własnej twarzy.

Hermiona użyła kosmetyków bardziej konwencjonalnie, chociaż zużyła ich chyba kilogramy. Całą twarz pokryła pudrem, powieki – niebieskim cieniem, a policzki i wargi pomalowała na czerwono. Danger wpatrywała się w nią jak zaczarowana.

– Wygląda dokładnie tak, jak nasza mama na starym zdjęciu – powiedziała w końcu, trzęsąc się ze śmiechu. – Z balu przebierańców.

– Za kogo była przebrana? – spytał Remus.

Danger nabrała powietrza do płuc, zebrała się w sobie i odpowiedziała z powagą:

– Za chińską kurtyzanę.

W tym momencie zarówno ona, jak i reszta Sfory, wybuchła ponownie niepohamowanym śmiechem.

~~oOo~~

Z czasem Sfora tworzyła własne tradycje. Podczas każdej pełni w salonie przed kominkiem budowali jaskinię. Po przemianie Remusa Sfora zbierała się w jaskini i rozmawiała o wydarzeniach poprzedniego miesiąca, o nadziejach i obawach, o radościach i problemach. Potem szli spać, czując się bezpiecznie w swoim towarzystwie.

Niektóre noce, bez względu na przyczynę ich wyjątkowości – tak jak na przykład czternasty kwietnia, siedemnasty sierpnia, Halloween czy Boże Narodzenie – również były świętowane noclegiem w jaskini. Tak w zasadzie to starsze wilczki miały swoją własną jaskinię – odkąd Harry’emu trzy razy z rzędu po Halloween śniły się koszmary, Sfora zsunęła razem łóżka w pokoju dziecinnym – w ten sposób wyeliminowali ryzyko przeziębienia się wilczków podczas ich nocnych wędrówek z łóżka do łóżka.

Meghan spała w łóżku swoich rodziców – oczywiście było ono zaczarowane tak, aby dziewczynka nie mogła z niego spaść.

– Tak zostanie do czasu, gdy dostanie własne łóżko, ale oceniając po tym, jak się sprawy mają – powiedział Syriusz – wprowadzi się do Harry’ego i Neenie. W pokoju stało co prawda łóżeczko, jednak w ogóle nie było używane.

Przynajmniej nie używała go Meghan. Hermiona i Harry bawili się w nim prawie cały czas.

~~oOo~~

– Syriuszu! – Z kuchni dobiegł słodki głos Alety. – Możesz tutaj przyjść?

– To nie brzmi dobrze – skomentował Remus, spoglądając na przyjaciela znad książki.

– No nie. Przepraszam was, skarby. – Syriusz wstał z kanapy, gdzie czytał Harry’emu i Hermionie. – Zaraz wracam.

O co jej znowu chodzi?

– Mógłbyś mi łaskawie wytłumaczyć, dlaczego właśnie dostarczono mi najnowsze wydanie „Czarownicy” – spytała Aleta, machając nieszczęsnym tygodnikiem.

– Wspaniale, już jest! – Syriusz wyrwał gazetę z jej rąk i przerzucał niecierpliwie kartki.

– Widzę, że bardzo się czymś ekscytujesz – powiedziała Aleta, przesyłając mu zdumione spojrzenie.

Syriusz znalazł to, czego szukał.

– Przeczytaj to – rzucił, podając jej magazyn.

– Hmm… „Historia Samuela i Alison” autorstwa Valentiny Jett. – Aleta usiadła i zaczęła czytać. Syriusz ze wszystkich sił próbował zachować spokój, ale nie było to łatwe.

Żeby tylko się jej podobało, żeby tylko się jej podobało, żeby tylko…

Wydawało mu się, że upłynęło o wiele więcej czasu, niż te dziesięć minut, po których Aleta odłożyła gazetę.

– Całkiem miłe opowiadanko – powiedziała. – Romantyczne, słodkie, ale jednocześnie z dużą dozą realizmu. Bardzo podobali mi się bohaterowie, są bardzo wiarygodni.

– Podoba ci się?

– Tak, bardzo. Czemu pytasz?

Syriusz wyszczerzył zęby.

– Ja je napisałem.

– TY? – Aleta wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami. – Wiedziałam, że coś piszesz, ale nie sądziłam… Syriuszu, to jest piękne! I…

– Napisałem je specjalnie dla ciebie – powiedział Syriusz, który o mało co nie podskakiwał z radości. – Dla ciebie i o tobie.

…wspanialszej damy, której żadna inna nie dorówna, ani pięknem, ani osobowością… – zacytowała Aleta. – To ja?

– A kto inny?

Gazeta upadła na podłogę.

~~oOo~~

Światła się nie bój, kwiat obnaży
misterny plan – się nie uwarzy.
Choć kwiat z dala od myśli twych
Gwiazdo, szczerość w jej słowach tkwi
Prawda i wilk w dłoniach swych
Trzymają klucz do serca drzwi
Co tęskni za tym, co nieznane,
I z czasem będzie pokochane.


