| Autor
|
Temat |
|
|
Elizabeth
Gracz Quidditcha

Dołączył: 02 Lis 2006
Posty: 90
Skąd: Smocze wzgórze
|
Oj, warto było czekać... To jest... Cód, miód i orzeszki. Tylko cię ozłocić. Syriusz jest moją ulubioną postacią, a w swoim tłumaczeniu przedstawiłaś go tak realistycznie. A mały Harry i Neenie... Aż chce się przytulić. Uwielbiam małe dzieci, ate są przesłodkie. Czekam na następnego parta. Niech moc tłumacza będzie z tobą! Ave! _________________ A jeśli przyjdzie już umierać,
nie rzucę miecza, nie będę błagać.
Zginę z honorem, w obronie tego,
co za życia tak kochałam...
by Grabarz
|
Sr Gru 13, 2006 12:35 pm |
|
|
|
|
|
Modrzew
Kierowca Błędnego Rycerza
Dołączył: 05 Lip 2004
Posty: 25
|
Hej! Witam. Kolejny rozdział całkiem fajnie przetłumaczony, choociaż pare niezręczności się by dało wytknąć. Ale jest coraz lepiej.
Co do samego opowiadania - ja wiem co będzie dalej, bo przeczytałam oryginał, ale oczywiście nie będę spojlerować.
Mamy za sobą jedną piątą - rozdziałów jest - przypominam! - pięćdziesiąt. Na następny czekam z niecierpliwością, jest naprawdę bardzo fajny. Radziłabym też przeanalizować sen Remusa - z tego snu można wywnioskowac, jak się potoczą losy niektórych postaci.
A Harry i Neenie - przesłodkie. Jak większośc brzdąców w tym wieku. _________________ Wrogom spieszyć z pomocą?
To ładnie, ale po co?
Jan Izydor Sztaudynger
Ostatnio zmieniony przez Modrzew dnia Wt Gru 26, 2006 10:09 am, w całości zmieniany 1 raz
|
Sr Gru 13, 2006 1:06 pm |
|
|
Madlen
Tropiciel smoków

Dołączył: 02 Lip 2005
Posty: 401
Skąd: z szpitala dla normalnych inaczej
|
Ach śliczne. Nigdy nie pomyślałabym, że będzie mi się tak podobał fick, w którym występują takie postacie jak Danger i Aletha, z telepatią, poskramianiem wilkołaków i tym podobnymi sprawami. I jeszcze taki... sentymentalny?
Ale mi się podoba i to bardzo. Styl jest śliczny, pomysł dobry i dzieci rzeczywiści są pszesłodkiekie, chyba nawe taj nie dałabym rady oprzeć się ich urokowi. Jestem niezmiernie wdzięczna tłumaczce, że wzięła się za ten fick.
Jedyne co mnie martwi to tytuł następnej części... Ech.
Cóż, czekam na ciąg dalszy! _________________ Kącik Złamanych Piór - forum literackie
1884822
|
Sr Gru 13, 2006 9:01 pm |
|
|
Ellentari
Wytwórca różdżek

Dołączył: 27 Wrz 2005
Posty: 469
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)
|
O tak, hehe nowy rozdział…
Ta historia to jedna z niewielu w sumie chyba jedna z trzech jakbym się miała nad tym głębiej zastanowić którą śledzę na bieżąco i czekam na nowe rozdziały…
Zaczyna się robić całkiem interesująco, pomimo tego że może wartkiej akcji nie ma, ani też jakieś wyszukanej budowy, to jednak pociąga mnie TO wszystko.
Jak na alternatywne naprawdę ciekawe.
Alternatywy mają to do siebie, że można wiele ich stworzyć, ale rzadko kiedy w całości są spójne…
Ale posumujmy akcje, Harry uwolniony od wujostwa.
Syriusz na wolności z Leta i Harrym…
Dom, przyjaciele…
No nic, sielanka jak się patrzy…
Śmie przypuszczać że teraz Syriusz będzie dla Harrego ojcem?
Mam rację?
Pozdrawiam Elli.
|
Sr Gru 13, 2006 9:42 pm |
|
|
Angel
Kierowca Błędnego Rycerza

Dołączył: 12 Lip 2005
Posty: 36
Skąd: z magicznego ogrodu
|
Ach, nowy odcinek...
Cudownie...
Tego mi było trzeba, po ciężkim dniu - opowiadania z nastrojem.
Ostatnio zrobiłam się strasznie melancholijna i wiecznie czuje niedosyt nastrojowych opowiadanek...
Ale do rzeczy, bo mnie zjadą za offa. Błędów brak, albo mam coś z oczami. Treść spójna i bez potknięć stylistycznych. Cieszę się, że Syriusz i Leta są razem, a Harry ma duże szanse na szczęśliwe, normalne dzieciństwo, wzbogacone o "siostrę". Szkoda tylko, że w prawdziwym życiu nie jest tak łatwo o idyllę. Mam tylko jedno zastrzeżenie: czemu tak krótko? Ja chcę więcej!!! _________________ Przygoda? TAK!
Wyzwanie? JAK NAJBARDZIEJ!
Ryzyko? ALEŻ OCZYWIŚCIE!
GRYFFINDOR
|
Sr Gru 13, 2006 10:27 pm |
|
|
Cass Dagmara
Wila

Dołączył: 17 Paź 2006
Posty: 333
Skąd: Del río fuente
|
Ten ff bardzo mi się spodobał (zresztą już wypowiadałam się na ten temat ).
A ten rozdział był cudowny! Owszem, wszystko wskazuje na to, że będzie cacy, pięknie, ale ja mam nadzeję, że już niedługo coś się wydarzy. Ok, już wyjaśniam: Może ktoś się dowie, gdzie się ukrywa Syriusz albo coś w tym stylu... Chciałabym by coś się wkrótce wydarzyło, bo co tu dużo mówić lubię jak coś jest niewiadome, opowiadanie trzyma mnie w napięciu. Tak jak ten rozdział np. Byłam go bardzo ciekawa. Przywitanie Syriusza z Letą Cudeńko... I doczekalam się. Ale teraz nie mam pojęcia co będzie dalej? Tak więc liczę na to, że może w piątek lub sobotę (ładnie proszę) pokaże się nowy rozdzialik...
Życzę duuużo czasu.
Daga.
|
Sr Gru 13, 2006 10:55 pm |
|
|
Rose Mary
Członek Gwardii Dumbledore'a

Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 222
Skąd: LEGNICA Wiecie tam dają takie fajne kaftaniki...Nie wiem tylko czemu są wiązane od tyłu...
|
Piękne...
Sprawdzam temat a ru nowe posty. W duchu zaklinam Severa , żeby była choć jedna notka...A tu ... ha ... Nowy odcineczek na dobry początek weekendu...BAJECZNIE
Odcinek naprawdę super- spotkanie Syri`ego z Letą...
I ta akcja w samochodzie. Mm nadzieję ,że wszystko będzie dobrze.. _________________ Gdzie diabeł nie może tam...Snape pośle...
http://www.chomikuj.pl/f_ola
I lOvE sEv
Ślizgonka, Snaperka i Piromanka w jednym....
|
Pt Gru 15, 2006 2:33 pm |
|
|
|
|
magda2em
Gracz Quidditcha

Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 83
Skąd: Snape'owo
|
Zapraszam na kolejny rozdział. No właśnie, coś ty najlepszego zrobił?
Dziękuję Wam wszystkim za komentarze i Fance, za cierpliwe poprawianie moich przecinków.
*************************************************************
Rozdział 11: Coś ty najlepszego zrobił?
To była zupełnie zwyczajna środa w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Uczniowie chodzili na zajęcia, narzekali na prace domowe, jedli w Wielkiej Sali, latali na miotłach grając w Quidditcha, czyli zachowywali się tak, jak wszyscy studenci w murach Hogwartu od setek lat.
Dla kadry również był to całkiem zwyczajny dzień.
Przynajmniej dla większości z nich.
Minerva McGonagall do tej większości nie należała.
Siedziała w swoim biurze i czytała wypracowania z transmutacji uczniów trzeciego roku, kiedy Armando Dippet wbiegł do portretu jej praprababki i powiedział, że jest potrzebna w gabinecie dyrektora. Natychmiast.
Minerva wstała z miejsca. Nikt nie odmawiał dyrektorowi Hogwartu. Szczególnie wtedy, kiedy używał słowa „natychmiast”. To nie było słowo, którego Albus Dumbledore nadużywał.
Podała hasło gargulcowi (Czekoladowa Żaba) i weszła do znajomego gabinetu.
– Jak już mówiłem, Korneliuszu, pojawię się jak tylko będę mógł – mówił Albus, kiedy weszła do pokoju. Czarodziej klęczał przed kominkiem i rozmawiał z Korneliuszem Knotem, który był czymś wyraźnie zdenerwowany.
– Ach, to ty Minerwo, wejdź proszę – odwrócił się z powrotem do kominka. – Widzimy się za pięć minut, jeśli można, Korneliuszu?
– Ależ oczywiście, oczywiście – odparł Knot zmęczonym głosem. – Pospiesz się, proszę, to jest dość ważne…
– Wiem o tym – odrzekł Albus miękkim głosem, który sprawiał, że ludzie go słuchali. – Pięć minut, Korneliuszu.
– Tak… pięć minut… - głowa Knota widoczna była jeszcze chwilę w płomieniach po czym zniknęła.
– Na Merlina, Albusie, co jest aż tak pilne? – spytała zdumiona Minerva.
– Usiądź, Minerwo. To są dość niepokojące wieści.
Minerva usiadła i czekała, aż Dumbledore coś powie.
– Syriusz Black uciekł z Azkabanu.
To ma być niepokojące.
Co za oględnie powiedziane.
– Jak? – zdołała wykrztusić po kilku chwilach wpatrywania się w dyrektora z otwartymi ustami.
– Tego mam zamiar się dowiedzieć. Dementorzy przekazali Korneliuszowi, że Black jeszcze wczoraj wieczorem był w celi gdy roznosili jedzenie, ale nie znaleźli go tam rano. Nawet jego najlepsi ludzie nie odnaleźli żadnych śladów magii ani w jego celi, ani na wyspie.
– A więc nie miał pomocy – powiedziała Minerva myśląc na głos.
– A jeśli nawet, nie była magiczna. To jest możliwe.
– Daj spokój, Albusie! Żaden mugol nie mógłby odnaleźć Azkabanu, nie mówiąc o uwolnieniu kogoś stamtąd.
– Być może… ale mugol prowadzony lub kontrolowany przez czarodzieja lub czarownicę mógłby – szepnął Albus.
Klątwa Imperius.
Niewypowiedziane słowa zawisły w powietrzu między nimi.
Jedno z niewybaczalnych zaklęć, których używają tylko czarni czarodzieje. Jakbyśmy potrzebowali jeszcze innych dowodów winy Blacka. Minerva zadrżała.
Chwilę później przemknęła jej przez głowę niepokojąca myśl.
– Albusie… Czy Syriusz Black wie gdzie przebywa Harry?
– To jest druga rzecz na mojej liście do zrobienia, Minerwo. Muszę się upewnić, że Harry Potter nadal jest pod opieką ciotki i wuja. Nie mam żadnych sygnałów, które by mówiły inaczej. Zabezpieczenia, jakie nałożyłem na ich dom, uniemożliwią wstęp każdemu, kto będzie chciał skrzywdzić Harry’ego. Gdyby ktoś próbował dostać się do środka, zostałbym o takiej próbie natychmiast poinformowany. Oczekuję, że znajdę go bezpiecznego i szczęśliwego w domu numer cztery przy Privet Drive.
*************************************************************
Oczekiwania są jednak tylko oczekiwaniami.
Albus Dumbledore załatwił wszystkie sprawy dotyczące Azkabanu, dokonał inspekcji fortecy i samej wyspy, na której więzienie się znajdowało. Nie odkrył żadnych tropów magicznych poza delikatnym i szybko niknącym śladem aportacji. Nie odnalazł za to żadnego śladu deportacji, co go bardzo zadziwiło. Kto miał interes w aportowaniu się do Azkabanu, no i jak opuścił wyspę, jeśli się nie deportował?
Bez użycia magii. Dumbledore zauważył dziwne znaki na zasuwie celi Syriusza – nie, nie mogę o nim tak myśleć. Nie jest tym człowiekiem za którego go braliśmy. Potrzebuję dystansu, żeby sobie z tym poradzić - celi Blacka. Przypominały ślady zębów. Poprosił jednego z aurorów, aby zrobili ich kopię. Miał zamiar zająć się nimi w wolnym czasie.
Znalazł także kępki szarego i czarnego futra na ogrodzeniu. Dopilnował, żeby pobrano ich próbki. Coś tutaj jest nie tak… a zagadki są moją pasją.
Kiedy już stwierdził, że nic więcej się nie dowie, przeszedł do punktu drugiego na liście spraw do załatwienia – do wizyty w domu w którym mieszkał Harry Potter.
Poczuł ukłucie winy, kiedy wszedł na posiadłość państwa Dursleyów. Obiecał Vernonowi i Petunii w swoim liście, że zostawią ich w spokoju, że żaden z „dziwolągów” nie będzie ich nachodził.
Ale to nie jest normalny dzień. Harry może być w niebezpieczeństwie, a zatem może się to rozciągnąć na jego rodzinę. Muszą się o tym dowiedzieć natychmiast, a list mógłby dojść zbyt późno.
Pewnym ruchem rzucił na dom zaklęcie odsłaniające magię.
Po czym cofnął się o krok, osłupiały.
Jego zaklęcia ochronne, nakładane z taką uwagą i precyzją, po prostu… zniknęły.
Zamiast nich pojawiło się coś innego.
Dumbledore zmusił się do zachowania spokoju. Niech no pomyślę. Brak rozsądnego myślenia zbyt często prowadzi do upadku świata czarodziejów.
Wszystkie zaklęcia zniknęły. Nie zostały złamane ani naruszone, ale najzwyczajniej w świecie zniknęły. Jak to się mogło stać?
Albus zamyślił się, ale po chwili pokręcił głową w konsternacji. Za mało informacji. Zabierzmy się za drugi problem.
Co to za nowe zaklęcie?
Po pierwsze: jest bardzo skomplikowane.
Po drugie: zostało rzucone przez dwoje ludzi.
Po trzecie: rzucono je około dwa dni temu.
Po czwarte: tak jak moje zaklęcia, dotyczy ludzi mieszkających w tym domu.
Po piąte: w przeciwieństwie do moich zaklęć nie ma żadnego połączenia z samym budynkiem.
Po szóste: nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem.
Po siódme: tracę czas. Przybyłem, żeby sprawdzić czy Harry nadal tu jest, a nadal tego nie zrobiłem.
Zdarzyło się tutaj coś niezwykłego. Muszę się dowiedzieć co to dokładnie było.
Zadzwonił do drzwi i czekał.
– Idź precz! – usłyszał krzyk kobiety. – Kimkolwiek jesteś, nie chcę cię widzieć!
Ciszę przeciął płacz dziecka.
– Och, zamknij się! – warknęła kobieta, po czym Dumbledore usłyszał dźwięk klapsa.
Dumbledore rozejrzał się dookoła i upewnił się, że nikt go nie obserwuje, po czym aportował się do pokoju, z którego dochodziły niepokojące dźwięki – jak się okazało, do salonu. Petunia Dursley siedziała na kanapie, a jej syn, Dudley, leżał na dywanie i pochlipywał cicho. Na jego policzku widoczny był czerwony ślad po uderzeniu.
– Jak się pan tu dostał? – burknęła Petunia i odwróciła się gwałtownie stając twarzą w twarz z czarodziejem.
– Przy pomocy magii. Pani pozwoli, że się przedstawię. Albus Dumbledore. Pamięta pani o liście, który zostawiłem z pani siostrzeńcem, Harrym?
– Ach, on – rozdrażnienie Petunii minęło, jej głos stał się przygaszony i monotonny. – Zapewne chce pan go zobaczyć.
– Tak, zgadza się.
– Niestety to niemożliwe. Nie ma go tutaj.
– Nie ma go tutaj?
– Nie. Nie ma go. Zniknął w środku nocy, zdaje się, że to było przedwczoraj. Mieliśmy ważniejsze sprawy na głowie.
Dumbledore opadł na krzesło, czując się tak, jakby ktoś trafił go zaklęciem unieruchamiającym.
Zniknął. To słowo dzwoniło mu w uszach. Zniknął więcej niż dobę temu, a ja o tym nie wiedziałem…
Petunia ciągnęła dalej.
– Biorąc pod uwagę, że Vernon został pominięty przy awansie, którego był tak pewny – ten drugi facet nie był nawet w połowie tak dobry jak mój mąż, a potem jeszcze aresztowanie za napad z pobiciem po tym jak uderzył swojego kierownika… – Petunia westchnęła. – A teraz oskarżyli go o defraudację… On w życiu nigdy niczego nie ukradł. To nie mógł być on! A teraz wylądujemy na ulicy. Zabrali nam wszystko… Co wyrośnie z mojego Dudziaczka? - wybuchła płaczem, wyjąc jeszcze głośniej niż Dudley.
Coś w tej litanii skarg zwróciło uwagę Dumbledore’a. Tak dużo kłopotów, które spadły na nich tak nagle. W ciągu ostatnich dwóch dni. Niezasłużonych, o ile oczywiście mówiła prawdę. Ciekawe…
– Pani Dursley, moim zdaniem rzucona została na państwa klątwa – powiedział.
A raczej próbował to powiedzieć.
To, co wydostało się z jego ust brzmiało: jaki piękny dzień mamy dzisiaj!
Petunia zignorowała go całkowicie.
Spróbował jeszcze raz.
– Państwa syn wygląda na okaz zdrowia – wydusił, chociaż chciał powiedzieć: czy ktoś ostatnio korzystał w państwa domu z magii?
Wygląda na to, że nie mogę ją spytać, ani jej nic powiedzieć o magii.
Słyszałem tylko o jednej rzeczy, która powoduje, że ofiara nie może się o niej dowiedzieć.
Vernon i Petunia Dursley zostali obłożeni Klątwą Prawowitych.
Kto to zrobił i dlaczego?
Zajmę się tym później. Teraz muszę się zająć czymś innym.
– Pani Dursley, co może mi pani powiedzieć o Harrym? – powiedział głośno, przerywając jej łkanie.
Petunia spojrzała na niego z nienawiścią
– Nieznośny bachor – rzuciła. – Jak jego rodzice. O tak, przyjęłam go, nie chciałam mieć jego krwi na swoich rękach, w razie gdyby to, co pan raczył napisać w liście było prawdą, ale nie miałam zamiaru udawać, że go lubię. Musiał się nauczyć. Nauczyć, że ma swoje miejsce.
– Jakie miejsce? – spytał cicho Dumbledore.
– Musiał się nauczyć – syknęła Petunia – że do nas nie należał, że nie należał do normalnych ludzi. Był dziwolągiem. Powinien być szczęśliwy za to, co dostawał. Ale nie, tamta dziewucha go rozpuściła, musieliśmy dać mu nauczkę, kiedy wyjechała.
Nie podoba mi się to.
Ale co jakaś dziewczyna ma z tym do czynienia?
– Dać mu nauczkę? – powtórzył na głos.
– Tak, nauczkę – głos Petunii przybrał ton obronny. – Ale nigdy go nie krzywdziliśmy. Wszystko z nim było w porządku. Miał nawet siłę, żeby robić kłopot, jeśli o to panu chodzi. Miał siłę żeby krzyczeć wystarczająco głośno. Zajęło mu jakieś dwie godziny ostatnim razem zanim przestał płakać.
– Dwie godziny po czym?
– Po tym jak go zamknęliśmy, oczywiście. Bił Dudleya, nie mogliśmy zrobić nic innego.
– Gdzie go zamknęliście?
Na twarzy Petunii pojawił się grymas.
