Dziurawy Kocioł -> Ze świata czarodziejów

Razem z Danger [22/50][T]
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  Autor    Temat Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo
Razem z Danger [22/50][T]

Oto pierwszy rozdział Razem z Danger. Jest to tłumaczenie ff-ku zatytułowanego Living with Danger, autorstwa whydoyouneedtoknow. Zgoda autorki: jest. Beta: Ayin

**************************************************************
Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz: słowo "danger" zawarte w tytule ma tutaj podwójne znaczenie. Po pierwsze jest to przezwisko jednej z bohaterek, po drugie - w języku angielskim oznacza groźbę, niebezpieczeństwo. Mimo dużego wysiłu i czasochłonnego myślenia nad oddaniem tej gry słów w języku polskim, nie udało mi się tego osiągnąć, dlatego też proszę szanowne czytelniczki i czytelników o zapamiętanie tej jakże ważnej informacji.

Opowiadanie jest alternatywą, więc należy się spodziewać zmian w charakterach niektórych bohaterów, występują również postaci oryginalne, jednak (moim skromnym zdaniem) autorce udało się uniknąć stworzenia typowej Mary Sue. Mam nadzieję, że czytając moje tłumaczenie będziecie mieć conajmniej taką frajdę, jaką miałam przy czytaniu opowiadania po raz pierwszy i jego tłumaczeniu.


***************************************************************
To jedziemy z tym koksem Twisted Evil

***************************************************************

Rozdział 1: Surrey, 15 marca 1982

Wszystkiego najlepszego z okazji cholernych urodzin.

Mam 23 lata i nic, dla czego warto byłoby żyć.


Przechodząca obok niego kobieta rzuciła monetę pod jego stopy, biorąc go za bezdomnego. Chciał zawołać za nią, ale po namyśle zrezygnował.

A niech tam. 50 pensów to zawsze 50 pensów.

Podniósł monetę i schował ją do kieszeni.

Rok temu miałem przyjaciół. Miałem coś, co można było nazwać rodziną. Miałem pracę – była niebezpieczna, jasne, ale co nie jest? Moje życie miało sens.

I nagle, w przeciągu dwóch dni, koniec. Wszystko się zawaliło. Trzy ukochane przeze mnie osoby nie żyją. Kolejna okazała się zdrajcą i została zamknięta w Azkabanie. A ostatnia ukryta tam, gdzie jej nikt nie znajdzie.

Nikt, łącznie ze mną.


Wpatrywał się w nagie gałęzie drzewa na tle zachmurzonego nieba.

Po co zawracam sobie głowę?

Jutro tuż przed zachodem słońca zawiadomię władze, że na mojej posesji znajduje się zwierzę chore na wściekliznę. I zostawię otwarte drzwi.

Koniec problemu.

Koniec wszystkiego.


**********************************************************

To zdecydowanie nie był najlepszy dzień Remusa Lupina.

Jednak przeznaczenie, zgodnie ze swym zwyczajem, miało dla niego niespodziankę.

**********************************************************

Kiedy już podjął decyzję, poczuł się trochę lepiej. Podniósł się i rozejrzał wokół. Dwoje malutkich dzieci opatulonych w płaszczyki z kapturami ganiało się dookoła pobliskiej huśtawki, śmiejąc się przy tym na cały głos. Niedaleko siedziała na ławce młoda kobieta z książką w ręku.

Są takie małe. Nie mogą mieć więcej niż dwa lata. Może i nawet mniej.

Tak jak Harry.


Jego serce zabiło boleśnie. Nikt mu nie powiedział, gdzie chłopiec przebywa. Oficjalnie mówiono, że będzie lepiej, jeśli Harry będzie wychowywany przez mugoli, bez kontaktu ze światem czarodziejów, nie wiedząc, że jest sławnym bohaterem. Ale Remus wiedział swoje.

Boją się mnie. Boją się, że będę próbował go zabrać i stracę kontrolę którejś nocy, i ugryzę go, albo nawet zabiję. I co najgorsze, w obu przypadkach mają rację. Zabrałbym go od razu. I nie ma gwarancji, że byłby ze mną bezpieczny.

Westchnął, kiedy krzyki dochodzące z placu zabaw stawały się coraz głośniejsze. Nie, lepiej będzie jak dam sobie z tym spokój. Na pewno jest szczęśliwy tam, gdzie teraz przebywa.

Gdziekolwiek to jest.


– Neenie, nie! – krzyknęła kobieta na jedno z dzieci. Nie wiadomo było na które, ponieważ ich twarze zakryte były kapturami. – Żadnego przepychania! Baw się grzecznie z Harrym!

Remus wyprostował się, wyostrzając wszystkie zmysły. O mój Boże.

Zmusił się do zachowania spokoju. Nie, to niemożliwe. To musi być przypadek. To jest przecież dość popularne imię…

Ale i tak zaczął się nad tym zastanawiać, nie był w stanie się powstrzymać.

Lily miała siostrę mugolkę. O ile dobrze pamiętam, nazywała się Petunia. Całkiem możliwe, że Harry jest teraz z nią. Poświęcenie Lily na pewno zostawiło ślady magii krwi. Jeśli istnieje osoba, która mogłaby wzmocnić tę magię, na pewno jest to Dumbledore. Czyli najbardziej bezpiecznym miejscem dla Harry'ego byłby dom jego ciotki.

Prawdopodobnie. Chciałbym tylko ufać tej siostrze Lily. Z tego, co pamiętam, nie miała dobrego zdania o magii. Ani o Lily.

Ale nie skrzywdziłaby dziecka. Prawda?

Muszę się dowiedzieć, gdzie mieszka. Jeżeli Harry'ego nie ma u niej, może wie, gdzie przebywa… Wydaje mi się, że mieszkała gdzieś w Surrey, od tego mogę zacząć…


Jedno z dzieci popchnęło drugie na ziemię. To przewrócone zaczęło płakać.

– No już dobrze, skarbie – szepnęła kobieta, podbiegłszy do dziecka. – Nie płacz, Zielone Oczko, to tylko mały guz, prawda?

Zielone Oczko? O Boże...

Remus bezwiednie wstał z miejsca, gdy kobieta zdjęła dziecku kaptur, odsłaniając czarne, potargane włosy i błyszczące zielone oczy na zalanej łzami twarzyczce.

Twarz Jamesa. I oczy Lily.

Pobiegł do dziecka, nie mogąc się powstrzymać, chociaż wiedział, że musi wyglądać jak szaleniec. Nic go to jednak nie obchodziło…

– Lunyk! – pisnął chłopiec. Jego twarz rozjaśniła się, po czym Harry podniósł ręce w geście „podnieś mnie”. Remus chwycił go i przytulił mocno, rozkoszując się dotykiem jego ramion na swojej szyi, zapachem włosów i skóry chłopca i uczuciem bliskości osoby, na której tak bardzo mu zależało.

I już nigdy nie pozwolę mu odejść…

Nagle zorientował się, że ta młoda kobieta wpatruje się w niego. Oczywiście, że się patrzy, zapewne jest matką zastępczą, albo jego ciotką czy coś, i chce wiedzieć, co do diaska robię!

– Bardzo mi przykro – zaczął, odwracając się do niej z Harrym szczebioczącym wesoło w jego ramionach. – Byłem przyjacielem ojca Harry’ego ze szkolnych czasów, nie widziałem go tak długo…

– Wyszłam za ciebie za mąż wczoraj w nocy – szepnęła.

– Co?

Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

– O mój Boże. O mój Boże. Ja tego nie powiedziałam na głos. Nie powiedziałam. Nie. Nie na głos. Nie powiedziałam, prawda?

– Owszem, powiedziałaś.

– O mój Boże. Tak mi przykro. Co za początek rozmowy… Możemy zacząć jeszcze raz?

– Z miłą chęcią – powiedział Remus, przyglądając się jej dokładniej. Miała kręcone brązowe włosy, dokładnie tak jak dziewczynka, która przytulała się do jej spodni i obserwowała go z uwagą. Cały efekt niszczył jednak kciuk tkwiący w jej buzi. Dziewczynka była rozkoszna, zdecydował, a kobieta raczej urocza … Miała w sobie coś z mola książkowego.

– Śniłam wczoraj o tobie – powiedziała, odzyskując panowanie nad sobą. – Mimo że, o ile mi wiadomo, nigdy się nie spotkaliśmy na jawie. Mam rację?

– Wydaje mi się, że bym pamiętał, gdybym cię spotkał, panno…

– Och, przepraszam. Proszę, mów do mnie Danger. To moje przezwisko, reaguję na nie szybciej niż na cokolwiek innego.

– Skoro jesteśmy przy przezwiskach, jestem Lunatyk. – Przełożył Harry’ego na swoje lewe ramię, po czym uścisnęli sobie dłonie.

– Czyli to tak cię nazwał Harry? Zastanawiałam się... – Danger uśmiechnęła się krzywo i schyliła się do dziewczynki. – Neenie, to jest pan Lunatyk. – Wyprostowała się. – Moja siostra, Neenie.

– Witaj, Neenie – powiedział Remus, uśmiechając się do niej. Neenie machnęła mu tą ręką, która nie była częściowo w jej ustach. – Twoja siostra?

– Wiem, duża różnica wieku, wszyscy myślą, że jest moim dzieckiem, ale nie, to tylko moja siostra..

– Skąd znasz Harry’ego? – spytał Remus, siadając na ławce, podczas gdy chłopiec przytulił się do niego.

– Mieszka parę domów dalej, ze swoją ciotką i wujem. Mówiłeś, że byłeś przyjacielem jego ojca?

– Tak.

– Mogę zatem spytać?

– Co stało się z jego rodzicami?

– Tak.

Remus wziął głęboki oddech, czując ciężar ciała Harry’ego na swoim ramieniu. Wszystkie koszmary z ostatnich sześciu miesięcy powróciły, zaczynając od chwili, gdy o tym usłyszał, i to nie od kogoś kogo znał, ani kogoś z Zakonu. Nie, to była jakaś obca czarownica, wykrzyczała to na ulicy…

– Zostali zamordowani – powiedział. – Zdradzeni przez przyjaciela i zabici przez szaleńca.

– A jego matka rzuciła się przed niego, żeby go uratować – mruknęła Danger, jakby do siebie. – Błysk zielonego światła, i świszczący dźwięk, jak śmierć na niewidzialnych skrzydłach…

Remus przypatrywał się jej.

– Skąd o tym wiesz? – zapytał stanowczo.

Spojrzała mu prosto w oczy. Remus zobaczył coś, czego nigdy wcześniej nie widział – ból, żal, poczucie straty, było tam wszystko to, co sam odczuwał.

– Wyśniłam to – powiedziała miękko. – Śniłam o tym wszystkim. Ty, i on, a teraz to. Powiedz mi coś, proszę, powiedz mi prawdę.

– Powiem, jeżeli będę mógł.

– Czy magia istnieje? Bo śniłam o magii kiedy śniłam o tobie, a ty jesteś prawdziwy, i stoisz właśnie przede mną. Proszę, powiedz mi.

Harry zaczął się wiercić.