Co?

– Powiedziałeś dokładnie to, co chyba każdy z nas myśli – powiedziała Aleta, przesuwając pergamin w stronę Danger. – Co?

– Gdybym wiedziała, to bym was nie pytała – westchnęła Danger.

– Chwileczkę, pokaż mi to jeszcze raz. – Danger podała pergamin Syriuszowi. – To wygląda na bezpośredni zwrot do kogoś – powiedział, wskazując na czwartą linijkę. – Znamy jakieś gwiazdy?

– Zawsze trzeba ci wszystko pięć razy powtarzać, Łapo, czyż nie? – roześmiał się Remus.

Syriusz przewrócił oczami.

– Głupek ze mnie. Oczywiście, że to ja.

– Mówił ostatnio do ciebie jakiś kwiat? – spytała Aleta.

– Nie, niestety nie. Ale jeśli jakiś będzie coś mówił, z pewnością go wysłucham.

– Ostatnim razem „prawda” oznaczała ciebie, Leto – powiedział Remus. – Możemy spokojnie założyć, że tym razem też tak jest. A zatem ty i ja trzymamy w naszych dłoniach klucz do czyjegoś serca.

– Ciekawe czyjego.

– Zastanawia mnie – odezwała się Danger – czy w obu przypadkach kwiat jest tą samą osobą. Jeśli tak, okaże się dosyć istotna – obnaży misterny plan i powie Syriuszowi coś szczerego, czego się nie spodziewa.

– Jest wiele rzeczy, których się nie spodziewałem – odparł Syriusz. – Na przykład, że moja siostra ze Sfory będzie miała prorocze sny. Albo że w ogóle będę miał siostrę, jeśli mam być dokładny.

– Chcesz mi powiedzieć, że mnie nie lubisz? – Danger skrzyżowała ręce i spojrzała na niego wrogo.

– Nie. Mówię tylko, że potrzebuję trochę czasu, żeby to sobie poukładać w głowie.

– Dostaniesz tyle czasu, ile potrzebujesz – powiedział Remus. – Ale nie mam pojęcia, ile czasu da nam świat. Cokolwiek to oznacza, wyczuwam w tym wierszu pewną pilność. To wydarzy się już niedługo.

– Niedługo, czyli jutro? – spytała Aleta, przekładając kartki kalendarza tak, aby pokazywał maj. – Czy za tydzień, a może za miesiąc?

Danger wzruszyła ramionami.

– Nie mam pojęcia. Może być każde z nich.

– Albo żadne – sprzeciwił się Syriusz. – Jedyne, co wiemy na pewno, to że się zbliża.

– Jest jeszcze coś – dodał Remus. – Pierwsza linijka. „Światła się nie bój..” Skoro mówi się nam, że mamy się nie bać, to oznacza, że znajdziemy się w sytuacji, w które zazwyczaj bylibyśmy przerażeni.

– Nie podoba mi się to. – Aleta wzięła głęboki oddech i pokręciła głową. – No cóż, nie ma sensu martwić się o przyszłość, dopóki nie przyjdzie. Bądź tak miły i podaj mi dżem.

~~oOo~~

Czerwiec minął spokojnie z jednym wyjątkiem. Pewnego dnia szef Alety, Paul Abbott, zafiukał do niej w chwili, gdy Syriusz bawił się w pokoju muzycznym z Harrym, Hermioną i Meghan w chowanego. Na szczęście Syriuszowi udało się uciec z pokoju niemal w ostatniej chwili przez ukryte przejście w ścianie, gdy płomienie w kominku przybrały zieloną barwę. Aleta wyjaśniła przełożonemu, że dzieci sąsiadów przyszły do niej w odwiedziny.

– Musimy założyć dzwonek na kominek – powiedział Remus, kiedy już otrząsnęli się z szoku. – Niewiele brakowało.

Zrobił to następnego dnia. W rezultacie kominek Alety wył jak pies, za każdym razem, kiedy ktoś dzwonił. Syriuszowi nie podobało się to ani trochę. Za to Sfora zrywała boki ze śmiechu.

~~oOo~~

Jeśli kiedykolwiek dopadnę tego, kto wymyślił „Dzień z dzieckiem w pracy”, przysięgam, że osobiście go pokrzywdzę.

Lucjusz Malfoy miał ciężki dzień.

Korneliusz Knot, niech Merlinowi będą dzięki, nie miał dzieci, w przeciwieństwie do większości pracowników Ministerstwa Magii. W rezultacie Ministerstwo Magii przypominało teraz dom wariatów, a nie państwową instytucję.