– Nieważne, co teraz powiem, i tak ze mnie wyciągniesz prawdę. Mogę równie dobrze oszczędzić kłopotu – rzuciła niechętnie. – W schowku, o tam, pod schodami. Tam właśnie spał. Marnowanie miejsca, że tak powiem.
Dumbledore zacisnął wargi. Serce ścisnęło mu się na myśl o tym małym uśmiechniętym chłopcu, którego pamiętał tak dobrze, zamkniętym samemu w niewielkim schowku…
– Pani Dursley, kiedy dokładnie widziała pani swojego siostrzeńca po raz ostatni? – spytał, chcąc ustalić choć w przybliżeniu czas porwania.
– Jedenastego kwietnia, tego wieczoru próbował wyrwać Dudusiowi włosy. Vernon zamknął go w schowku. Bachor krzyczał jeszcze przez jakieś dwie godziny zanim się zamknął.
Coś tu się nie zgadza…
– Jedenastego kwietnia? Jest pani pewna?
– Tak, to była niedziela. Skąd to pytanie?
– Zastanawia mnie to – powiedział Dumbledore najzimniejszym głosem na jaki go było stać – jakim cudem jest pani pewna, że pani siostrzeniec zniknął w nocy dwunastego kwietnia, skoro nie widziała go pani od poprzedniego wieczoru?
– Och, trudno go było nie słyszeć – Petunia machnęła ręką. – Pochlipywał przez cały dzień, nieznośny bachor. Ale musiał dostać nauczkę. Był nieposłuszny. Poza tym, byliśmy tego dnia bardzo zajęci, nie mieliśmy już dla niego czasu.
Dumbledore ostatkiem woli powstrzymywał się od zaatakowania kobiety gołymi rękami.
Ona nie ma pojęcia jak wiele Harry dla ciebie znaczył, powiedział do siebie. Ani dla całego świata magicznego.
Poza tym, została już wystarczająco ukarana, nic więcej nie możesz zrobić. Nawet ty, z całą swoją wiedzą i doświadczeniem, nigdy nie rzuciłeś Klątwy Prawowitych.
Kolejna myśl przemknęła mu przez głowę i, ku jego zaskoczeniu, niosła ze sobą promyk nadziei.
Żaden Śmierciożerca nie byłby w stanie nałożyć tego przekleństwa.
Cóż to za osoba o dobrej duszy, która tak bardzo chciała przekląć Dursleyów? Co za magiczną osobę skrzywdzili, że zasłużyli na taki los? Hm, w grę wchodzi tylko Harry lub Lily…
A zatem przekleństwo zostało rzucone przez kogoś, kto troszczył się o Harry’ego, Lily, lub o ich oboje.
Czy to możliwe, że zrobiła to ta sama osoba – nie, osoby, zaklęcie rzuciło dwoje ludzi, którzy porwali Harry’ego?
Może uda mi się wyłowić jakieś ślady z magii, którą wykorzystali.
Wstał, po czym przypomniał sobie jeszcze o czymś. Zapewne to nie jest ważne, ale muszę się przyznać, że to mnie ciekawi.
– Pani Dursley, wspomniała coś pani o dziewczynie, która „rozpuściła” Harry’ego. Może mi pani powiedzieć, kim ona była i skąd go znała?
– Była jego opiekunką. Miała na nazwisko Granger. Gertruda Granger, chociaż zwracali się do niej jakimś głupim przezwiskiem, Zrzęda albo Kłopot, czy coś takiego. Miała młodszą siostrę w wieku tego chłopaka, a przynajmniej tak twierdziła – zadrwiła Petunia. – Siostra, młodsza o dwadzieścia lat? Chyba brała nas wszystkich za głupców, skoro myślała, że na to pójdziemy.
A więc Gertruda ma dwadzieścia dwa lata. Młoda kobieta, a nie nastolatka.
– Jej rodzice zmarli rok temu w sierpniu, ale nie wiem jak to się stało. Oboje w tym samym czasie, ale to nie był wypadek, ani nic takiego. Pewnego dnia wróciła do domu, a oni leżeli nieżywi… - Petunia wzruszyła ramionami. – Dostała opiekę nad tą dziewczynką, a potem zaproponowała, że będzie się opiekować Harrym. Zanim się obejrzeliśmy, chłopak spędzał u niej więcej czasu niż w domu.
Młoda samotna kobieta, z dzieckiem w wieku Harry’ego. Na dodatek związała się z nim. A to ciekawe.
– Była dziwką – rzuciła Petunia, delektując się tym słowem. – Kiedyś zobaczyłam jakiegoś mężczyznę w jej kuchni – parę dni później przytulała się do niego na oczach wszystkich. Mógłby być ojcem dziecka, ta dziewuszka jest nawet trochę do niego podobna. Niecałe dwa tygodnie później, dzień przed jej wyjazdem, przyszła do nas i powiedziała, że się wyprowadza, i ogłosiła, że wyszła za mąż za jeszcze innego mężczyznę. Widziałam go. Siedział w samochodzie, czekał na nią. Co za głupek! Jak można czegokolwiek od niej oczekiwać?
– Rozpoznałaby pani tych ludzi, gdyby pani ich jeszcze raz spotkała? – spytał machinalnie Dumbledore.
– Ależ oczywiście. Ja nie zapominam twarzy.
– Muszę panią na chwilę przeprosić – powiedział Dumbledore i wyszedł na korytarz. Oparł się o ścianę i odwrócił wzrok od drzwi do schowka.
Muszę się opanować. Jeden zły ruch i sytuacja wymknie się spod jakichkolwiek resztek kontroli.
Nie oszukuj samego siebie, Albusie. Już wymknęła ci się spod kontroli. Teraz jedynie możesz ograniczać skutki.
Rzucił ponownie zaklęcie odsłaniające magię. Przekleństwo pojawiło się przed nim; przypominało bardzo skomplikowaną i wielokolorową plątaninę nitek.
Pokaż mi, kto cię rzucił – zażądał Dumbledore. – Pokaż mi, kto cię stworzył.
Wśród błysków światła pojawiły się dwie twarze. Jedna należała do osoby, której dyrektor Hogwartu nie rozpoznawał – do młodej kobiety o puszystych brązowych włosach i kpiącym uśmiechu. Drugą rozpoznał, chociaż zupełnie tego nie oczekiwał. Po chwili zdał sobie sprawę, że powinien był się tego domyślić.
Co za dureń ze mnie.
Albus wrócił do salonu. – Pani Dursley, zadam jeszcze tylko kilka pytań i odejdę. Rozpoznaje pani tą osobę? – Dumbledore wyczarował w powietrzu obraz młodej kobiety.
– To ona – rzuciła Petunia, krzywiąc się na ten widok. – Ta dziwka Granger. Zapewne wyprowadziła się, kiedy odkryliśmy jej niecne gierki.
– A ten mężczyzna – Dumbledore wyczarował drugi obraz, który odkryła przed nim Klątwa Prawowitych. – Czy widziała go pani kiedykolwiek?
– To ten, którego widziałam u niej w domu. Wyjechała wtedy w środku nocy z domu jakby ją ktoś gonił. Nie wróciła aż do rana, co więcej, on był z nią. – Wyraz twarzy kobiety zdradzał dokładnie, co myślała o zachowaniu Gertrudy. – No i jest jeszcze ta czarna kobieta, którą ten chłopak najwyraźniej znał…
Dumbledore nie zwrócił uwagi na jej ostatnie zdanie. Jego umysł był zaprzątnięty układaniem nowych kawałków układanki.
Wiedziałem, że klątwa została rzucona przez dwie osoby. Teraz znam już ich nazwiska.
Gertruda Granger.
Młoda kobieta, bardzo potężna czarownica, o której nigdy nie słyszałem.
I Remus Lupin.
Który, jeśli się nie mylę, mieszka nie tak daleko stąd.
– Dziękuję, pani Dursley, bardzo mi pani pomogła. Życzę państwu wszystkiego najlepszego. Żeby chociaż moje życzenia zmieniły cokolwiek… Z taką klątwą ciążącą nad ich głowami…
– Ależ proszę – odpowiedziała machinalnie Petunia, wracając do wpatrywania się w ścianę.
Dumbledore deportował się bezpośrednio do domu Remusa, mając w pamięci obraz budynku. Mały, trochę zaniedbany, ale całkiem wygodny…
Pojawił się z głośnym trzaskiem na środku salonu.
– Halo? – zawołał. – Remusie?
Odpowiedziała mu cisza. Dom wyglądał na opuszczony. Coś było nie tak, ale Albus nie wiedział jeszcze co.
Dumbledore przechodził powoli z pokoju do pokoju. Rzucił okiem na nieudolnie naprawione drzwi do schowka w korytarzu. Wszystkie meble stały tam gdzie wcześniej, ale wszystkie osobiste przedmioty zniknęły. Nie było żadnych zdjęć, bibelotów, żadnych książek leżących byle gdzie. No właśnie.
Żadnych książek.
To jest takie dziwne. Remus kocha czytać. W jego domu zawsze można było się natknąć na książki, nawet w najmniej spodziewanych miejscach.
Albus wszedł do kuchni. Szara koperta leżała na stole, zaadresowana pismem Remusa. „SZCZĘŚLIWY ZNALAZCO”
Czując nagłe dreszcze stary czarodziej podniósł list. Nie, to nie może być to, na co wygląda…
Odkleił kopertę i wyciągnął z niej kartkę mugolskiego papieru.
Szczęśliwy znalazco!
Gratulacje, jesteś właścicielem domu numer 17 przy Oxman Road. Akt własności znajduje się w sejfie w sypialni na pierwszym piętrze. Hasło do sejfu to 12R-46L-1R. Znajdują się też w nim kluczyki do samochodu stojącego przed domem. Wszystkie dokumenty są kompletne, brakuje na nich tylko twojego podpisu. Złóż go na nich i ciesz się tym domem i samochodem w dobrym zdrowiu. Po prostu ich więcej nie potrzebuję.
Z poważaniem
Remus Lupin
Kartka papieru wypadła z rąk dyrektora Hogwartu.
– Remusie, coś ty najlepszego zrobił? – wyszeptał cicho.
Znał już odpowiedź.
Zniknął. Zabrał Harry’ego i tą Gertrudę Granger razem z jej siostrą – zapewne czarownice urodzone w muglolskiej rodzinie – i ukryli się gdzieś.
To wyjaśnia zniknięcie zaklęć ochronnych. Harry nie mieszkał już w tym domu, więc po prostu przestały być potrzebne. A ponieważ osoba wchodząca do domu nie chciała zrobić chłopcu krzywdy, nie zostałem powiadomiony.
Muszę to zapamiętać.
Kolejna myśl pojawiła się w głowie czarodzieja.
Czy przez przypadek wczoraj nie było pełni?
Tak, odpowiedział sam sobie. Ale co to ma do rzeczy?
Ślady zębów na zasuwie celi Blacka. Nie zapomnij pokazać ich specjaliście od wilkołaków. Razem z futrem.
Ale to nie ma żadnego sensu. Wilkołak nie byłby w stanie dokonać czegoś tak wyrafinowanego. To po prostu niemożliwe!
Tego ranka przysiągłbyś na Merlina, że niemożliwa jest ucieczka z Azkabanu albo porwanie Harry’ego Pottera…
Z tym już nie mógł polemizować.
Podniósł list z podłogi, złożył go i wsunął do kieszeni. Sam się tym zajmę – im mniej ludzie będą o tym plotkować, tym lepiej.
A teraz świat czarodziejów musi zostać poinformowany o niepokojących wydarzeniach.
Rozmowa z Minerwą nie będzie przyjemna. Po tym, jak otrząśnie się z szoku, zapewne pobije mnie do nieprzytomności, a potem zrzuci z dachu wieży Gryffindoru. A przynajmniej to bym wolał, niż to, co w rzeczywistości zrobi. To będzie o wiele gorsze.
Powie „A nie mówiłam?” Głośno, wyraźnie, wiele razy. A co najgorsze – będzie miała rację.
*************************************************************
Dumbledore już wie co się stało. Komu powie? Co teraz zrobi? Piszcie!
*************************************************************
PS. Najprawdopodobniej będzie to ostatni odcinek przed świętami (raczej wątpię, że w całym zamieszaniu związanym z powrotem do domu, Wielkim Sprzątaniem i równie Wielkim Gotowaniem i wyjazdem na Sylwestra do Zakopanego (!!!) znajdę czas na zamieszczenie kolejnego rozdziału). Tak więc ściskam was wszystkich bożonarodzeniowo, i składam wam te same życzenia, którymi uraczył nas na uczelni jeden z wykładowców: I wish you a happy Christmas and a very merry New Year. (wiem, że to polskojęzyczne forum, ale nie mogłam się powstrzymać rozwiązanie zagadki po Nowym Roku ) _________________ I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here
|
Wt Gru 19, 2006 7:18 pm |
|
|
Elizabeth
Gracz Quidditcha