– Puść, Lunyk – zażądał. Remus pozwolił mu ześliznąć się na ziemię, ciągle patrząc na Danger. Powinienem jej powiedzieć? To niezgodne z prawem, ale ona i tak już chyba wie…

– Tak – odpowiedział w końcu. Zasługuje naprawdę, choćby tylko ze względu na ból w jej oczach.

– Dzięki Bogu – westchnęła Danger. – Nie było innego wyjaśnienia.

– Wyjaśnienia czego?

Zamknęła oczy na chwilę.

– Byłam w szkole. Poszłam odebrać Neenie ze żłobka, i wróciłyśmy do domu. A moi rodzice… leżeli w salonie, martwi. Mieli taki wyraz twarzy…– przerwała. – Nie potrafię go opisać.

– Ból – powiedział Remus, myśląc o Longbottomach. – Jakby umierali w bólu.

– Tak. – Głos Danger się załamał. – Nigdy nie zrobili niczego złego. Dlaczego oni? Dlaczego?!

– Ciemna strona straciła swojego przywódcę ledwie pół roku temu – powiedział cicho Remus. – Widziałaś to w swoich snach. Źli czarodzieje próbowali za wszelką cenę uniknąć więzienia, ale część z nich nie potrafiła się opanować. Proszę, uwierz mi, kiedy mówię, że chciałbym być w stanie ich zatrzymać.

– Wierzę ci – powiedziała Danger, skrywając twarz w dłoniach. – I dziękuję. – Wyprostowała plecy, wzięła głęboki oddech, i ciągnęła. – Więc, po tym, co się stało, przyznano mi opiekę nad Neenie, znalazłam pracę, życie potoczyło się dalej. Moi rodzice byli lekarzami, zarabiali dość dobrze, więc miałyśmy trochę oszczędności, jako dodatek do mojej pensji. Ale wtedy zaczęły się sny. Obrazy, słowa, i w końcu, wczoraj w nocy, cała historia.

– Tak, mówiłaś coś o ślubie?

Danger uśmiechnęła się blado.

– Powiedziałam coś więcej niż to, prawda? Tak, to był ślub. Byłam panną młodą, i zdałam sobie sprawę, że nikogo z tych ludzi nie znałam. Poza moją druhną, była nią Aleta, moja przyjaciółka z dzieciństwa. Nie widziałam jej od lat, ciekawe co u niej… w każdym razie doszłam do ołtarza, spojrzałam na pana młodego – i to byłeś ty. Nie zrozum mnie źle, ale jeśli w rzeczywistości całujesz tak jak we śnie… a niech to.

– Dziękuję – powiedział Remus. – Chyba jestem zaszczycony.

– Och, to komplement, możesz mi zaufać – powiedziała Danger. – Byłam tak szczęśliwa, że cię widzę, że zapomniałam, że w ogóle cię nie znam – i nagle, wiedziałam o tobie wszystko. Co do joty.

– Wszystko? – Jak.. wszystko?

– Tak, wszystko. Na przykład gdy miałeś problem ze znalezieniem pracy, ponieważ musiałeś być, powiedzmy to tak, ‘nieobecny’ kilka dni w miesiącu, wszyscy z magicznego świata wiedzieliby dlaczego i baliby się, a nikt na świecie poza tym nie zniósłby tego, nawet jeśli by nie wiedzieli dlaczego.

Remus pokręcił głową, wyraźnie zakłopotany.

– Wiesz czym jestem, wiesz wszystko o mnie, i nadal obok mnie siedzisz?

– Nie każdy ma w sobie fanatyka – powiedziała Danger. – A poza tym, Harry cię lubi. Ufam jego opinii.

– Lubił też Syriusza – powiedział cicho Remus. – To Petera nie mógł znieść. Może nie być najlepszym w ocenie charakteru.

– Przepraszam?

– Znajomi.

– Przyjaciele?

– Dawno temu – Remus miał nadzieję, że zrozumie z jego głosu, że naprawdę nie chce o tym rozmawiać.

Danger milczała przez chwilę.

– Wierzysz mi? – spytała w końcu. – O tych snach?

– Nie wiem. Mogłaś dowiedzieć się tego, co wiesz, z innego źródła. Chociaż to jest mało prawdopodobne. Powiedzmy, że nie jestem przekonany.

– Myślę, że potrafię cię przekonać.

– Jak?

– Spytaj mnie o coś. Coś, czego nikt inny nie może wiedzieć.

– Coś czego nikt inny nie wie…– Remus myślał przez chwilę.. W porządku, zwykłe pytanie o imię powinno wystarczyć. – Jakie jest moje drugie imię?

– John – odpowiedziała szybko Danger. – Remus John Lupin.

Remus wpatrywał się w nią przez chwilę. Nie powiedziałem jej tego… tylko moje przezwisko, i tyle…

– Ja mam na imię Gertruda – dodała cicho Danger. – Gertruda Kelly Granger. Przekonałam cię?

– Tak – powiedział powoli Remus. – Tak, chyba tak.

– Chciałbyś napić się herbaty?

– Herbaty?

– U mnie. To niedaleko. Chciałabym powiedzieć ci o paru rzeczach. O snach. Coś, co powinieneś wiedzieć.

– Jeżeli nie jesteś zajęta…

– Mam wolne w pracy, więc jedyne co mam do zrobienia, to opieka nad Harrym, dopóki jego ciotka i wuj nie wrócą. Jest wspaniałym dzieckiem. Nie, nie jestem zajęta. To tylko parę ulic dalej…

*************************************************************

Mały domek wydał się mu jeszcze bardziej zachęcający, kiedy deszcz postanowił wreszcie spaść z chmur zbierających się przez cały dzień. Remus zgodził się zostać „dopóki nie przestanie padać.” Danger – Remus nie potrafił jej nazywać Gertrudą – zmieniła Harry’emu pieluszkę, włączyła dzieciom telewizor i nastawiła wodę na herbatę.

– Sny są zawsze podobne, o ile nie takie same – powiedziała bez żadnego wstępu, siadając przy kuchennym stole. – Kakofonia, szaleństwo. Mieszanka koloru i dźwięku. Ale mogę wydobyć z tego fragmenty tu i tam. Dużo pomarańczowego, ale zawsze razem ze słowem czerwony. To mnie bardzo dziwi. Kiedy pomarańczowy jest czerwony?

Remus robił notatki w notesie, który leżał na biurku. Kiedy pomarańczowy jest czerwony?

– Razem z pomarańczowym i czerwonym, czy czymkolwiek, przebłyski czerni i brązu. A potem jakby ktoś krzyczał mi do ucha dwa wersy.

Czerwień z brązem, czerń z czerwienią
Ciemność wrogą w blask zamienią


– Ale nie mam pojęcia co to znaczy – skończyła z nutką zawodu w głosie, uderzając palcami w blat stołu. – Potem pojawiły się obrazy. Czterech chłopców. Jeden z nich to ty. Dwóch z ciemnymi włosami – jeden jest podobny do Harry’ego – i jeden taki szczurkowaty.

– Moi przyjaciele ze szkoły – powiedział Remus. – Mówiliśmy na siebie Huncwoci. Ten, który przypomina Harry’ego to jego ojciec, James. Ten drugi z ciemnymi włosami to Syriusz Black, a szczurkowaty chłopiec to Peter Pettigrew.

– Dziękuję – odparła Danger z ulgą. – Z imionami będzie łatwiej. Dalej widzę Jamesa, z czerwonowłosą dziewczyną, urywki spotkań, ślub, dziecko – Harry – i ty, Black i Pettigrew dookoła nich, robicie to co do przyjaciół należy. A potem wszystko się sypie. – Zadrżała. – Jeden z was przechodzi na stronę Mroku. Do jakiegoś strasznego faceta, który wygląda jak pokręcony wąż..

– Syriusz – powiedział Remus gorzko.

– Nie. Pettigrew.

– Co?! – Remus podniósł głowę do góry i spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– To właśnie widzę – powiedziała Danger. – To zdecydowanie jest Pettigrew, który rozmawia z tym wężowatym człowiekiem. Pettigrew mówi mu gdzie ich znaleźć. Pettigrew zmieniający się w szczura. Potrafi to zrobić?

Trudno było mu jej uwierzyć, ale to ostatnie zdanie przesądziło sprawę. NIKT poza Huncwotami nie wiedział o tym.

A ja jestem ostatnim Huncwotem.

Teraz musi mówić prawdę, przynajmniej o tym.

A jeśli w tym przypadku mówi prawdę, to co z resztą?

– Tak, potrafi.

– Zrobił to tego dnia, kiedy wszyscy myśleli, że zginął – powiedziała Danger z przymkniętymi powiekami. – Zawsze widzę to w zwolnionym tempie. Krzyczy coś do Blacka, wyciąga ten krótki patyk z zza swoich pleców – zadrżała – odcina sobie nim jeden palec – Nie wiem jak, ani dlaczego… ”

– Jedyne co po nim znaleźli, to był palec – powiedział Remus cichym głosem. Zbyt dużo rzeczy miało tu nagle sens.

– A potem ulica za nim po prostu wybuchła, on zmniejszył się do wielkości szczura i uciekł, zanim dym się rozwiał. A Black patrzył na to miejsce gdzie przed chwilą stał Pettigrew, i zaczął się śmiać. Potem przenoszę się do jakiegoś zamglonego miejsca, i słyszę wiersz, który jest powtarzany dotąd, aż się obudzę, w wiersz jest tam nadal, w mojej głowie.

Danger przeczesała palcami włosy i uśmiechnęła się przepraszająco. – Zawsze wydawało mi się, że to tylko słowa, dopóki nie zaczęłam śnić. W końcu spisałam ten wiersz, a wtedy dał mi spokój. Chyba powinieneś go zobaczyć.

– Wydaje mi się, że tak – powiedział Remus ponuro. Kilka niewyjaśnionych kawałków układanki zaczęło się układać w całość. Szczególnie „Syriusz nigdy by nie zdradził Jamesa i Lily” i „Peter nie wygląda na takiego z rodzaju męczenników”.

– Proszę – powiedziała Danger, podając mu kartkę papieru, zapisaną do połowy równym pismem. – Przepisałam go na czysto kiedy byłam pewna, że się wszystko zgadza.

Czerwień z brązem, czerń z czerwienią
Ciemność wrogą w blask zamienią.
Wśród czerwieni szczur się schował,
co nie w kota wszak celował.
Sercu wierz, sądź ponurego,
prawda wróci życie jego.

Wilk w noc, która jasno świeci
w groźbie strachu już nie wznieci.
Dama serca to dzielnego,
przez jej dotyk – umysł jego.
Gdy ci, co zbawcę wybawili
połączą ród założycieli
ze świeżą krwią w tej przyjdzie chwili
Zwycięzcy pokój, czas nadziei.


– Te poprzednie dwa wersy się tu powtarzają – powiedział Remus, patrząc na wiersz.

Danger przytaknęła. – Wiem. Muszą być ważne.

– Ale nie rozumiemy o co tu chodzi, więc zajmijmy się następnymi wersami.

– To do roboty.

Dwoje ludzi pochyliło się nad wierszem.