W zasadzie mogłem zabrać ze sobą Dracona. Mimo że ma dopiero cztery lata – nie, jeszcze nie ma. Jego urodziny są jutro, jeśli dobrze pamiętam. Nauczyłby te… zwierzęta właściwego zachowania. Jednym krokiem zszedł z drogi wrzeszczącej bandzie rudzielców. Ach tak, Weasleyowie. Zadziwiające, że też czystokrwista rodzina mogła upaść tak nisko…

– Poziom czwarty – powiedział, wsiadając do windy. Muszę porozmawiać z tym hodowcą smoków, o którym słyszałem. Jeżeli rzeczywiście potrafi się nimi opiekować, mógłbym skorzystać z jego usług…

Drzwi do windy otworzyły się.

– Poziom czwarty – ogłosił damski głos. – Wydział Regulacji i Kontroli Magicznych Stworzeń.

Lucjusz wyszedł na korytarz, ignorując głos.

– Berek, berek! – zapiszczało dziecko.

Tutaj też. Merlinie, jak ja nienawidzę dzieci.

Spojrzał w kierunku, z którego dochodziły wrzaski, po czym na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Ale z drugiej strony, nie wszystkie dzieci są takie złe…

~~oOo~~

Harry wbiegł do biura Alety i zanurkował pod biurko.

– Co się stało? – spytała Aleta ze zdziwieniem.

– Straszny pan – odpowiedział Harry, dysząc głośno.

Hermiona przybiegła tuż za nim. Oboje dzisiaj mieli brązowe włosy.

– Jamie jest głupi. – Dziewczynka wystawiła do niego język. – Ucieka i nie chce się ze mną bawić.

– Janie, Jamie na pewno się z tobą pobawi. No już, Zielone Oczko. Nie bój się, nie ma już strasznego pana, widzisz?

Harry wystawił głowę spod biurka.

– Tak – zgodził się. – Nie ma strasznego pana.

~~oOo~~

Stojący na korytarzu Lucjusz ledwie był w stanie ukryć swoją radość.

Dwudziesty piąty lipca 1984 roku. Prawdopodobnie najlepszy dzień w moim życiu.

Po chwili zmienił zdanie.

Nie, dwudziesty szósty lipca będzie lepszy. Wtedy zostanę bohaterem narodowym. Nikt mi nie podskoczy. Będę ojcem adopcyjnym Harry’ego Pottera.


CDN.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here

Post Sob Kwi 28, 2007 8:41 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Rose Mary

Członek Gwardii Dumbledore'a


Dołączył: 28 Cze 2006

Posty: 222
Skąd: LEGNICA Wiecie tam dają takie fajne kaftaniki...Nie wiem tylko czemu są wiązane od tyłu...

Fajnie...<przeciera oczy i nadal nie wierzy>...nowy part!!!

<skacze dookoła krzesełka>

Podobało mi się bardzo.

Dwa wężyki i potrafią czytać...

A i jeszcze jedno prosiłabym o kolejny part dość szybko, bo ten Lucjusz nie daje mi spokoju.

Adopcyjny ojciec Harry`ego...

I te dni...

To opowiadanie uzależnia droga tłumaczko...
_________________
Gdzie diabeł nie może tam...Snape pośle...

http://www.chomikuj.pl/f_ola

I lOvE sEv

Ślizgonka, Snaperka i Piromanka w jednym....

Post Sob Kwi 28, 2007 9:02 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Wyślij pocztę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Blairmone

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 13 Mar 2007

Posty: 31
Skąd: Hogwart

Blairmone wchodzi na forum i myśli... < wiem, że to trochę dziwne, że MYŚLI ale jej jakieś przebłyski tez się zdarzają> Patrzy a tu... nie, muszę się mylić,..... ale jednak.. Tak <triumfalny okrzyk radości a po chwili ojenny taniec HAKUNA MATATA> jeste nowy part!!! Kocham Cie Magdo Razz

A teraz co do treści....
Bardzo spodobały mi się scenki z Weasley'ami. Były bardzo prawdziwe. A co do wężyków.... podejrzewałam już dawno, że Hermiona nauczy sie prędko czytać, a jesli i ona to pewnie i Harry... A co do MAlfoy'a..... no cóż, wszyscy wiemy jaki on jest, ale mam nadzieję, ze z tych jego intryg nie wyniknie nic dobrego.... No ale poczekamy zobaczymy.

Mam tylko nadzieję, że następna cześć będzie troszkę szybciej < przymilny, lizusowaty, przewyższający nawet minę gracjana Cielistego, uśmiech.... Blairmone pada na kolana i z szatańskim błyskiem w oku błaga Magdę o kolejną częśc>

Aha, Rose Mary, masz rację - od tego opowiadania można się uzależnić.... przynajmniej jesli chodzi o mnie

Czekam na dalsze odcinki i mam nadzieje ze pojawia sie troche szybciej

Życzę Ci, abyś miałą więcej wolnego czasyu, który możesz poświęcić na tłumaczenie Alternatywy

Pozdrawiam

Blairmone

< ociera pot z czoła, myślać ile dziś napisała, cofa się otwiera drzwi, wychodzi przez nie a w końcu zamyka je>
_________________
" Miłość jest jak wiatr... Nie widzę jej ale ją czuję..."