Dołączył: 02 Lis 2006
Posty: 90
Skąd: Smocze wzgórze
|
Pewnie powie Minerwie... Ale kto go tam wie. Part, nie zaprzeczę, interesujący. Jestem ciekawa, co zrobi dalej. Jak się potoczą ich losy. Dzięki. Ja też Ci życzę wesołych Świąt. I szczęśliwego Nowego Roku.
A może by tak coś więcej? A nie tylko dwie linijki? Toskana _________________ A jeśli przyjdzie już umierać,
nie rzucę miecza, nie będę błagać.
Zginę z honorem, w obronie tego,
co za życia tak kochałam...
by Grabarz
|
Sr Gru 20, 2006 3:15 pm |
|
|
narcyś
Kierowca Błędnego Rycerza

Dołączył: 23 Lis 2006
Posty: 40
Skąd: z Wewnętrznego Kręgu Voldemorta
|
Przeczytałam dziś cały ten fanfik i bardzo mi się spodobał. A już najbardziej podobało mi się:
cytat:
Rozmowa z Minerwą nie będzie przyjemna. Po tym, jak otrząśnie się z szoku, zapewne pobije mnie do nieprzytomności, a potem zrzuci z dachu wieży Gryffindoru. A przynajmniej to bym wolał, niż to, co w rzeczywistości zrobi. To będzie o wiele gorsze.
Powie „A nie mówiłam?” Głośno, wyraźnie, wiele razy. A co najgorsze – będzie miała rację.
Po prostu wspaniły tekst.
Błędów nie zauważyłam (jak zwykle). Co do fabuły, to uważam że bardzo interesująca, a pomysł po prostu wspaniały. Czekam na następną część z niecierpliwością.
|
Sr Gru 20, 2006 3:39 pm |
|
|
Ellentari
Wytwórca różdżek

Dołączył: 27 Wrz 2005
Posty: 469
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)
|
Ten komentarz nie będzie za długi, chce tylko zaznaczyć że nadal czytam opowieść hehe i że nadal mi się podoba, po prostu nie wiem tylko co mogę napisać,
Pojawia nam się nowy wątek, zapewne już w najbliższych rozdziałach do naszej ukrytej rodzinki dotrze sam Albus, troszkę będzie rozmów i gdybania, ale i tak wszystko zakończy się dobrze.
Wydaje mi się że powie tylko Minerwie, jakoś nie widzę innych osób jak na razie kandydujących na poznanie tajemnicy, ale co będzie to czas pokażę.
Tymczasem Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!
|
Wt Gru 26, 2006 1:58 am |
|
|
NeenAsh
Asystent Weasleyów

Dołączył: 10 Sie 2006
Posty: 181
Skąd: z Nibylandii...
|
Czyli dopiero teraz się Dumbledore dowiedział o zniknięciu Harry'ego? No to dostałam odpowiedź na moje pytanie w poprzednim poście Mogę napisać prawdę? *Rozgląda się dookoła i widzi potakujące głowy, że tak.* Serio? No to piszę : Ten odcinek nie podobał mi sie zbytnio. Moim zdaniem wypada słabo w porównaniu ze wcześniejszymi częściami. Ale to tylko moje zdanie. *Kuli się w oczekiwaniu na lincz. W takiej pozycji pisze dalej...* Wybaczycie mi? Mam nadzieję, że tak
Wydaje mi się, że Minerwa dowie się o całym zajściu (w końcu jest vice-dyrektorką), może Dumbledore powie o tym jeszcze komuś, np. Severusowi?? Czekam więc z niecierpliwością na kolejny odcinek.
Co prawda jest już drugi dzień świąt, jednakże życzę WSZYSTKIM WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
PS. Upraszam Moderatorów o wyrozumiałość i nie zmianianie kolorów w mojej wypowiedzi. Użyte są one specjalnie dla podkreślenia tych fragmentów. Jeśli jednak uważacie, że nie może tak być, to proszę o zostawienie choćby w kolorze życzeń. Z góry dziękuję za wysłuchanie prośby.NeenAsh _________________
Osgood(..)nie możemy się pobrać.
Czemu nie?
Po pierwsze,nie jestem naturalną blondynką.
Nieważne.
(..)
Mam straszną przeszłość. Przez 3 lata żyłam z saksofonistą.
Wybaczam ci.
Nigdy nie będę mogła mieć dzieci.
Możemy zaadoptować kilkoro.
Ale ty nic nie rozumiesz. Jestem mężczyzną.
Cóż..nikt nie jest doskonały.
Pół żartem,pół serio
|
Wt Gru 26, 2006 12:17 pm |
|
|
|
|
Rose Mary
Członek Gwardii Dumbledore'a

Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 222
Skąd: LEGNICA Wiecie tam dają takie fajne kaftaniki...Nie wiem tylko czemu są wiązane od tyłu...
|
Kocham, kocham, kocham to opowiadanie.
Z niecierpliwością czewkam na nowiutki odcineczek.
Szkoda tylko, że w tym rozdzialiku nie było nic z życia małego Harry`ego i Neenie.
Nie komentuje po każdym twoim poście. teraz piszę, ponieważ chcę żebyś wiedziała, że jestem na bieżąco z czytaniem opowiadania
Pozdrawiam w oczekiwaniu na jeszcze _________________ Gdzie diabeł nie może tam...Snape pośle...
http://www.chomikuj.pl/f_ola
I lOvE sEv
Ślizgonka, Snaperka i Piromanka w jednym....
|
Sr Gru 27, 2006 11:38 am |
|
|
magda2em
Gracz Quidditcha

Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 83
Skąd: Snape'owo
|
Witam wszystkich w nowym, 2007 roku wklejając kolejny rozdział. Mam też wielką, wielką prośbę do osób, które znają angielski i potrafią rymować - błagam o pomoc przy tłumaczeniu przepowiedni, która znajduje się w tym rozdziale... nie jestem z niej wcale a wcale zadowolona... ale nie chciałam was dłużej trzymać w oczekiwaniu na następny odcinek. Wiadomość prosze na PM.
Rozdział 12: Inny punkt widzenia
Albus Dumbledore stał w sali wejściowej do hogwarckiego zamku. Miał duszę na ramieniu.
Czemu u licha się denerwuję? Skąd się tu wziąłem?
Z Wielkiej Sali dochodziły ciche dźwięki muzyki i echa rozmów. Kiedy spojrzał na siebie, zauważył, że ma na sobie najlepsze szaty wyjściowe.
Dziwne. To by wyglądało na jakąś uroczystość albo spotkanie towarzyskie.
Cichy śmiech zwrócił jego uwagę. Odwrócił się – za jego plecami stała ósemka młodych ludzi, czterech chłopców, cztery dziewczynki. Większość z nich wyglądała na siedemnaście lub szesnaście lat, chociaż jedna z dziewcząt nie miała więcej niż czternaście. Byli ubrani w eleganckie szaty i rozmawiali cicho między sobą; najwyraźniej na kogoś czekali.
Co za ciekawe towarzystwo[i] – pomyślał. Albus doliczył się dwóch rudzielców – jednego chłopca i jedną dziewczynę, dwójkę o blond włosach – chłopiec miał bardzo jasną cerę, a dziewczyna – raczej śniadą. Szatyn trzymał za rękę najmłodszą z towarzystwa, ciemnoskórą dziewczynę, natomiast dziewczyna o brązowych kręconych włosach rozmawiała cicho z czarnowłosym młodym mężczyzną.
Usłyszał skrzypienie drzwi. Głowy młodzieży odwróciły się w ich kierunku. Czworo z nich – ciemnoskóra dziewczyna, dziewczyna z brązowymi lokami, a także chłopcy – czarnowłosy i blondyn – podeszli w ich kierunku i uklękli na kamiennej podłodze. Dumbledore odsunął się na bok.
Aleta Freeman, ubrana iście po królewsku w niebieskie szaty, wyszła z pokoju. Za nią szła kobieta w białej chuście. Najpierw Aleta, a potem ta druga kobieta kładły ręce na głowach dzieci, po czym szeptały do każdego kilka słów. Do czarnowłosego chłopca zwróciły się na końcu. Kiedy skończyły, ten wstał z kolan i pobiegł do drzwi do Wielkiej Sali, machając komuś.
Muzyka zmieniła się – teraz było słychać marsz. Ciemnoskóra dziewczyna i chłopiec o brązowych włosach, których twarze były dziwnie znajome – Albus zdał sobie sprawę, że tak naprawdę każde z tych dzieci wyglądało znajomo – przeszli przez drzwi, za nimi podążyła para o blond włosach. Rudzielec podał rękę brunetce, a czarnowłosy chłopiec – dziewczynie o rudych włosach.
Aleta szła za nimi, sama, wyprostowana, jej twarz była pogodna. Dumbledore zorientował się, jaka jest jego rola, i podał ramię pannie młodej w chwili, gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki marsza weselnego.
[i]Co za sen – nic innego to nie może być – prowadzę do ołtarza kobietę, której prawdopodobnie nawet nie znam.
Kiedy zbliżyli się do podium, Albus odkrył, że chociaż nie zna panny młodej, pan młody jest mu znany. Podobnie jak i drużba.
Mam za dużo spraw na głowie.
Podszedł do panny młodej i podniósł delikatnie welon, odkrywając jej twarz.
Gertruda Granger, dokładnie taka, jaką zapamiętał z wizerunku stworzonego przez jego własne zaklęcie, uśmiechnęła się do niego znacząco, po czym odwróciła się do Remusa Lupina.
Zdecydowanie za dużo.
Po chwili zamyślenia Dumbledore zorientował się, że stoi właśnie obok stołu, przy którym siedzi większość obecnej kadry Hogwartu. Ciągle było słychać muzykę, ale nie był to już marsz, ale walc. Para młoda tańczyła na parkiecie patrząc sobie głęboko w oczy. Dla każdego było jasne, że się kochają.
Niczego sobie z nich para.
Muzyka ucichła, a wraz z nią szepty rozmów zaproszonych gości. Para młoda przerwała taniec, pocałowali się czule, po czym pan młody odszedł na bok i zniknął. Suknia ślubna zmieniła się w mugolski sweter i dżinsy.
– Witam profesorze – powiedziała Gertruda Granger stając twarzą w twarz ze starszym czarodziejem.
Dumbledore skłonił głowę, nie wiedząc, co ma dalej robić.
– Proszę, niech pan usiądzie – Machnięciem dłoni wyczarowała dla niego krzesło.
Coś mi się wydaje, że jestem tak jakby w jej śnie. Najwyraźniej ona tu rządzi, a ja nie mam pojęcia, jakie ma wobec mnie zamiary. Może nawet ma złe zamiary…
– Chcę tylko porozmawiać – powiedziała Granger, jakby czytała w jego myślach.
Co równie dobrze mogło być prawdą.
– Zatem słucham – odpowiedział Dumbledore, siadając na krześle. Jego towarzyszka również usiadła, a krzesło pojawiło się za nią, gdy tylko zgięła kolana.
Hm, czy ja też sprawiam takie wrażenie? Wszechmocny bez żadnego wysiłku?
– Pozwól, że się przedstawię. Gertruda Granger, dla przyjaciół Danger. Mam nadzieję, że również pan będzie należał do tego grona. Prawie wszystko, co o panu słyszałam było pozytywne, a te kilka przywar tylko dodaje uroku.
Dobrze powiedziane, inteligentnie. Nie jest ani uległa, ani nie stara się zdominować rozmowy. Może być sympatycznie.
– Albus Dumbledore, dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
– Cała przyjemność po mojej stronie. Nie wydaje się pan zdziwiony moim imieniem, profesorze. Słyszał pan już o mnie wcześniej, tak jak ja o panu?
– Tak. Pani Petunia Dursley panią rozpoznała.
– Ach, ona – westchnęła Danger. – Niech zgadnę. Rzucała na mnie oszczerstwa i wspomniała mimochodem, że moja młodsza siostra jest w rzeczywistości moją córką.
– Tak też powiedziała.
– Nie ma racji. Jestem mężatką, profesorze, i kocham mojego męża całym sercem. Kochałam go zanim jeszcze go spotkałam, i to tego stopnia, że byłam gotowa na niego czekać. Moja siostra jest moją siostrą, niczym więcej, chociaż jestem za nią odpowiedzialna od śmierci naszych rodziców zeszłego lata.
– Kto jest pani mężem?
– Ależ proszę, mów do mnie Danger. Jeśli koniecznie zostajemy przy nazwiskach, najbardziej odpowiednie byłoby pani Lupin. Albo pani Granger–Lupin – uwierzy pan, że jeszcze o tym nie zadecydowaliśmy? – Danger uśmiechnęła się szeroko. – Ale w końcu tyle się działo.
– Tak, zdecydowanie dużo się działo. – Ciekawe w jakim stopniu byłaś w to zamieszana?
– Może pan zadać mi każde pytanie, jakie przyjdzie ci do głowy, profesorze – rzuciła Danger, rozsiadając się na krześle. Wyglądała na zrelaksowaną. – Nie na wszystkie odpowiem, na niektóre mogę dać tylko częściową odpowiedź, ale przyrzekam, że jeśli tylko odpowiedź nie zagrozi bezpieczeństwu tych, których kocham, dostanie ją pan.
– Wspaniale. Gdzie przebywa Harry Potter?
– Jest bezpieczny wśród ludzi, którzy go kochają.
– Łącznie z tobą?
– Nie odpowiem na to pytanie.
– W takim razie… w jaki sposób Syriuszowi Blackowi udało się uciec z Azkabanu?
Danger zamilkła, jakby porozumiewając się z kimś.
– Otrzymał pomoc – powiedziała w końcu. – Ktoś aportował się na wyspę i otworzył celę od zewnątrz. Razem popłynęli z powrotem na ląd.
– Dlaczego dementorzy nie odkryli tej osoby?
– Nie był wtedy człowiekiem. Z tego, co mi wiadomo, dementorzy potrafią wyczuć tylko ludzkie emocje.
– W takim razie kim ta osoba była, jeśli nie człowiekiem?
– Wilkiem.
– Wilkołakiem czy animagiem?
– Wilkołakiem.
– Wilkołaki zdecydowanie nie zachowują ludzkich zmysłów podczas pełni. Żaden nie mógłby dokonać tego, co sugerujesz.
– Ten dżentelmen ostatnio spotkał osobę, której magia temu przeciwdziała – poskramiaczkę wilkołaków, jeśli wolisz. Kontakt fizyczny po transformacji przywraca mu ludzkie zmysły, natomiast przed i podczas zmiany powoduje, że nie traci ludzkiego rozumu ani na chwilę. W jej obecności transformacja wygląda dokładnie jak u animagów, do tego stopnia, że kiedy wraca do ludzkiego ciała, jest nadal w pełni ubrany.
– Fascynujące. Czy ten dżentelmen nie wziął przypadkiem tej kobiety za żonę?
– Tak, ale nie tylko dla jej magii. Są w sobie zakochani.
– W to akurat mogę uwierzyć. Jakim sposobem Black przeżył kąpiel w oceanie o tej porze roku? Powinien umrzeć z powodu wyziębienia organizmu na długo zanim dotarł do brzegu.
– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.
– Nie możesz, czy nie chcesz?
– Och, przepraszam. Nie chcę.
– Niech tak będzie. Gdzie w takim razie jest Syriusz Black?
W oczy Danger rozbłysły figlarne ogniki.
– Śpi obok Harry’ego Pottera.
Dumbledore uniósł brwi w zdumieniu.
– Doprawdy? Przed chwilą powiedziałaś, że Harry jest bezpieczny wśród ludzi, którzy go kochają.
– I tak jest. Syriusz raczej sam by zginął, niż pozwolił skrzywdzić Harry’ego.
– Naprawdę? Chciałbym, żeby miał takie nastawienie do rodziców chłopca.