**************************************************************
Dziękuję za uwagę, proszę o szczere komentarze, będę szczególnie wdzięczna za konstruktywną krytykę Exclamation

EDIT2: po długich dyskusjach z Ayin nad tłumaczeniem przepowiedni i ogólnie nad tym opowiadaniem, zdecydowałam się na wprowadzenie zmian. (Beto moja, Beto, wielkie ci składam dzięki ;p) Trochę to potrwa, zanim wprowadzę zmiany w pozostałych rozdziałach, zatem proszę o cierpliwość. Mam nadzieję, że nowa wersja przepowiedni Wam się spodoba.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here


Ostatnio zmieniony przez magda2em dnia Pon Lis 19, 2007 12:13 pm, w całości zmieniany 11 razy

Post Sr Paź 25, 2006 7:18 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Koko

Kierowca Błędnego Rycerza


Dołączył: 15 Sty 2006

Posty: 24
Skąd: Skierniewice/Warszawa

Danger, Danger... z czymś mi się to skojarzyło. Myślałam sobie Danger-Granger. A tu masz Granger, Gertruda Granger, a mała Neenie to z pewnością Hermiona. Nie wiem do czego ten tekst zmierza, bo to dopiero pierwszy odcinek, ale chętnie przeczytam kolejne.
Nie jest to może opowiadanie wyjątkowo dobre, ale tandetą też nie pachnie (jak na razie) więc może być. Zakładam, że Gertruda będzie później 'udawała' matkę Hermiony, z racji na różnicę wieku i śmierć ich rodziców. Zastanawia mnie dlaczego zostali oni zabici. To chyba nawet była Avada albo Cruciatus. Ale chyba się później przeprowadzą z miasteczka, prawda? Bo Hermiona nie mieszka tam gdzie Harry, tylko chyba gdzieś w Londynie? Ale fakt, jest to alternatywa więc wszystko jest możliwe. A czy Gertruda zostanie na końcu opowiadania otruta? Bo jakoś mi się to imię z Szekspirem skojarzyło Smile
Pod koniec tekstu znalazłam jakąś literówkę, ale teraz nie mogę jej zlokalizować. Przepowiednia jest dziwna, nie jestem przekonana czy do końca ją rozumiem, dlatego sprawdzę oryginalną żeby porównać.
Ale tak to chyba jest całkiem nieźle. Zapowiada się ciekawie, więc czekam na kolejny odcinek.
Pozdrawiam.

EDIT: Znalazłam literówkę.

cytat:

Remus robił notatki w notesie który leżał na jej biurka.


Chyba powinno być "biurku". No i zaczęłam czytać oryginał i przyznaję, że tekst wciąga i jest lepszy wraz z kolejnymi rozdziałami Smile
But I'll still wait for polish version;)
_________________
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...

[size=95]Bolesław Leśmian, "Poeta"[/size]

[size=85]Ostatni Bastion Hetu.[/size]

Ostatnio zmieniony przez Koko dnia Sr Paź 25, 2006 10:10 pm, w całości zmieniany 3 razy

Post Sr Paź 25, 2006 7:51 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Cass Dagmara

Wila


Dołączył: 17 Paź 2006

Posty: 333
Skąd: Del río fuente

Bardzo fajne i przyjemne w czytaniu opowiadanie. Interesuje mnie w nim co Lupin zrobi. Wyjaśni zdradę Potterów (powie o tym staremu Dumblowi) czy skontaktuje się z Syriuszem. Ciekawi mnie to i z całą pewnością chcę przeczytać kolejne rozdziały, bo ten mnie zaintygował. Dotychczas nie lubiłam ff z Lupinem w roli głównej, ale tutaj to pasuje, pewnie wszystko zależy od opowiadania.
A co do Neenie. Zgadzam się z Koko. Ta mała dziewczynka to jest Hermiona (bo jej rodzice byli dentystami), tylko nie mam pojęcia dlaczego tutaj ma ona inne imię (może razem z siostrą będą musiały się one ukrywać i zmieni je). A i tak naprawdę była ona jedynaczką, a tu Hermiona ma siostrę i to w wieku Lupina. Może coś będzie Mr. Green
Mam nadzieję, że będzie wyjaśnione skąd się wzięły te sny Danger, oraz co ten wiersz do końca oznacza, bo jestem strasznie ciekawa.

Fajnie tłumaczysz, trzymaj tak dalej.
Pozdrowienia


Ostatnio zmieniony przez Cass Dagmara dnia Pt Mar 20, 2009 6:24 pm, w całości zmieniany 1 raz

Post Sr Paź 25, 2006 8:25 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Ellentari

Wytwórca różdżek


Dołączył: 27 Wrz 2005

Posty: 468
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)

Hmmmm….

Szczerze dokładnie to mi przychodzi tylko do głowy jak myślę o tym co właśnie przeczytałam.
Jedno na pewno muszę przyznać jest to pomysł całkiem oryginalny, chyba jeszcze nigdzie nie spotkałam się z czym, co jest zasadniczo plusem dla opowiadania.
Jak się jakiś wątek powtarza zbyt często, to po pierwsze opowiadanie staje się przewidywalne a po drugie ciężko jest wybić nad poprzednie historie.
Tu takiego problemu nie będzie, jeśli chodzi o fabułę to na razie wygrywa walkowerem.

Idzie sobie Remus ulica, widzi dziecko, myśli o Harrym…
Do tego momentu wszystko jest prawdopodobne, ale potem nagle przestaje być.
Takie to dziwne, okazuje się że dziecko to Harry, kobieta z która jest to nieznajoma śniąca o Remusie. Co więcej jak się domyślam jest też siostra przyszłej Panny Wiem To Wszystko Hermiony Granger.
Zamotane naprawdę.
Musze na razie podejść do tego tłumaczenia z dystansem, nie da się dokonać szczegółowej oceny po jednym rozdziale.
Poczekam na więcej.

Co do samego tłumaczenia nie mam zastrzeżeń, da się przeczytać i zrozumieć wiec jest nieźle.
Na interpunkcje i ortografie zazwyczaj nie zwracam uwagi, gdyż to nie moja specjalność, no chyba że coś kuje w oczy.

No to na razie tyle, jestem ciekawa dalszego biegu wydarzeń.
Miłej pracy.
Pozdrawiam.
Elli.

Post Sr Paź 25, 2006 9:15 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Quirke

Asystent Weasleyów


Dołączył: 02 Maj 2006

Posty: 123

Podoba mi sie. po prostu mi się podoba. Nie zauważyłam żadnych błędów. Na końcu myslałam( twój av) że głównym bohaterem jest Sev i on bedzie się opiekował Harrym Wink A tu niespodzianka. Ale moze dalej będzie coś o moim love ( proszę napisz czy jeśli będzie to będzie dobry). A jak przeczytałam póxniej że ta laska to siostra Hermi to się milo zaskoczyłam. Z takim opowiadaniem się jeszcze nie spotkałam. Ciekawy pomysł. Hermi wychowana z Harrym i te sny... Ciekawe.. ciekawe.. Tłumaczysz tez nieźle. Dobrze i szybko się czyta. Czekam ze zniecierpliwością na ciag dalszy. Życzę dużo czasu.
Pozdrawiam Quirke
_________________
GRYFFINDOR

I trust Severus Snape completely

.::Sev my love::.

Post Czw Paź 26, 2006 2:41 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

A/N:
- Severus jak najbardziej się pojawia, chociaż trzeba na niego jeszcze trochę poczekać Sad zdradzę tylko tyle, że przechodzi dosyć znaczącą zmianę w trakcie opowiadania. (Severus, my love Embarassed )


*************************************************************

Dziękuję bardzo za komentarze, cieszę się, że trafiłam dobrze z wyborem opowiadania do tłumaczenia. Zapraszam na lekturę kolejnego rozdziału. Smacznego!

*************************************************************

Uwaga! Wersja poprawiona!!!

*************************************************************

Rozdział 2: Interpretacje


Remus powoli czytał kolejne wersy.

Wśród czerwieni szczur się schował
co nie w kota wszak celował.
Sercu wierz, sądź ponurego,
Prawda wróci życie jego.


Zagwizdał czajnik, więc Danger podskoczyła, żeby się nim zająć. – Masz jakiś pomysł? – spytała, zdejmując czajnik z ognia i wlewając wrzącą wodę do kubków.

– Jeszcze nie.

Sercu wierz, sądź ponurego... Jakiego ponurego? To zupełnie nie ma sensu… chyba, że…

Chyba że to jest nazwa własna.


– Chyba coś mam.

– Mów. – Danger wręczyła mu kubek. – Z cukrem czy z mlekiem?

– Z cukrem. Słyszałaś kiedyś o Ponuraku?

– O Ponuraku? – Danger wsadziła głowę do spiżarni. – Mniej więcej. Jakiś rodzaj ducha, jak duży czarny pies, tak mi się wydaje. Czy przypadkiem nie przynosi pecha?

– Tak. A jego inne imię to Łapa.

– Łapa? – Danger usiadła, stawiając cukierniczkę na stole. – To brzmi znajomo. Ze snów. To było jedno z waszych przezwisk. Na chłopca, który mógł się zmieniać w psa. Na Syriusza. – Na jej twarzy pojawił się wyraz zrozumienia, gdy wskazała na to słowo w wierszu. – W takim razie to on, prawda?

– Możliwe. Ten wers brzmi jak polecenie. Sercu wierz, sądź ponurego.

Danger dmuchnęła w swój kubek. – ‘Wierz swoim uczuciom, Luke’ – zacytowała. – Albo raczej, Lunatyk. Co mówi ci serce?

– Że Syriusz nigdy by nie został zdrajcą – powiedział Remus gorzko. – Że byłem głupkiem, że nie pytałem, że nie naciskałem. Wrzucili go po prostu do Azkabanu, nigdy nie miał nawet procesu – aa!

Danger podskoczyła.

– Co?!

Sądź ponurego. Sądź, jak daj mu prawo do procesu, którego nigdy nie miał.

– Co wy macie za prawo? – spytała Danger, kręcąc głową.

Remus jęknął.

– Dowody jednoznacznie wskazywały na niego. Byliśmy nadal w trakcie okrutnej wojny, robiliśmy rzeczy, o których nie powinniśmy nawet myśleć. Dlatego też minister zdecydował, że przyspieszy trochę sprawy, a ja byłem zbyt skoncentrowany na swoim żalu, żeby zwrócić uwagę…

– Nie możesz się obwiniać – powiedziała Danger cicho, kładąc swoją dłoń na jego dłoni. – Ważne jest teraz to, żeby naprawić błąd, a nie szukać winnych. Jest nadal nadzieja, prawda? Spójrz na następny wers. Prawda wróci życie jego. Jeżeli prawda ujrzy światło dzienne, muszą go przecież wypuścić.

– Problem polega na tym, że wszystkie dowody go obciążają. A przede wszystkim wskazują na to, że był zdrajcą. – Jak mogłem zapomnieć? Sen czy nie sen, to nie mógł być nikt inny… – Tylko on mógł zdradzić Lily i Jamesa.

– Dlaczego tylko on? Czy wszyscy, którzy wiedzieli, gdzie przebywają, nie byli podejrzani?