"Przyjaciele to jedna dusza w dwóch ciałach"

GRYFINNDOR

"You're just what I need"

Post Nd Kwi 29, 2007 10:18 am 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Madlen

Tropiciel smoków


Dołączył: 02 Lip 2005

Posty: 387
Skąd: z szpitala dla normalnych inaczej

Wredny Lucjusz! Na pal z nim kurcze!
(myśli)
Czyżby kwiat był Narcyzą, a osobnik, do którego to klucz trzyma Remus i Leta Draconem? A co tam, w końcu się dowiem. W każdym razie Lucjusz jest okropny. Adopcyjny ojciec Pottera. Pff.

I oczywiście, że są osoby zainteresowane następnymi odcinkami... ja na przykład. To opowiadanie ma w sobie coś urzekającego, a fakt, że tłumaczenie też jest dobrej jakości nie pozostaje bez znaczenia.

Ha i dobrze zinterpretowałam fakt, że Harry prowadził rudowłosą dziewczynęXD

Hm. Starsze wiliczki są urocze, ale coś czuję, że nie polubię Meghan. Sama nie wiem dlaczego, w końcu póki co jej rola polega jedynie na byciu niemowlęciem i przerwacaniu się z pleców na brzuch, ale i tak czuję do niej dziwną antypatię.

Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy, ale absolutnie nie poganiam
_________________
Kącik Złamanych Piór - forum literackie

1884822

Post Nd Kwi 29, 2007 10:40 am 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
kaslay

Stary drops


Dołączył: 10 Kwi 2007

Posty: 5
Skąd: mała mieścina

Czytam od dawna to tłumaczenie, ale dopiero teraz zdecydowałam się odpowiedzieć.
To opowiadanie jest cudowne, postacie Harry'ego i Hermiony bardzo fajnie oddane. Ciekawe, co oznaczała to przepowiednia, ja nawet zgadywać nie próbuję, nie jestem dobra w te klocki Wink .
Jak miło, że Wilczki umieją już czytać. Rodzina Weasley'ów jest bardzo interesująco pokazana, oby sie często pojawiali. Intryguje mnie, jak Łapa podpisuje swoją książkę.
Głupi Lucjusz, on adopcyjnym ojcem Pottera, jeszcze czego.

Post Nd Kwi 29, 2007 11:20 am 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Yamna

Stary drops


Dołączył: 18 Mar 2007

Posty: 8
Skąd: Z Cichoczytaczowa

Miałam sporę zaległości, ale cieszę się, że już je nadrobiłam. Opowiadanie trochę słodkawe, mimo to je lubię.
Dziwi mnie to, że Dudley jednak ma być magiczny - niezbadane są siły zaklęć (klątw etc.). Jeszcze dziwniejszy jest wpis do księgi w tym samym czasie co Meghan.
Chociaż czytam wszystkie sny i zdarzenia dokładnie nie znajduję w nich praktycznie żadnych powiązań. (Teoria o Narcyzie jest ciekawa, choć nie mam pojęcia co ma ze Sforą wspólnego Draco i jaką miał by odegrać rolę). Pomyślę o tym później:))
Ciekawi mnie co dalej z Malfoy'em. Nie powiem, że to nie jest interesujący wątek. Jestem wielbicielką tej rodziny. Harry Potter wychowywany przez Lucjusza. Ymm. Cuda się nie zdarzają.
To opowiadanie jako alternatywa daję nowy kąt postrzegania HP. Trudno sobie wyobrazić przejście Harrego do normalnej rodziny, a tu jest to fajnie ujęte. Sny, strach i naprawdę widać, że chodzi o dziecięce lęki.

Na koniec chcę Ci pogratulować tłumaczenia. Jest naprawdę zgrabne i lekko się czyta.

Pozdrawiam
Yam
_________________
Kto występuje publicznie, nie powinien się spodziewać ani domagać wyrozumałości.
/M. Ebner-Eschenbach/
<br>

Post Nd Kwi 29, 2007 1:29 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
  Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu

Skocz do:  
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny

Last Thread | Next Thread  >

Forum Rules:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 

Powered by phpBB © 2001 phpBB Group
Administratorzy forum nie są odpowiedzialni za treści umieszczane przez uytkowników˝.

BYKOM-STOP - Poprawna ortografia w Internecie | Protected by BOWI Group
Michał MazurekAVX HostingTelewizja Trwam sales@wallix-maps.com webmaster@wallix-maps.com