– Tak też było – odrzekła Danger lakonicznie. – Został w to wrobiony, dyrektorze. Syriusz Black jest niewinny. Nigdy nikogo nie zdradził, ani nie zamordował. Mam wyjaśnić?
Dumbledore kiwnął głową. Jego głos odmówił współpracy. Syriusz niewinny? Skakałbym z radości gdyby to była prawda, ale… jak to możliwe?
Kiedy słuchał opowieści Danger, uświadomił sobie, że to rzeczywiście jest możliwe. Biorąc pod uwagę fakt, że Pettigrew był animagiem, oraz zamianę Strażników, nie tylko możliwe, lecz wręcz prawdopodobne. Gdybym tylko wiedział, że taka możliwość istniała, na pewno podejrzewałbym Petera przed Syriuszem.
Jeszcze jedna przeszkoda stała na drodze do przyjęcia tej opowieści jako prawdziwej.
– Z tego, co się orientuję, to jest tylko sen, nie mam żadnego dowodu na potwierdzenie tego, co mówisz.
– Czy Remus Lupin pomógłby Syriuszowi w ucieczce, jeśli by nie wierzył w jego niewinność? – spytała miękko Danger. – Ale rozumiem, że potrzebujesz namacalnego dowodu. Niech pan obserwuje sowy przez najbliższe parę dni, profesorze. Będziemy w kontakcie. Miłej nocy. – Danger wstała z krzesła.
– Zaczekaj – rzucił za nią Dumbledore, również wstając z miejsca. – Jeszcze jedno pytanie, jeśli pozwolisz.
– Ależ proszę.
– Kim są goście na waszym ślubie?
– We śnie? Nie wiem. Mam podejrzenia co do dwójki, ale jeśli chodzi o pozostałą szóstkę, wiem tyle, co i pan. Czy to wszystko?
– Tak. Dziękuję za rozmowę, pani Lupin.
Danger uśmiechnęła się ciepło.
– Cała przyjemność po mojej stronie, profesorze.
Uścisnęli sobie dłonie, po czym sen rozpłynął się we mgle.
*************************************************************
Dumbledore obudził się gwałtownie, wstał z łóżka i bez mała pobiegł do swojego biura. Wyjął myślodsiewnię z szafki i dodawał do niej wspomnienia snu jedno po drugim.
Aleta Freeman była obecna we śnie. Czy ona także jest w to zamieszana?
Gdzie mogą się ukrywać?
A jeśli ich znajdę, co wtedy?
Ta myśl zatrzymała pędzący pociąg pełen gorączkowych rozmyślań. Usiadł na fotelu i zamyślił się.
Co wtedy zrobię?
Jeżeli Syriusz jest niewinny, nie mogę go z powrotem wtrącić do Azkabanu. Wygląda na to, że Harry będzie się czuł wspaniale wszędzie, jeśli tylko będzie daleko od swoich krewnych. Pal licho magiczną ochronę. Jeśli nikt go nie będzie mógł znaleźć, nikt go nie skrzywdzi.
Uśmiechnął się pod nosem, uświadamiając sobie ogrom możliwości.
Nawet jeśli ich znajdę, postaram się zrobić wszystko, aby nikt inny tego nie mógł zrobić.
*************************************************************
Danger pogrążyła się w kolejnym śnie, spadając albo latając między spiralami kolorów i dźwięków. Strzępki słów wypowiedziane nieznanym jej głosem docierały do jej uszu.
– …co jej twa…”
“…po dwa co…”
“…ko wszę…”
“…da gwie…”
“…oy, b…”
“– Biegnijcie, moje skarby, biegnijcie, i nie odwracajcie się za siebie… ”
Danger drgnęła. To był mój głos!
W chwili gdy starała się rozpoznać kolor ostatniego zdania, usłyszała cichy głos, po czym wszystko przybrało odcienie szarości.
Wspaniale. Jeszcze więcej wierszy. Dlaczego one muszą być rymowane?
Już cicho, słuchaj uważnie, usłyszała znajomy głos w swoich myślach. Ponarzekasz na rymy później.
Przewracając oczami Danger zrobiła tak, jak powiedział jej mąż.
*************************************************************
Hermiona Granger budziła się powoli, trąc powieki tą ręką, której palce nie tkwiły w jej buzi. Przyjmowała zwyczajne odczucia poranka – miała pusty brzuszek, było w nim w sam raz miejsce na śniadanie, a jej pielucha była już pełna, najwyższy czas, żeby ją zmienić. Zaraz obudzi Danger, żeby to zrobiła.
Otworzyła oczy i zobaczyła coś interesującego. Jakiś obcy mężczyzna spał kilka kroków dalej, trzymając Harry’ego i Letę w ramionach. Miał takie same włosy jak Harry – może to jego nowy tatuś, tak jak Lunatyk był jej nowym tatusiem?
Wstała i podreptała do niego. Śledztwo czas zacząć.
*************************************************************
Delikatny dotyk na jego ramieniu wytrącił Syriusza ze snu. Poczuł jak ktoś stuka go palcami w rękę… bardzo małymi palcami.
Przez przymknięte powieki zobaczył małą dziewczynkę o rozczochranych brązowych włosach. Ssała kciuka i wpatrywała się w niego.
– Hej – powiedział cicho, podnosząc się z materaca. – Ty musisz być Neenie. Ja jestem Łapa. Miło mi cię poznać.
Wyciągnął do niej rękę, a dziewczynka ją przyjęła, wyciągając palec z buzi.
– Mokro – powiedziała, wskazując palcem na pieluszkę.
– Hm, zaraz sobie z tym poradzimy – odpowiedział Syriusz, rozglądając się po pokoju. Trzymając Neenie w ramionach podszedł do stolika do przewijania.
Nie mogłem zapomnieć jak się to robi. To całkiem łatwe, jak tylko się człowiek przyzwyczai do nowocześniejszego sprzętu. Upewnił się, że wszystkie rzepy są na swoich miejscach, wyrzucił mokrą pieluszkę do kosza, po czym wrócił na materac, wyraźnie z siebie zadowolony.
– Dziękuję – uśmiechnęła się dziewczynka, gdy ją postawił na podłogę.
– Nie ma za co. – Takie maniery u półtorarocznego dziecka?
Kiedy Neenie przytuliła się z powrotem do Danger, Aleta przekręciła się na łóżku.
– Mmmm? – mruknęła.
– Wszystko jest pod kontrolą – powiedział Syriusz. W tym momencie usłyszał cichy stukot… – Wydaje mi się, że jest tu sowa.
– Pewnie gazeta – wymamrotała Aleta. – Knuty są na kominku, zrobisz to za mnie, skarbie?
– Ależ oczywiście – Syriusz podniósł się ponownie, wziął odpowiednią ilość monet z kominka w pokoju muzycznym, po czym poszedł do kuchni. Na parapecie otwartego okna czekała mała, brązowa sowa, z gazetą w dziobie. Syriusz włożył pieniądze do woreczka przywiązanego do jej nogi, po czym sowa upuściła gazetę na stół i odleciała.
Co za szczęście, że sowy nie potrafią mówić.
Syriusz usiadł przy stole i spojrzał na pierwszą stronę. Proszę, proszę, no i kto wylądował znowu na okładce…
~~oOo~~
Prorok Codzienny, Czwartek, 15 kwietnia 1982
ZNIKNIĘCIE HARRY’EGO POTTERA!
Jak mówi nasz informator, mieszkał razem ze swoimi mugolskimi krewnymi w Surrey.
Rita Skeeter, specjalny reporter
Harry Potter, Chłopiec, który Przeżył, był źródłem wielu domysłów i dywagacji przez długi czas po upadku Sami–Wiecie–Kogo. Gdzie mieszkał? Kto się nim opiekował? Kto jest w stanie wychować dziecko–bohatera?
Nie było na ten temat dwóch takich samych opinii. Niektórzy mówili, że przebywa pod opieką przyjaciela swojego ojca, inni – że pod opieką przyjaciela swojej matki, jeszcze inni – że umieszczono go w rodzinie zastępczej. Byli też i tacy, którzy twierdzili, że zabrano go do Ameryki albo do Francji.
Jedna rzecz była jasna – Harry Potter wychowuje się w czarodziejskiej rodzinie. Kto by pomyślał, że najsłynniejsze magiczne dziecko naszych czasów może być wychowywane przez mugoli?
Najwyraźniej Albus Dumbledore był jedną z takich osób. Tak jak to ma w zwyczaju, Dumbledore wysłał jednego ze swoich ludzi, aby wydobył dziecko z ruin jego rodzinnego domu, i wysłał chłopca w sekretne miejsce. Teraz wiadomo już, że przebywał w Littre Whinging, w hrabstwie Surrey, u mugolskiej rodziny swojej matki.
– Najlepiej dla Harry’ego Pottera będzie, jeśli nikt nie będzie wiedział gdzie jest – powiedział Prorokowi Dumbledore bezpośrednio po wydarzeniach Haloween. – Niewykluczone, że wielu czarodziejów i czarownic zauważy go przez ten czas. Błagam was, nie róbcie niczego, co sprawiłoby, że czułby się wyjątkowy, ani nie rozpowiadajcie gdzie go widzieliście.
Na jego nieszczęście, cała ta tajemniczość nie wyszła nikomu na dobre. Jak przekazał nam nasz informator, Harry Potter zaginął dwa dni temu…
~~oOo~~
Aleta weszła do kuchni lekkim krokiem.
– Coś ciekawego? – spytała, ziewając szeroko.
– Wiedzą już, że Harry zaginął – odpowiedział Syriusz, odwracając gazetę tak, aby Aleta mogła zobaczyć nagłówek.
Aleta wzruszyła ramionami.
– To było do przewidzenia. Napijesz się herbaty?
– Z przyjemnością. – Syriusz rzucił okiem na zegar, była już za dwadzieścia dziewiąta. – Czy ty przypadkiem nie powinnaś być już w pracy?
– Nie powiedziałam ci jeszcze? Dzisiaj i jutro mam wolne – Aleta zachichotała podczas nalewania wody do czajnika. – Pani Bones stwierdziła, że potrzebuję odpoczynku, ze względu na stres.
– Jaki znowu stres?
– Byłam przerażona twoją ucieczką – odpowiedziała Aleta, zapalając kuchenkę ruchem różdżki. – To było naprawdę stresujące, mam na myśli udawanie przerażenia. Miałam ochotę śmiać się na głos i skakać z radości. Cały czas musiałam sobie przypominać, że wystraszeni ludzie nie uśmiechają się od ucha do ucha.
– W takim razie jacy ludzie uśmiechają się od ucha do ucha? – spytał Syriusz podnosząc się zza stołu i przyciągając Aletę do siebie.
Aleta zachichotała, gdy poczuła jego usta na swojej szyi.
– Zakochani, głuptasie…
Syriusz odwrócił ją do siebie, przerywając w pół słowa litanię epitetów.
*************************************************************
Harry zakwilił cicho. Neenie przeczołgała się do niego i położyła obok. Harry przekręcił się na bok i przytulił ją, nie budząc się ani na chwilę.
*************************************************************
Danger otworzyła gwałtownie oczy. Jak ja nienawidzę rymów, mruknęła, trzymając rękę na piersi, zanim jej serce nie zwolniło tempa. Zauważyła, że Alety i Syriusza nie ma obok nich. Pewnie się gdzieś tam całują. Tylko tak dalej.