– Syriusz był jedynym, który wiedział. A raczej, jedynym, który mógł to innym powiedzieć. Rzucono na nich Zaklęcie Fideliusa. Syriusz był kluczem do tego zaklęcia…

– Strażnikiem – przerwała Danger.

– Tak. Skąd… ach, wyśniłaś to.

– Tak, śniłam o Strażniku. – powiedziała Danger, z półprzymkniętymi powiekami, jej głos był dziwnie monotonny. – Śniłam o Strażniku, i Czarnym Panie. Byli sami, rozmawiali.

Jej głos zmienił się, a Remus zdusił w sobie okrzyk zdziwienia. Mówiła teraz dokładnie jak Peter, jego najbardziej piskliwym głosem.

– Panie, stało się, Potterowie uczynili mnie swoim Strażnikiem…

– Bardzo dobrze, Glizdogonie – powiedział dziwnie wyskoki, zimny głos przez usta Danger. – Nie miałeś problemu z przekonaniem tego kundla, że zamiana Strażników to najlepsze, co mógł wymyślić?

– Żadnego, Panie. Uznaje mnie za słabego i głupiego, nigdy by nie uwierzył, że taki mądry pomysł narodził się w mojej głowie…

– Jesteś słaby i głupi, Glizdogonie – odpowiedział zimny głos z lekkim rozbawieniem. – Ale nie tak głupi, jak twoi byli przyjaciele, którzy nadal trzymają się kurczowo nadziei, że poniosę porażkę. Zostaniesz nagrodzony, obiecuję…

Oczy Danger zamknęły się całkowicie, a potem otworzyła je szeroko, łapiąc oddech.

– Co to było? – kaszlnęła.

– Wyglądałaś, jakbyś była w transie – powiedział cicho Remus, podczas gdy wszystkie kawałki układanki wskakiwały na swoje miejsca w jego myślach. – I powiedziałaś dokładnie to, czego potrzebowałem.

– Jak się czujesz? – spytała Danger, opanowując swój oddech.

– Jestem zły. – Jego dłoń zacisnęła się na gorącym kubku. – Bardzo zły. I chyba trochę rozgoryczony.

– Dlaczego?

– Zmienili Strażnika. Wykorzystali Petera, zamiast Syriusza. A ja o tym nie wiedziałem. Nie powiedzieli mi. Jest tylko jeden powód, dlaczego tego nie zrobili.

– Podejrzewali ciebie – szepnęła Danger. – Tak mi przykro…

– To nie twoja wina..

– Wiem, tylko… a niech to, dlaczego się w to wmieszałam? – Danger schowała twarz w dłoniach. – Przepraszam, że się w to zaangażowałam – powiedziała stłumionym głosem. – Przepraszam za wszystko.

– Nie masz za co przepraszać – Remus poczuł nieopisane pragnienie, żeby wziąć ją w ramiona, ale rozmyślił się i położył rękę na jej ramieniu. – Mówisz mi prawdę. Muszę to usłyszeć. Niewinnemu człowiekowi wyrządzono krzywdę, a gdzieś żyje szczur, który chce śmierci Harry’ego. Teraz, gdy to już wiem, mogę coś z tym zrobić.

Danger pociągnęła nosem.

– My – powiedziała.

– Słucham?

My możemy coś z tym zrobić. – Podniosła głowę. Jej twarz, mimo że wciąż widać było na niej ślady łez, wyrażała determinację. – Chociaż nie spotkałam cię nigdy wcześniej, chociaż nie chciałam się w to mieszać, jestem w to zaangażowana, więc nawet nie myśl, że teraz mnie zostawisz!

– Nie zostawię cię – powiedział Remus, chcąc, żeby zabrzmiało to dowcipnie. Poczuł delikatne uczucie zaskoczenia, gdy się zorientował, że w tych słowach jest coś więcej, głębia uczuć do tej kobiety, którą spotkał zaledwie parę godzin temu…

Z sąsiedniego pokoju odezwał się chór na dwa głosy, rozpraszając uwagę dorosłych.

Jak się okazało, Harry był głodny, a Neenie miała mokro, więc Danger zajęła się swoją siostrą, podczas gdy Remus posadził Harry’ego na jednym z dwóch poobdzieranych dziecięcych krzeseł stojących w kuchni. – Co mam mu dać? – zawołał.

– W kredensie są płatki, daj mu trochę – odpowiedziała Danger.

Remus wsypał trochę płatków do miseczki, a Harry sięgnął po nie z radosnym okrzykiem. Wsadził sobie pełną garść do ust, po czym uśmiechnął się popisowo, na co serce Remusa stopniało. Gdzie one się uczą to robić? Jest może Korespondencyjny Kurs Bycia Uroczym, który wszystkie dzieci kończą? – Proponuję, żebyśmy ich przesunęli tutaj – powiedziała Danger, wnosząc Neenie do kuchni i wskazując na róg z dala od stołu. – Zaraz zobaczysz, dlaczego.

Remus przeciągnął krzesło Harry’ego prze kuchnię, i postawił obok Neenie. Jak tylko dziewczynka dostała swoją porcję płatków, nabrała pewną garść i obrzuciła Harry’ego. Harry odpowiedział tym samym. Za chwilę najwięcej płatków znalazło się na podłodze. – Zawsze mogę zamieść, a to sprawia, że są szczęśliwe – powiedziała Danger. – Trzeba im tylko uzupełniać zapasy co jakiś czas. Na czym skończyliśmy?

– Rozwiązaliśmy dwie linijki tej zwrotki. Syriusz jest niewinny, co można było udowodnić, gdyby miał proces, jeśli możemy jakoś potwierdzić prawdę, możemy go uwolnić. – Coś jednak niepokoiło Remusa. ... Bo przez prawdę nowe życie wdzieje. Prawda i Syriusz...

– Prawda i gwiazda, co za połączenie – mruknął.

– Co?!

– Coś, o czym często mówiła dziewczyna Syriusza. Jego imię pochodziło od gwiazdy, a jej imię oznacza "prawda".

– Jak ma na imię?

– Aleta. Aleta Freeman. Nie widziałem jej od lipca…– przerwał, gdy Danger wydała dźwięk przypominający stłumiony pisk. Spojrzał na nią. Przyciskała dłoń do ust, jakby zaraz miała zwymiotować.

– Co się stało?

Ty znasz Alethę Freeman?

– Chodziliśmy razem do szkoły – powiedział Remus. – Była rok niżej ode mnie. Dlaczego pytasz? Znasz ją?

– Była moją przyjaciółką z dzieciństwa – powiedziała Danger, widocznie wstrząśnięta. – Była w moim śnie…– zaczerwieniła się – ... o ślubie. Ale nie widziałam się z nią od bardzo dawna. Chcesz mi powiedzieć, że ona jest ...

– Czarownicą – dokończył Remus. – Jeżeli mówimy o tej samej osobie. Możesz ją opisać?

– Mam jej zdjęcie – powiedziała Danger. – Ostatnie nasze wspólne zdjęcie, zrobione tuż przed tym jak się wyprowadziła. Przyniosę je. – Pobiegła na górę. Remus wykorzystał okazję i dosypał dzieciom płatków. Harry krzyknął z radości, rozgniótł kilka na pył, po czym rzucił następną garść w Neenie, dokładnie w chwili, gdy Danger wróciła z oprawionym zdjęciem w ręku.

– To ona – powiedział Remus, patrząc na uśmiechniętą, ciemnoskórą dziewczynę, z burzą czarnych kręconych włosów na głowie, obejmującą młodszą Danger, obie uwiecznione na mugolskim zdjęciu. – To jest Leta.

Danger pokręciła głową. – To zaczyna być zbyt dziwne. Moja przyjaciółka z dzieciństwa chodziła z twoim najlepszym przyjacielem ze szkoły, ja opiekuję się dzieckiem twojego drugiego kumpla, a teraz po prostu spotkaliśmy się w parku?

– To jest dziwne – powiedział Remus, patrząc jeszcze raz na zdjęcie. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak się stało. Gdyby nie to… – przerwał. Nie ma potrzeby mówić jej o wszystkim. – Spędziłbym ten dzień samotnie, i w smutku. – dokończył. – Taki był prawie każdy dzień przez ostatnie sześć miesięcy. Na dodatek dzisiaj są moje urodziny, co wcale nie pomaga.

– W takim razie wszystkiego najlepszego – powiedziała Danger, uśmiechając się do niego. – Cieszę się, że mogłam pomóc.

– Czyli "prawda" w wierszu może oznaczać Aletę. – powiedział Remus, wracając do tematu. – Jeśli tak, to ona może być nam potrzebna. Musimy się z nią skontaktować. Mogę to zrobić. Jutro... Nie, nie jutro, ani nie pojutrze. Popojutrze.

– Dlaczego nie jutro?

Remus drgnął. Ona i tak już wie, przypomniał sobie, i nie obchodzi ją to. Ale dawne nawyki ciężko zmienić. One nie powinny się zmienić, potrzeba ich dla całej reszty świata, tych z normalnym podejściem do wilkołactwa… – Jutro pełnia, a ja nie czuję się zbyt dobrze dzień przed i dzień po.

– Oczywiście. – powiedziała Danger, wstając, żeby dosypać Harry’emu trochę płatków. – Rozumiem. Zatem za trzy dni skontaktujemy się z Aletą i zobaczymy, jak zareaguje. Co będziemy robić do tego czasu?

– Pracować nad tym wierszem – odparł Remus. – Skoro tyle dowiedzieliśmy się z dwóch wersów, to ile tajemnic kryje się w pozostałej części?

Wychodząc od zidentyfikowania Syriusza jako Ponuraka, rozpoznali bardzo łatwo w szczurze z pierwszego wersu Petera Pettigrew.

…szczur się schował/co nie w kota wszak celował– mruknęła Danger. – Nie celował w kota, ale w psa, Ponuraka. To musi być Pettigrew.

Remus wskazał palcem na pierwszą linijkę zwrotki. – Ta część to wskazówka, gdzie go znaleźć. Wśród czerwieni szczur się schował Znowu czerwień. Czy to może być ten sam czerwony z wersu, w którym tak naprawdę jest pomarańczowy?

– Możliwe. Ten wers następuje bezpośrednio po tamtym dwuwierszu, więc to ma sens. Pomyślmy: co jest czarne, brązowe i czerwone, ale tak naprawdę pomarańczowe?

– To brzmi jak dowcip – powiedział Remus. – Bardzo kiepski dowcip.

Danger uśmiechnęła się szeroko.

– Na przykład… Co to jest: czarne na czerwonym jedzie po zielonym?

Remus westchnął.

– To jest takie stare.

– Jak bardzo stare? – spytała Danger śpiewnym głosem.

– Tak stare, że nawet czarodzieje go znają.

– Brawo! – przyklasnęła Danger. – Wiesz, nikt nigdy wcześniej nie odpowiedział mi na tą zagadkę.

– Najprawdopodobniej rozłożył ich twój cięty humor – powiedział Remus, uśmiechając się mimowolnie. Nigdy nie spotkał nikogo, kto by go tak zaintrygował tak, jak Danger.

Nigdy nie spotkałem nikogo, kto choćby w niewielkim stopniu przypominał Danger!

Zadzwonił dzwonek do drzwi.

– Otworzę – powiedziała Danger, wstając z krzesła. – W końcu to mój dom.

Remus obserwował ją jak przeszła przez korytarz i otworzyła drzwi. Na dworze nadal było mokro, ale już nie padało. – Dzień dobry, pani Dursley, jak państwa wyjazd?

– Całkiem dobrze, dziękuję – odpowiedziała kobieta stojąca w drzwiach. Miała blond włosy i była raczej szczupła. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że już wróciliśmy, więc możesz go odesłać, jak tylko będziesz miała go dosyć. – Ton jej głosy sugerował, że wolałaby, żeby stało się to raczej szybko.

Czy ona ma na myśli Harry’ego? To musi być jego ciotka…

Mój Boże, w ogóle nie wygląda jak Lily.

Nie, cofam to. Jest niewielkie podobieństwo. Bardzo niewielkie.

I nie wygląda, żeby troszczyła się bardzo o Harry’ego…


– Dziękuję, tak zrobię. Dobrze się teraz bawi, więc to może trochę potrwać.

– W porządku – odpowiedziała kobieta trochę pogodniejszym tonem. – Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłaś się nim zaopiekować, to takie utrapienie, te całodzienne konferencje, ale potrzebują pilnie jego rady… – Remus miał wrażenie, że stała na progu tylko po to, żeby sprawdzić czy może zajrzeć do wnętrza domu, jakby chciała wiedzieć o wszystkim, co się w nim działo.

Hmm… skoro ja widzę ją, ona też mnie widzi. W tej właśnie chwili zauważył, że go zobaczyła – jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu. – W takim razie pójdę już, czas dać Dudusiowi herbatki – powiedziała. – Do zobaczenia później, kochanie, i jeszcze raz dziękuję…

– Okropna kobieta – syknęła Danger po tym, jak zamknęła drzwi. – Ty paskudna stara plotkaro. A żebyś tak spadła ze schodów i odgryzła sobie język.

– Ciotka Harry’ego?

– We własnej osobie. Widziała cię, prawda? Zapomniałam cię ostrzec, żebyś trzymał się z dala od drzwi... no cóż, teraz już za późno... A niech to.

– Co się stało?

– Zanim nadejdzie wieczór, każda kobieta w tej okolicy będzie wiedzieć, że był u mnie obcy mężczyzna. Do jutra będziemy chodzić na randki, kochankami zostaniemy dzień później.

Remus nie mógł się powstrzymać. – Wygląda na niezły plan…

Oczy Danger zrobiły się wielkie jak spodki. – Czemu... ty… ty…

Uśmiechnął się do niej.

– Ty MĘŻCZYZNO! – krzyknęła, śmiejąc się. Złapała garść płatków z pudełka i rzuciła w niego. Uskoczył przed nią, ale Neenie i Harry uznali go za fantastyczny cel, i chwilę później płatki fruwały po całej kuchni.

Bitwa skończyła się, kiedy Remus rzucił pechowo garść płatków w oczy Neenie, która zaczęła od razu płakać. Harry również się rozpłakał, współczując Neenie, więc oboje musieli zostać przytuleni i pocieszeni. Jako że Neenie nie znała Remusa, znowu dostał mu się Harry.

Czuł się jak w niebie.

Kiedy Harry skończył pociągać nosem, spojrzał na Remusa.

– Lunyk, gdzie Łapa?

To było dość naturalne pytanie – Remus i Syriusz rzadko odwiedzali Potterów oddzielnie – ale zaskoczyło Remusa. Musiał usiąść i się opanować, zanim mógł odpowiedzieć. – Łapa wyjechał daleko. Ale powinien niedługo wrócić. Wtedy przyjdzie i się z tobą pobawi.

– Ta! Bawi z Łapą! – powiedział Harry, kołysząc się. – Gdzie mama i tata?

Musiał zadać to trudne pytanie… Remus spojrzał na Danger, prosząc w milczeniu o wsparcie.

– Harry – powiedziała, siadając obok nich z Neenie na kolanach, która znowu ssała kciuk. – Mama i tata wyjechali.

– Wychali jak Łapa?

– Więc… tak, i nie. Wyjechali, ale Łapa wróci. Mama i tata nie wrócą. Patrzą na ciebie z daleka, i kochają cię bardzo, ale muszą zostać tam gdzie są teraz.

Harry pomyślał chwilę. – Lunyk – stwierdził w końcu, używając prawdziwej logiki malucha, uderzając głową w pierś Remusa. – Dayger – wyciągnął palec do Danger. – Neenie – pokazał na dziewczynkę. – I Łapa wróci niedo.

– Tak jest – powiedział Remus. – Harry, pamiętasz ciocię Letę?

Harry kiwnął głową, rozglądając się dookoła.

– Nie, nie ma jej tutaj – dodał Remus, uśmiechając się na widok skwapliwości chłopca. – Ale może też niedługo wróci. Chciałbyś ją zobaczyć?

– Taa! – Harry podskakiwał na kolanach Remusa. Remus roześmiał się głośno, widząc taką radość życia.

– Nie wiem jakim cudem jest taki wesoły – powiedziała Danger cicho.

– Co masz na myśli?

– Muszę ci coś pokazać. Założę się, że raczej ci się to nie spodoba.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here


Ostatnio zmieniony przez magda2em dnia Pon Lis 27, 2006 7:49 pm, w całości zmieniany 2 razy

Post Sob Paź 28, 2006 11:09 am 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Cass Dagmara

Wila


Dołączył: 17 Paź 2006

Posty: 333
Skąd: Del río fuente

Ooo ten ff zaczyna się robić coraz bardziej ciekawy. Umiesz zainteresować czytelnika, kończysz tam gdzie by chciało się jeszcze czytać i to mi się podoba. To opowiadanie jest tak nieprawdopodobne, tak dziwne, że aż fajne. Chciażby to skąd wzięły się te sny Danger. Bardzo bym się chciała dowiedzieć czegoś o nich.
Bardzo podoba mi się w nim to, że Harry i Hermiona dorastają razem, bawią się, to jest takie naturalne. Wink
Ogólnie podoba mi się, fajnie piszesz, czekam na kolejne rozdziały.
_________________
Find out, what you're looking for before you jump and drown


Ostatnio zmieniony przez Cass Dagmara dnia Pt Mar 20, 2009 6:32 pm, w całości zmieniany 1 raz

Post Pon Paź 30, 2006 12:45 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Dziękuję za komentarze i zapraszam do lektury kolejnego rozdziału.

Wersja poprawiona
*************************************************************

Rozdział 3: Zamki na piasku

– Coś mi pokazać? – spytał Remus. – To coś dotyczy Harry'ego?

Danger przytaknęła.

– Harry, chodź do mnie – powiedziała do chłopca i wyszła na korytarz, trzymając dzieci za ręce. Remus poszedł za nimi.

Zatrzymali się przy schodach.

– Wszystkie domki w tej okolicy są zbudowane tak samo – dodała. – A zatem ten dom jest właściwie identyczny jak ten, w którym mieszka Harry. Patrz uważnie.

Otworzyła drzwi do schowka pod schodami.

Harry puścił ją w tej samej sekundzie.

– Nie! Nie do chowka nie chowka! Nie! Nie do chowka! NIE! – Podbiegł do Remusa i schował się za nim. – NIE DO CHOWKA, NIE NIE NIE!

Danger szybko zamknęła drzwi podczas gdy Remus klęknął, żeby objąć sztywnego i drżącego chłopca. Neenie ściskała spodnie Danger, jej usta drżały wokół obecnego w nich wiecznie kciuka.

Remus głaskał Harry’ego po włosach, starając się go uspokoić, mimo że sam był spięty ze względu na strach dziecka.

– O co chodzi?

– On śpi w schowku pod schodami w domu – Oczy Danger zwęziły się w gniewie, a ona sama zagryzła wargi. – Jeżeli w ogóle możesz nazwać to domem. Wsadzają go tam, kiedy tylko nie chcą, żeby im przeszkadzał.

Fala wściekłości przetoczyła się przez myśli Remusa, po czym przytulił mocniej Harry'ego, który wciąż drżał, wtulony w ramiona mężczyzny.

– Tak mi przykro, Harry – powiedziała łagodnie Danger, masując plecy chłopca. – Żadnego schowka. Nie ze mną. Nigdy ze mną.

– Lunyk? – zakwilił Harry.

– Powiedz mu: Nie do schowka – szepnęła Danger. – Chce wiedzieć, czy go tam wsadzisz. Powiedz mu, że tego nie zrobisz.

– Nie do schowka, Harry – powiedział Remus stanowczo. – Nie ma schowka ze mną. Nigdy. – Harry rozluźnił się w jednej chwili i przytulił do Remusa, kładąc głowę na jego ramieniu.

– Co za człowiek mógłby zrobić dziecku coś takiego? – spytał Remus, wstając z Harrym w ramionach.

– Ludzie pokroju Vernona i Petunii Dursley – mruknęła gniewnie Danger, prowadząc ich z powrotem do kuchni. – I ich syna, Dudleya. Jest niewiele starszy od Harry'ego, ale jest wielki – najgrubszy dzieciak, jakiego kiedykolwiek widziałam, do tego zepsuty do cna. Ciągnie Neenie za włosy, kiedy tylko ją złapie. Nie chcę nawet myśleć, co robi Harry’emu.

– Dudley niedobry – dodała Neenie, wyjmując kciuk z buzi.

– Dodatkowy argument, moja droga – powiedział Remus, uśmiechając się do dziewczynki. – Wiesz, że to jest pierwszy raz, kiedy słyszę twój głos?

Neenie posłała mu uśmiech i schowała się za krzesłem Danger w nagłym przypływie nieśmiałości.

– Jest urocza – dodał Remus. – Masz szczęście, że dostała ci się taka siostra!

– No wiesz, lubi cię – powiedziała Danger. – Przy większości ludzi nie wyjdzie zza mnie wcześniej niż po tygodniu. Mówienie zajmuje zazwyczaj około dwóch.

– Musisz mieć problem z opiekunkami

Danger wzruszyła ramionami.

– Nie potrzebuję ich – Neenie mogę zabrać ze sobą wszędzie, może poza pracą, ale lubi panie ze żłobka, zna je od niemowlęctwa. W każdym razie wiesz teraz o Harrym tyle, co ja. Opiekuję się nim, kiedy tylko mogę wziąć wolne…

– Chcesz mi powiedzieć, że urywasz się z pracy, żeby zająć się Harrym? – dopytywał się Remus.

– Odkąd zorientowałam się, dlaczego zaczyna płakać i krzyczeć za każdym razem, kiedy wyciągam suszarkę i podłączam kabel do kontaktu. Nie mogłam pozwolić, żeby taki rozkoszny mały chłopiec jak Harry był maltretowany, i nic z tym nie zrobić. Dzwoniłam do opieki społecznej, ale są zawaleni papierkową robotą i nie chcą o niczym słyszeć, chyba że dzieciak jest w „niebezpieczeństwie utraty życia”. W tej chwili pracuję na pół etatu jako sekretarka, przez resztę czasu opiekuję się Harrym. Dursley’owie płacą całkiem nieźle, więc to nie jest dla mnie problem finansowy… – przerwała, zwracając uwagę na spojrzenie Remusa. – O co chodzi?