Dlaczego? – spytał Remus. Sam, głęboko oddychając, starał się uspokoić.
Nie wiem. Może dlatego, że teraz kojarzą mi się z nagłymi zmianami w moim życiu?
Całkiem możliwe. Napiszmy go na kartce zanim nam ucieknie z głowy.
Oboje pospieszyli do biurka stojącego w rogu pokoju, po czym słychać było jedynie skrzypienie piór.
*************************************************************
Małe zmienią rzeczy świat
Życie przyszłość z tamtych lat
Dzieci dwa po dwa co krok
Zanim minie przyszły rok
Przed ostatnim przyjdzie nowe
Perłą zwane dziewczę młode
Na świat wzniesie ją twa prawda
Drogę jej oświetli gwiazda
Niezrównana z brązem będzie
W domu tylko zamiast wszędzie
Dzieci dwa po dwa co krok
Zanim minie przyszły rok
Oczy z prochu, włosy słońca
Serce niepoznanych ścieżek
Sąd, zemsta, zbawienie będzie
Gdy kwiat gwiazdy odda gwieździe
Zacznie walka, ziemia z perłą
Wygra srebrny promień globu
Małe zmienią rzeczy świat
Życie przyszłość z tamtych lat.
Hmm.
Ty to powiedziałeś. Danger przyjrzała się uważnie zapiskom. Czy obie wersje są takie same?
Tak mi się wydaje. Niech no zobaczę… Remus przysunął do siebie kartkę Danger i porównał ją ze swoimi notatkami. Są identyczne. Co to może oznaczać?
Na pewno mamy tu zapowiedź kolejnych dzieci. Danger uśmiechnęła się z lekkim smutkiem. Nie naszych, to jasne.
Nie, nie naszych, westchnął Remus. Jednym ze skutków ubocznych wilkołactwa była niepłodność. Przestań natychmiast. Danger o tym wiedziała, kiedy wyszła za ciebie za mąż. Przestań się martwić czymś, na co nie możesz nic poradzić.
Nie naszych… ale jedno Łapy i Lety, jeśli się nie mylę, zachichotała Danger. „Na świat wzniesie ją ta prawda/ Drogę jej oświetli gwiazda”. Jak sądzisz, Syriusz ucieszy się z córki?
Jak najbardziej tak. Ale ani słowa o tym.
Ależ nie, oczywiście, że nie. Wiedza o przyszłości może ją zmienić – tyle zapamiętałam z książek science fiction, którymi się kiedyś zaczytywałam.
Chciałbym też uniknąć sytuacji, że zapobiegnę urodzeniu dziecka, które za dwadzieścia lat ocali świat.
Na to akurat jest już za późno. Danger obejrzała się przez ramię, jej oczy rozświetlił blask. Remus podążył za jej spojrzeniem i zobaczył Harry’ego i Neenie przytulonych do siebie jak dwa szczeniaczki. Ale o kogo chodzi w kolejnej zwrotce? Nie mam zielonego pojęcia. Może tobie się coś kojarzy?
Hm, w tej chwili akurat nie. Odłóżmy to na razie, zastanowimy się nad tym później.
– Śniadanie! – dał się słyszeć okrzyk Alety z drugiej połowy domu.
Ten pomysł zdecydowanie mi się podoba. Łap dzieciaka – ostatni w kuchni to zgniłe jajko smoka!
*************************************************************
Prorok Wieczorny, Środa 14 Kwietnia 1982, Wydanie Specjalne
SYRIUSZ BLACK UCIEKA Z AZKABANU
Ministerstwo Magii zaleca: „Nie ma powodu do paniki”, mówi minister Knot.
Rita Skeeter, Reporter Specjalny
Jak odkryto wcześniej dzisiejszego dnia, Syriusz Black, cieszący się złą sławą morderca, zniknął ze swojej celi w Azkabanie. Cień strachu padł na czarodziejów w całej Wielkiej Brytanii. Urzędnicy ministerialni prowadzą śledztwo w tej sprawie. Bartemiusz Crouch, Kierownik Wydziału Egzekucji Prawa Magicznego, osoba odpowiedzialna za umieszczenie Blacka w więzieniu, odmówił komentarza.
Minister Magii, Korneliusz Knot, stwierdził: „Zlokalizowaliśmy Blacka dzięki prostym metodom szpiegowskim. Z pomocą mugolskich organów ścigania, powinniśmy go niedługo schwytać. Nie ma powodu do paniki.”
Jednakże, nasz informator z ministerstwa, który zastrzegł sobie anonimowość, donosi, że informacja zdobyta dzięki zaklęciu szpiegującemu okazała się nieprawdziwa i bezużyteczna. „Czego państwo oczekiwali?” zadrwił nasz informator. “Mugolskie organy ścigania – jasne, co by mieli zrobić? Zawołać „stój”? A co jeśli się nie zatrzyma? Mieliby zawołać „stój” raz jeszcze?”.
Każdy czarodziej i czarownica blednie na myśl o straszliwym Blacku, który może pojawić się za ich kuchennym oknem, jak wygłodniały wilk, gotowy na powtórne popełnienie tej samej zbrodni…
~~oOo~~
Danger spojrzała na cieszącego się złą sławą mordercę, który w tej chwili wyrywał bananowy szampon z rąk swojego chrześniaka. Pochyliła się do Alety i szepnęła:
– Jest taki straszny, jak ty to znosisz?
– Och, blednę za każdym razem jak widzę jego twarz – odszepnęła Aleta. – Te bananowe pasemka we włosach czynią go szczególnie żarłocznym, nie sądzisz?
– Absolutnie przerażające – odpowiedziała Danger kręcąc głową.
– No już, moje miłe panie, jest pewien limit na ilość komplementów które można przyjąć bez przejedzenia – powiedział Syriusz wycierając włosy serwetką. – Poza tym, jestem monogamistą, i już jestem zajęty.
– Tak, przeze mnie – wytknęła Aleta – tak więc ja mam pozwolenie.
– Pozwolenie na co?
– Na dręczenie cię do końca świata i o jeden dzień dłużej – odpowiedziała Aleta uśmiechając się triumfalnie.
– Coś mi się wydaje, że będę tego żałował – westchnął Syriusz.
– Żałował czego? – przyczepiła się Aleta. – Wzięcia mnie za żonę?
– Jakże bym mógł tego żałować? – spytał Syriusz wstając z miejsca. – Biorąc pod uwagę, że tak naprawdę to się jeszcze nie miało miejsca – obszedł stół dookoła, pochylił się nad nią i dotknął swoimi ustami jej miękkie wargi.
Neenie i Harry w tym samym momencie pokazali im język.
Danger roześmiała się na ten widok. – Chyba nie są entuzjastami całowania.
– To niech się przyzwyczajają – mruknął Syriusz. – Będą mieli mnóstwo okazji.
– Nie dzisiaj – powiedział Remus zza porannej gazety. – Danger i ja zabieramy je do parku na cały dzień. Mamy dzisiaj piękną pogodę, a ostatnio za dużo czasu spędziły w samochodzie. Muszą się trochę poruszać.
I tak zupełnie przypadkiem zostawiamy tą dwójkę samych w domu?
Oczywiście, że tak. Syriusz musi się przyzwyczaić z powrotem do wielu rzeczy. Ukrywa to bardzo dobrze, ale wydaje mi się, że nadal opiera się na radości z ucieczki. Lada chwila może się załamać.
Nie potrzebuje świadków w postaci obcej kobiety i dwójki hałaśliwych dzieci. Nie martw się, rozumiem doskonale.
Ależ ja się wcale nie martwiłem. Remus puścił do niej oczko. Poza tym, kto powiedział, że nie mogę skraść od ciebie małego całusa, kiedy nasze maluchy będą się bawić w piaskownicy?
Danger przewróciła oczami. Mężczyźni! Tylko jedno im w głowie!
Kobiety! Wszystko beznadziejnie skomplikowane!
Czyżbyśmy właśnie podsumowali walkę płci w dziewięciu słowach?
Na to wygląda.
Oboje wybuchnęli w myślach śmiechem.
*************************************************************
Mieliśmy sześć miesięcy żałoby po Jamesie i Lily, pomyślała Aleta trzymając w ramionach szlochającego Syriusza. Starał się pozostać przy zdrowych zmysłach za wszelką cenę, najłatwiej by było unikać tematu. Niestety częścią żałoby jest pójście do przodu, a tego nie mógł zrobić w Azkabanie. Teraz to po prostu nadrabia.
– Nie pozwalam ci się obwiniać – szepnęła mu do ucha. – Nikt nie domyślał się, że to Peter był zdrajcą.
– Powinienem był to widzieć – wykrztusił z siebie Syriusz. – Powinienem był to zauważyć. To on zaproponował zamianę Strażnika. On to zasugerował! Jak mogłem tego nie widzieć?
– Wszystko sprowadza się do jednego – powiedziała miękko Aleta. – Nie widzieliśmy. Nikt z nas tego nie widział. Wszyscy zostaliśmy za to ukarani, tobie przypadła najtrudniejsza część kary, na którą nie zasługiwałeś, i nawet nie próbuj myśleć, że tak było.
– Tyrańska kobieta – mruknął Syriusz w chusteczkę. – Mówi mi nawet co mam myśleć.
– I nie waż się o tym zapomnieć – Aleta objęła swojego narzeczonego. – Nie możemy zmienić przeszłości. Jedyne, na co mamy wpływ, to przyszłość, co też robimy. Harry Potter dorasta w kochającej go rodzinie, ma rodziców, rodziców i siostrę. To się przecież liczy.
– Rodziców – odparł Syriusz wydmuchując nos. – Całą czwórkę. Czy już zdecydowaliśmy, jak powinni się do nas zwracać?
– Łapa, Leta, Lunatyk i Danger do tej pory wystarczało. Poza tym nie jesteśmy ich prawdziwymi rodzicami.
Syriusz przytaknął.
– Czułbym się dziwnie, gdyby Harry mówił do mnie ‘tato’. Znaczy się – to James był jego ojcem… to tak jakbyśmy zmniejszali jego rolę… Poza tym, zawsze byłem dla niego Łapą, nie ma sensu, żeby Harry nazywał mnie tak, a Neenie inaczej. Przy okazji, jak Neenie ma naprawdę na imię? Powiedz, proszę, że jej rodzice nie zapisali jej jako Neenie…
– Nie, ma na imię Hermiona. Z tego co mówiła Danger, wcześniej była najbardziej nieśmiałym dzieckiem jakie kiedykolwiek spotkała. Za to od razu zaakceptowała Remusa, potem mnie, a teraz nawet ciebie – niosłeś ją rano do łóżka gdy się obudziłam, prawda?
– Przyszła do mnie i powiedziała, że ma mokro – uśmiechnął się Syriusz. – Poradziłem sobie z jej „problemem”, więc mi grzecznie podziękowała.
– Tak, ma bardzo dobre maniery, ale zdecydowanie zapomina o nich, jeśli czegoś chce. Wtedy wyje jak potępieniec!
Syriusz roześmiał się, kręcąc głową. Starł ostatnią łzę z policzka.
– Coś mi się wydaje, że nasze życie już nigdy nie będzie nudne. _________________ I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here
Ostatnio zmieniony przez magda2em dnia Sob Kwi 28, 2007 9:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
|
Sr Sty 03, 2007 5:04 pm |
|
|
Cass Dagmara
Wila