„O co chodzi?” Chronisz tego małego chłopca przed tym, co robią mu jego właśni krewni, poświęcasz się, żeby to robić – praca na pół etatu, nawet biorąc pod uwagę opiekowanie się dziećmi, nie może wystarczyć na takie życie, na jakie ty i twoja siostra zasługujecie.

Jesteś wspaniałą osobą.

O to chodzi.

Chciałbym móc ci to powiedzieć.


– Zastanowiło mnie, co za ironia, że ty, właściwie obca osoba, pomagasz Harry’emu, a jego krewni, ludzie, którzy powinni się nim zajmować i o niego troszczyć, stwarzają problemy.

– Różne rzeczy się zdarzają – odparła Danger, machając ręką. – Po prostu nie jestem jedną z tych, którzy mogą się temu przyglądać i nie reagować. Nigdy taka nie byłam.

– Dziękuję ci – powiedział szczerze Remus. – Za wszystko.

– Och, nie ma za co – mruknęła Danger, czerwieniąc się. – Nie patrz na niego teraz, ale chyba usnął…

Jeszcze zanim to powiedziała, Remus czuł jak Harry robi się coraz cięższy na jego ramieniu. Delikatnie przesunął chłopca tak, że ten leżał teraz na jego rękach.

– Mam go położyć na kanapie?

– Nie, może spaść. Przyniosę koc i położę Harry'ego na podłodze.

Zadzwonił telefon.

– Zaczekaj chwilę – rzuciła Danger, sięgając po słuchawkę. – Halo? Tak… oczywiście, za chwilę. Proszę. – Skończyła rozmowę. – Jego ciotka mówi, że mam go zaprowadzić do domu – zadrwiła. – Tak naprawdę chodzi o to, że uważa, że zapłaciła mi wystarczająco dużo na dziś. W końcu wrzucenie go do schowka nic nie kosztuje.

Schowek. Remus spojrzał na Harry’ego. Wygląd śpiącego chłopca można było opisać tylko jednym słowem: anielski. Remus poczuł nieprzepartą ochotę, żeby go trzymać, i nigdy nie puścić.

– Tak nie może być dłużej. Trzeba z tym skończyć.

– Ty chcesz z tym skończyć? – spytała lekko Danger.

– Jeżeli muszę, to tak.

– Nie chcę być adwokatem diabła, ale jak?

– Oni są dorośli, czyż nie? Posłuchają na pewno rozsądnych argumentów… – przerwał, kiedy zobaczył, że Danger kręci głową.

– Gdyby mieli choć odrobinę rozsądku, myślisz, że zmuszaliby nawet nie dwuletniego chłopca do spania w schowku? Uważają, że są pępkiem świata, nie posłuchają nikogo. Zaufaj mi. Wiem to.

– Sam bym go zabrał, gdyby to coś zmieniło – powiedział Remus, kołysząc Harry’ego, który obudził się w międzyczasie i cicho kwilił.

Danger uśmiechnęła się figlarnie. – Zabrać, jak po prostu zabrać? Przyjść pewnego dnia, wziąć go i sobie pójść?

– Albo pewnej nocy – dodał Remus, podejmując grę. – Otworzyć zamek w drzwiach frontowych, wśliznąć się do środka, wykraść go, i wyjść. Moglibyśmy być dziesiątki kilometrów stąd, zanim ktokolwiek by się zorientował… – uśmiechnął się smutno, kręcąc głową. – Zamki na piasku. Weź go, powinnaś zabrać go do domu.

Danger wzięła Harry’ego. – Zostaniesz z Neenie jak mnie nie będzie? To zajmie tylko chwilę.

– Oczywiście. – Remus odprowadził ją do wyjścia, ponieważ obie ręce miała zajęte śpiącym chłopcem. Gdy zamknął za nią drzwi, poczuł, jak coś ciągnie go za nogawkę. Spojrzał w dół. – Neenie, co mogę dla ciebie zrobić? – spytał ją poważnie.

– Góra – odparła rzeczowo dziewczynka, wyciągając ręce do Remusa. Podniósł ją szybko, a Neenie dotąd się wierciła, dopóki nie siedziała u niego na kolanach twarzą do niego. Spojrzała mu prosto w oczy.

– Lunatyk miły – powiedziała z uśmiechem, wyraźnie z siebie dumna, że wymówiła wszystkie trzy sylaby. – Spać – Bez dalszych ceregieli oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy.

– Wygląda na to, że dzisiaj jest mój dzień na bycie poduszką – stwierdził zakłopotany Remus. Przeszedł do salonu, gdzie przynajmniej mógł być poduszką siedzącą.

To był niesamowity dzień. Sam jestem zmęczony.

Ziewnął, siadając na kanapie. Przyjemnie byłoby mieć jakiś stołek pod nogi. Gdybym się położył, byłoby jeszcze lepiej.

Przeniósł ciężar Neenie na swoją pierś. Tylko przymknę oczy na chwilę, nie zasnę…

*************************************************************

Był w wodzie, zimnej i głębokiej wodzie. Zbyt głębokiej. Nie był w stanie unosić się dłużej na powierzchni, zaczął tonąć –

Poczuł, jak ktoś łapie go za rękę i wkłada mu pod ramię kawałek dryfującego drewna. Trzymał go z całych sił, i wynurzył się, żeby nabrać powietrza. Rozejrzał się i spojrzał na swojego wybawcę – była to kobieta o brązowych włosach… wyglądała znajomo.

Danger. Tak ma na imię. Spotkałem ją dzisiaj. Opiekuje się Harrym. Trzymała się drugiego końca czegoś, co przypominało maleńką tratwę. Do jej pleców tuliło się dwoje dzieci – jednym z nich był Harry. Drugim – jej siostra – jak jej było na imię? No tak, Neenie. Oboje wyglądali na zmęczonych, jakby mieli za chwilę ją puścić i wpaść do wody.

Remus wyciągnął rękę, w milczeniu proponując, że weźmie od niej jedno z dzieci. Danger kiwnęła głową, i podała mu Harry’ego. Przez moment wydawało mu się, że go upuści, ale Harry złapał go mocno.

Może posadzimy ich na tym? Nas nie utrzyma, ale dla nich wystarczy. Wyciągnął Harry’ego z wody i posadził go na tratwie, która zakołysała się, ale nie zatonęła. Danger zrobiła to samo z Neenie, która przytuliła się do chłopca.

Remus spojrzał w dół rzeki i zobaczył sylwetkę kobiety, która za wszelką cenę starała się przytrzymać czegoś, co rozpadało się w jej dłoniach. Kiedy ją mijali, wyciągnął do niej rękę, przyciągając ją do tratwy. Gdy dopłynęli do lepiej oświetlonego miejsca, zobaczył jej twarz. To była Aleta Freeman. Sprawiała wrażenie bardzo zdeterminowanej, jak wtedy, gdy pędziła za tłuczkiem…

Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy w to zamieszani..

Gdy tylko to pomyślał, poczuł, jak coś połaskotało go po nodze. Coś miękkiego. Ręka, która objęła na chwilę jego kostkę, puściła.

Tam ktoś jeszcze jest. Muszę mu pomóc.

Wziął głęboki oddech i zanurkował.

Woda była zimna i ciemna, niewiele co widział. Skierował się w tę stronę, gdzie wydawało mu się powinna była być ta ręka, i kiedy już potrzebował nabrać powietrza, znalazł ją, bezwładną. Chwycił ją mocno i wypłynął na powierzchnię.

Danger i Aletha utrzymały tratwę w pobliżu, czekając na niego. Pociągnął uratowaną osobę za sobą. Nie zaskoczyło go, że był to Syriusz Black. Wyglądał na wycieńczonego, miał bladą cerę, i nie oddychał.

Niedobrze.

Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Syriusz nabrał powietrza i zaczął kaszleć. Remus wciągnął go na tratwę. Aleta pogłaskała Syriusza po twarzy. Black otworzył oczy i uśmiechnął się do niej.

Tratwa przyspieszyła. Woda zdawała się robić cieplejsza, zdecydowanie było też jaśniej. I – czy ta tratwa się przypadkiem nie powiększa?

Chwilę później jego przypuszczenia się potwierdziły – tratwa była już na tyle duża, że zmieścili się na niej wszyscy.

Nagle wypłynęli z ciemnego tunelu na światło dzienne. Zmęczenie opuściło Remusa gdy patrzył na zielone brzegi rzeki i uśmiechnięte twarze swoich przyjaciół. Tratwa była oazą spokoju. Kiedy Harry wdrapał mu się na kolana, Remus pomyślał, że chciałby zostać tam na zawsze…

*************************************************************
Danger zamknęła za sobą drzwi. Nie była w stanie zapomnieć zasmuconych, zielonych oczu i dźwięcznego głosu mówiącego „Dayger” błagalnym tonem.

Błagał, żebym nie wychodziła. Ale co ja mogę zrobić? Należy do nich...

Obcy głos wtrącił się w jej myśli. Głos Remusa.

Sam bym go zabrał, gdybym miał gdzie pójść. Domek, pracę, gdzieś daleko stąd…

Wyobraźnia Danger przejęła pałeczkę. Mały domek, wystarczający dla czwórki. Mężczyzna i kobieta, chłopiec i dziewczynka, zaczynają życie od nowa… praca w księgarni albo w bibliotece… czy to nie byłoby wspaniałe? Pracować między książkami, odwieczną mądrością i szaleństwem, wszystko uporządkowane i opisane…

Uśmiechnęła się drwiąco. I kto teraz buduje zamki na piasku? Nowe życie? Na litość boską, Gertrudo, poznałaś tego człowieka zaledwie dzisiaj, nie ważne, co ci się śniło! Zwracała się do siebie pełnym imieniem tylko wtedy, gdy była na siebie zła. Wiesz przecież, że nigdy nie dostaniesz Harry’ego. Nawet jeśli Dursley’owie go nie chcą, w świetle prawa należy do nich, a oni nigdy niczego się nie pozbywają, nawet jeśli o niczym innym nie marzą.

Dla Neenie byłoby dobrze, gdyby miała brata. Do tej pory była taka samotna… W okolicy nie ma innych dziewczynek, a większość chłopców jest takich jak Dudley – rozpuszczone bachory…

Przestań, ale już
– nakazała stanowcza strona jej charakteru. – Marzenia ściętej głowy.

Nie, ja tylko…

Przestań. Nawet. O tym. Myśleć.


Tak rozmyślając, przeszła przez kuchnię do salonu, gdzie stanęła jak wryta.

Lunatyk.

Remus Lupin drzemał na kanapie, obejmując Hermionę, która spała oparta o jego ramię.

Pięknie razem wyglądają – nie mogła powstrzymać tej myśli. Mógłby być jej ojcem.

Neenie potrzebuje ojca. Staram się jak mogę, ale wchodzi w ten uparty wiek, gdzie przydałby się ktoś inny, kto mógłby mnie wesprzeć.


Usiadła w fotelu bujanym, wracając do rzeczywistości. Taka osoba pomogłaby ze wszystkim. Są takie dni, kiedy mam wszystkiego dość, chce mi się płakać, bo zawsze jest tak dużo do zrobienia i nigdy nie ma dość czasu ani pieniędzy. Wiem, że życie nie jest łatwe, ale ludzie nie mogą iść przez nie samotnie… Znaczy się, miłość musiała się skądś wziąć…

Mrugnęła, zdziwiona własnymi myślami, i pokręciła głową. Czy to trochę nie za szybko, moja panno? Miłość to wielkie słowo. Może by tak spróbować najpierw przyjaźni, i zobaczysz, jak się to rozwinie…

Poza tym, nawet nie znasz tego mężczyzny. Pal licho, co Petunia Dursley i jej plotkarskie towarzystwo mówi.


Westchnęła. Może sobie żartować do woli, ale moja opinia właśnie została zrujnowana. Te wścibskie plotkary z sąsiedztwa wymyślą, co najgorsze; do jutra wszyscy już będą o tym wiedzieli, a ja nic nie mogę zrobić.

Może powinnyśmy się przeprowadzić…

Ale nie mogę porzucić Harry’ego. Jest nie tylko niedożywiony, jest też bardzo bystry, ale nawet inteligentne dziecko nie będzie się uczyło, jeśli nie dostanie szansy. A jakie będzie miał szanse, zamknięty w schowku? Oni nigdy go nie przytulają, ani nie biorą na ręce, wydaje mi się, że mogą go nawet bić – czasem wzdryga się, kiedy podniosę rękę powyżej wysokości ramienia.


Z nerwów oderwała guzik od koszuli. Jesteśmy jego jedyną nadzieją. Ja, Neenie, a teraz także Remus…

Nie mogę go tego pozbawić, po prostu nie mogę. Nie obchodzi mnie zrujnowana opinia, zostajemy tutaj.

Chyba, że zrobimy coś szalonego. Jak na przykład wykradniemy go stąd i wyjedziemy.

Uszłoby nam to na sucho? Bez magii do pomocy? Czarodzieje też pewnie go będą szukać, jest przecież kimś ważnym… Ale jeśli ukryjemy go przed czarodziejami nie używając czarów, a czarami przed mugolami…


– Zamki na piasku, po raz kolejny – powiedziała na głos.

Remus obudził się na dźwięk jej głosu. Zdziwiła go burza brązowych włosów na jego ramieniu.

– Wezmę ją – powiedziała Danger, podnosząc swoją siostrę tak delikatnie, że Neenie tylko lekko się poruszyła i spała dalej na rękach kobiety. – Zaraz wrócę.

Poszła na górę, włożyć dziewczynkę do łóżeczka. Kiedy wróciła, Remus siedział przy stole w kuchni. Wyglądał na zawstydzonego.

– Przepraszam – zaczął. – Zostawiłaś mnie z nią, a ja usnąłem, zamiast się nią opiekować...

– Nie ma za co przepraszać – odpowiedziała Danger szczerze. – Wątpię, czy dałaby radę się ruszyć bez budzenia ciebie. To był naprawdę uroczy widok. Nie przejmuj się.

Remus kiwnął głową. Zapadła niezręczna cisza.

– Powinienem już iść – powiedział Remus w tej samej chwili, w której Danger wypaliła:

– Chciałbyś zostać na kolacji?

Oboje zamilkli, patrząc na siebie nieśmiało, po czym Remus dodał: \

– W sumie, czemu nie… – dokładnie gdy Danger mówiła:

– Ale jeśli masz coś innego do zrobienia…

Za drugim razem nie wytrzymali, i wybuchli śmiechem.

– Nie, nie mam nic innego do zrobienia – powiedział Remus parę minut później, nadal chichocząc. – I mam już dosyć własnej kuchni. Jeżeli oferta jest nadal aktualna, przyjmę ją z rozkoszą.

– Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnęła się Danger. Poczuła ciepło w sercu, gdy też się do niej uśmiechnął. – Uwielbiam gotować. Jakie są twoje upodobania kulinarne?

– Lubię dania z makaronem – odparł Remus. – Ale naprawdę, zjem wszystko.

– Próbowałeś kiedyś makaronu z sosem z masła orzechowego?

– Nie, ale brzmi smakowicie. Wszystkiego trzeba w życiu spróbować.

– Trochę ryzykowne, czyż nie?

Remus wzruszył ramionami. – Nie bardziej niż życie. Robię wyjątki dla całkowicie idiotycznych rzeczy, jak drażnienie hipogryfa.

Co to jest hipogryf?

Opowieści z życia czarodziejów wypełniły cały czas do kolacji. Danger słuchała bardzo uważnie, zapamiętując każdy szczegół. Nigdy nie wiadomo, co się może przydać.

– Pyszne – oznajmił Remus po spróbowaniu dania. – Wyrazy uznania dla szefa kuchni.

– Bardzo mi miło, proszę pana – Danger skinęła głową w jego stronę.

– Nie jadłem czegoś tak dobrego, odkąd opuściłem Hogwart.

– To… twoja szkoła? – zaryzykowała Danger, mając nadzieję na kolejną porcję opowieści.

Nie zawiodła się. Zanim wręczyła Remusowi ostatni talerz do wytarcia, Danger wiedziała więcej o życiu czarodziejów w Anglii niż jakikolwiek inny mugol (co za interesujące słowo), który nie miał w rodzinie nikogo magicznego.

– Nie powinieneś mi chyba tego mówić. Możesz mieć kłopoty.

– To prawda – odpowiedział Remus. – Ale jak wcześniej powiedziałaś, jesteś w to zaangażowana. Praktycznie wychowujesz Chłopca, Który Przeżył. – Wyjaśnił jej wcześniej, dlaczego Harry jest sławny i skąd się wzięło to określenie. – Ważne jest, żebyś o tym wszystkim wiedziała. Sama możesz być magiczna.

Ja?

– Jesteś, jak my to nazywamy, wieszczką. Widzisz w snach prawdziwe wydarzenia. Część z nich dotyczy przyszłości. To zdecydowanie magiczna umiejętność, z tego, co mi wiadomo… Zawsze możemy to sprawdzić.

– Jak?

Remus wstał, wyszedł na korytarz i wrócił z zakrzywionym kijkiem długości około stopy.

– Czy to jest…

– Prawdziwa różdżka. Spróbuj

Danger wzięła ją delikatnie do ręki i machnęła lekko. Nic się nie stało.

– Wolałbym, żebyś ją skierowała tam – zarządził Remus, przesuwając jej rękę z dala od swojej twarzy.

– Jasne – burknęła Danger, odsuwając rękę szybkim ruchem.

Wiązka złotych iskier wystrzeliła z końca różdżki i wylądowała na kuchennym blacie.

– Czy to ja?

– To ty trzymasz różdżkę – uśmiechnął się szeroko Remus.

Danger oddała mu ją szybko, wciąż wpatrując się w miejsce gdzie przed chwilą były iskry.

– Gratuluję, panno Granger – powiedział Remus, chowając różdżkę do kieszeni. – Jesteś czarownicą.

Danger usiadła na krześle.

Jestem czarownicą. Jestem magiczna.

Ale... to niemożliwe.


– Jak to? Przecież mówiłeś mi, że w Hogwarcie wiedzą, które dziecko jest magiczne, a ja nigdy nie dostałam żadnego listu, więc jakim sposobem mogę być czarownicą?

– Nie wiem – przyznał Remus. – Ale jesteś magiczna. Nikt, kto nie ma w sobie magii, nie jest w stanie użyć różdżki. Słyszałem kiedyś, że niektórzy ludzie mają ukrytą magię, która jest nieaktywna i nie może zostać wykryta, więc żyją jak mugole. Nie wiedzą o tym, dopóki jakieś wydarzenie, jakiś szok, nie obudzi w nich te zdolności.

– Szok? Na przykład znalezienie własnych rodziców martwych na podłodze w salonie?

Remus drgnął. – To by pasowało, tak.

Danger wpatrywała się w podłogę.

– Kiedy znalazłam mamę i tatę, krzyczałam. Wrzeszczałam tak głośno, że było mnie słychać w domku obok. Różne rzeczy się rozbiły. Wszystkie żarówki, klosze, nawet szyby w oknach. Czy to była magia?

– Na to wygląda. – Remus zrobił ruch w jej kierunku, ale w końcu podszedł do stolika, napisał coś na karteczce. – To jest mój numer telefonu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń. Może lepiej nie jutro w nocy, ale poza tym jestem do dyspozycji.

Danger kiwnęła głową.

– Zaczekaj chwilę, dam ci mój, gdybyś chciał mi coś szybko przekazać.

Remus schował karteczkę z numerem telefonu do kieszeni.

– Naprawdę powinienem już iść – powiedział, patrząc w okno. Było już całkiem ciemno.

Danger odprowadziła go do drzwi. – Cieszę się, że zostałeś na kolacji.

– Dziękuję za zaproszenie. To był najlepszy posiłek i najlepsze towarzystwo od miesięcy.

– Nawzajem – Danger wstrzymała na chwilę oddech, kiedy Remus uśmiechnął się do niej.

– W takim razie do zobaczenia – powiedział, wyciągając dłoń.

– Dobranoc.

Czy to tylko moja wyobraźnia, czy trzymał mnie za rękę nieco dłużej niż powinien?

Remus ukłonił się i wyszedł.

Danger oparła się na ścianę i odetchnęła głęboko.

Ten mężczyzna mnie pociąga.

Bardzo mnie pociąga.

Wydaje mi się, że wskazany jest zimny prysznic.


*************************************************************

Remus szedł szybkim krokiem przez ciemne uliczki do miejsca, gdzie zaparkował samochód. Miał tysiąc myśli na minutę.

Muszę się dostać do domu. I zacząć planować. Harry jest źle traktowany. Syriusz – niewinny. Najpierw trzeba powiadomić Aletę. Wyślę jej sowę z samego rana… Czy Dumbledore powinien się o tym dowiedzieć? Nie mam żadnych konkretów…

Ale najpierw potrzebuję chyba zimnego prysznica.

Ta kobieta mnie bardzo pociąga.

To nie jest dobre. Dla żadnego z nas.

_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here


Ostatnio zmieniony przez magda2em dnia Czw Lis 23, 2006 10:36 pm, w całości zmieniany 1 raz

Post Wt Paź 31, 2006 7:57 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Cass Dagmara

Wila


Dołączył: 17 Paź 2006

Posty: 333
Skąd: Del río fuente

To opowiadanko zaciekawiło mnie i dlatego teraz gdy tylko widzę, że jest więcej postów od razu tu wchodzę Very Happy

Nie wiem czy to było zamierzone, ale po raz pierwszy pojawiły się w tym ff słowa takie jak:

cytat:

Hermiona ; Granger


(Od początku wiedziałam, że to Hermiona... Wink )

Bardzo ładnie tłumaczysz, nie zobaczyłam błędów (może byłam zbyt pochłonięta czytaniem tego ff Very Happy ). Nie zrozumiałam tylko takiego pewnego zdanka, ale teraz nie mogę go jakoś znaleźć, no cóż trudno.
Podoba mi się to, że Danger jest magiczna, to w przyszłości może bardzo pomóc.
To tyle ode mnie.
Życzę powodzenia w dalszym przetłumaczaniu.