Dołączył: 17 Paź 2006
Posty: 333
Skąd: Del río fuente
|
Gdy zobaczyłam, że jest nowy rozdział to omal nie spadłam z wrażenia z krzesła. Cóż, wciekawiłam się, a na to już nie ma ratunku.
Opowiadanie jak zwykle cudownie przetłumaczone, bardzo podobał mi się ten sen, w którym Danger wyjaśniła Dumbledore'owi najważniejsze rzeczy np. to, że Harry jest bezpieczny i śpi obok Syriusza Ciekawi mnie to jak dyrektor znajdzie małego Pottera? Bo on na pewno jakoś to zrobi. Cóż, muszę poczekać.
Ten ff ma to COŚ w sobie. Nigdy bym nie przypuszczała, że będę pochłaniała rozdziały w roli głównej z jakąś Danger i Remusem Lupinem (jakoś tak wcześniej za tą postacią nie przepadałam)!
Już nie wiem jak bardziej pochwalić to opowiadanko?
Chyba najlepiej będzie jak napiszę, że czekam z nieciepliwością na kolejny rozdział.
Dagmara  _________________ Find out, what you're looking for before you jump and drown
|
Sr Sty 03, 2007 6:52 pm |
|
|
Ellentari
Wytwórca różdżek

Dołączył: 27 Wrz 2005
Posty: 469
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)
|
Nie no przechadzam się po forum, zaglądam tu i tam i co widzę?
Nowy rozdział!
Tylko jakim cudem nie dostałam powiadomienia?
No dobrze, jakoś o przeżyję skoro już przeczytałam
Podzielne sobie komentarz na dwie części, ta pierwsza dotyczy snu Albusa.
W ciekawy sposób została wyjaśniona cała sprawa i ta cała przepowiednia, teraz tylko trzeba czekać na to aż stary Trzmiel odkryje miejsce zamieszania Harrego.
A teraz druga część.
Faktycznie interesujące że Hermiona tak szybko się przyzwyczaiłam do Syriusza, w ogóle fajnie że jemu układa się jak na razie dobrze.
Zaintrygowało mnie jedno, skoro dzieciaki będą nazywać wszystkich normalnie to sąsiedzi, czy inni ludzie z zewnątrz mogą zacząć coś podejrzewać…
Strasznie podgaja mi się relacje miedzy małym Harrym a Herminą, są strasznie słodcy
A co będzie dalej?
Podejrzewam ze pojawią się jakieś kłopoty, bo przecież doskonale nigdy nie jest.
Pozdrawiam.
Elli.
|
Sr Sty 03, 2007 7:21 pm |
|
|
|
|
|
|
|
Forum Rules:
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|
|
|
|