Post Wt Paź 31, 2006 9:27 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo
4. Poskramiaczka

Dziękuję bardzo za komentarze Smile, proszę o więcej i zapraszam na następny rozdział.

Wersja poprawiona

*************************************************************

Rozdział 4: Poskramiaczka

Droga Aleto,

Wiem, że od dawna się nie kontaktowaliśmy. Tak naprawdę sam nie wiem, co napisać. Ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy, świat wyglądał zupełnie inaczej. Chciałbym się z Tobą zobaczyć, dowiedziałem się o czymś, co może być ważne. Złapało mnie przeziębienie, więc muszę zostać w domu przez jakieś dwa dni, ale potem jestem do dyspozycji. Czekam na odpowiedź, nawet jeśli miałoby to być „nie”.

Pozdrawiam,

Remus Lupin


Remus odłożył pióro i przeczytał list jeszcze raz. Chyba jest w porządku.

I dobrze. To już czternasta wersja.


Pomachał chwilę pergaminem, żeby przyspieszyć wysychanie atramentu, złożył go i zaadresował: Panna Aleta Freeman. Podszedł do kominka.

Incendio! – szepnął i wrzucił garść proszku Fiu w rozpalony ogień. Uklęknął na kocu, który wcześniej ułożył na cegłach.

– Poczta Londyn – powiedział i włożył głowę w płomienie.

Kiedy przestało wirować, zobaczył wnętrze poczty na Pokątnej. Jedna z urzędniczek, niska blondynka, podeszła szybko.

– Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc?

– Chciałbym wysłać list. Ile kosztuje wynajęcie sowy?

– Przesyłka krajowa czy zagraniczna?

– Krajowa. Przynajmniej taką mam nadzieję. Z tego, co słyszałem, Aleta mieszka w Londynie.

– To będzie czternaście knutów. Mam obciążyć pana skrytkę czy zapłaci pan teraz?

– Zapłacę od razu – Remus przeszukiwał kieszenie, aż znalazł sykla i wrzucił go w ogień. Liczył cicho. Raz, dwa, trzy…

Sykl zadzwonił o podłogę poczty.

– Pańska godność i adres? – spytała czarownica, podnosząc monetę.

– Remus Lupin, ulica Oxman 17, Cold Crossing, Surrey. – Piętnaście minut drogi od Little Whining. Tylko tyle. Sześć miesięcy martwiłem się o Harry’ego, a on cały ten czas był tylko kwadrans drogi stąd… Nic dziwnego, że Dumbledore nie chciał zdradzić, gdzie go ukrył.

Urzędniczka zapisała dane i wróciła do niego z garścią knutów.

– Pańska sowa przyleci za około pół godziny. – Wsypała monety do lejka, który wisiał przy kominku. Remus był bardzo wdzięczny, że wylądowały na podłodze, a nie na jego twarzy. – Dziękujemy za skorzystanie z usług poczty na Pokątnej, życzymy miłego dnia.

– Nawzajem – Remus wyciągnął głowę z kominka, kaszlnął raz czy dwa i zebrał knuty, które leżały przed paleniskiem.

Pół godziny. Wystarczy czasu na lekki lunch

Podczas przygotowywania kanapki Remus wracał myślami do Harry’ego i Danger. On i Neenie chyba naprawdę się lubią, o ile dwa dzieciaki cokolwiek mogą lubić. Na pierwszy rzut oka widać, jak mocno związał się z Danger. Pewnie jest dla niego jak matka, której tak bardzo potrzebuje.

Ale potrzebuje też i ojca. Tak jak Neenie. A one nie mają nikogo…


Przerwał tę myśl w pół zdania.

Nie mam prawa o czymś takim nawet myśleć. Spotkałem je zaledwie wczoraj, nieważne jakie są urocze czy miłe. Nieważne, że ta mała dziewczynka, podobno nieśmiała, polubiła mnie na tyle, że usnęła w moich ramionach. Poza tym, jestem beznadziejnie zakochany w jej siostrze…

No tak, przyznałem się do tego. Równie dobrze mogę to powiedzieć na głos.


Remus odłożył kanapkę i westchnął.

– Niech będzie. Danger bardzo mnie pociąga.

No tak. Pociąga mnie. Ale to się nigdy nie ułoży. Ja jestem wilkołakiem. Raz w miesiącu wpadam w morderczy szał i jedyne, czego wtedy pragnę, to krzywdzić ludzi. Żadnej osobie przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy dzielić ze mną dom, nie mówiąc już o dwójce małych dzieci.

Z drugiej strony, żadna normalna osoba nie zostawiłaby dziecka w domu, gdzie ludzie, którzy powinni się nim opiekować, zamykają go w schowku!

Wszystko wskazuje na jedno.

Nie jestem normalny.

Ale Syriusz i James stwierdzili to już wieki temu…


Usłyszał ciche stukanie w szybę. Ach tak, sowa przyleciała. Dobrze.

Otworzył okno, a ptak wleciał do pokoju, po czym przycupnął na oparciu jednego z krzeseł. Otworzył list do Alety i dopisał jeszcze trzy słowa:

PS. Chodzi o Harry’ego. R.L.

– To powinno ją zaintrygować – mruknął.

Aleta była częstym gościem u Potterów, zaglądała do nich co najmniej raz w tygodniu poplotkować z Lily i pobawić się z Harrym. Silna i stanowcza, została pierwszą kobietą–pałkarzem w Hogwarcie od dziesięciu lat. Zawsze chciała mieć własne dzieci, ale Syriusz wolał stanowisko naczelnego wichrzyciela, najpierw spiskując przeciw swoim szefom, potem – kiedy wojna nabrała rozmachu – przeciw Voldemortowi…

Chciał się jej wkrótce oświadczyć… Chyba jakoś w listopadzie, marzył o ślubie na gwiazdkę…

Boże, ta sytuacja wygląda coraz gorzej. Śmierciożercy zniszczyli życie tylu ludziom… Lily i James, Syriusz, Aleta, Harry, ja… nawet Danger i Neenie cierpiały z ich powodu.


Podał list sowie, która chwilę później odleciała.

Przecież najważniejszą cechą ludzkości jest to, że potrafimy zaczynać od nowa. Może my, rozbitkowie losu, powinniśmy zrobić to razem? Osiedlić się gdzieś, odbudować nasze życie,pomagając sobie nawzajem?

To niemożliwe,
zadrwiła cyniczna strona jego duszy. Śnisz na jawie.

Ta myśl przyczepiła się jednak do niego. Nie mógł się jej pozbyć. Może warto spróbować. Może jednak.

To tylko marzenie, ale przecież wszystko zaczyna się od marzeń…


*************************************************************

Danger śniła.

Jechała drogą, której nigdy nie widziała, ale znała ją doskonale, jakby jeździła nią każdego dnia, lub raczej każdej nocy. Neenie spała na tylnym siedzeniu. Musiały się spieszyć, nie miały dużo czasu…

Zakręt w prawo, potem w lewo, i była na miejscu. Zaparkowała, i spojrzała na zegarek – 10:13 – zanim zgasiła silnik. Pobiegła do jednego z domków, weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.

Miała tylko parę sekund, żeby się rozejrzeć, po czym usłyszała głośne uderzenia, trzaski, jakby ktoś rzucał czymś o ścianę, która uginała się pod naciskiem…

Nie, to nie ściana. Drzwi.

Tamte drzwi.


Wyglądały tak, jakby skrywały wejście do schowka, jednak coś tam było. Co więcej, to coś chciało się wydostać na zewnątrz.

Niewiele już brakowało, drzwi ledwie się trzymały.

Jeszcze ze trzy uderzenia, pomyślała Danger, odchodząc na bok.

Jeszcze dwa.

Jedno.

Trzask.

Drzwi rozleciały się w drzazgi. Ze schowka wyłonił się szary, włochaty kształt,. To coś stanęło w korytarzu i zawyło triumfalnie.

Wilk.

Nie, wilkołak.

Remus. To musi być on.


Wilkołak zauważył Danger i warknął.

Danger pomyślała, że powinna się bać, ale nie miała na to czasu. Skoncentrowała się na tym, co musiała zrobić…

Wilkołak skoczył w jej kierunku, gotowy gryźć. Kucnęła. Siła odbicia sprawiła, że wilkołak przeskoczył nad jej głową. Danger dotknęła jednej z jego łap. Coś w rodzaju prądu przepłynęło między nimi i…

Usiadła wyprostowana na łóżku.

Szybko włączyła światło i rzuciła okiem na zegarek. 9:49.

Muszę jechać. Teraz.

Jeszcze nigdy wcześniej nie ubrała się tak szybko. Złapała Neenie i pobiegła na dół, otwierając drzwi do samochodu, zanim rozsądek zdążył się odezwać. Co ja wyprawiam? Wilkołaki nienawidzą ludzi, zabijają ich! Nie ma mowy, żebym to zrobiła!

Dwa dni temu nie wiedziałam, że wilkołaki istnieją naprawdę,
powiedziała do swoich pełnych wątpliwości myśli. Więc cicho bądź.

Danger nie miała pojęcia, gdzie mieszkał Remus, poza tym że gdzieś niedaleko. Jednak tak jak we śnie, dokładnie wiedziała, jak ma jechać. Polecenia „tutaj skręć w prawo” albo „ostry zakręt w lewo za sto metrów” pojawiały się w jej myślach dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebowała. To było dziwne uczucie.

Ciekawe, czy to dzięki mojej magii mogę odnaleźć drogę do każdego miejsca? Pewnie to nie jest jakaś potężna magia, ale może tak to wygląda, kiedy odkrywa się ją tak późno…

Zaparkowała samochód przed domem, który widziała we śnie, w chwili gdy zegar pokazał 10:13. Wbiegła na schodki przed wejściem, zastanawiając się, czy drzwi są otwarte. Były. Zamknęła je za sobą na klucz, po czym rozejrzała się dookoła.

Domek był niewielki, trochę zapuszczony, ale zamieszkany. Ruch na kominku przykuł jej wzrok – czarnowłose raczkujące dziecko uśmiechnęło się do niej. Miało znajomą twarz.

Harry. No i oczywiście czarodziejskie zdjęcie. To musi być ten dom.

W tej samej chwili usłyszała dźwięki dochodzące ze schowka.

Zauważyła, że teraz, na jawie, się boi. Bez mała zamarła ze strachu. Uciekłaby, gdyby nie jedna rzecz.

Jeżeli nic nie zrobię, on wyjdzie z domu i napadnie na kogoś, może nawet zabije. A rano, kiedy zorientuje się, co zrobił, to pytanie tylko czy zdąży popełnić samobójstwo, zanim go dopadną. Nie będzie w stanie żyć z tą świadomością.

A ja nie będę mogła żyć bez niego.

Jeśli kiedyś będę miała czas
, zdecydowała Danger, muszę się upewnić, że nie zamieniam się w jakąś głupawo uśmiechającą się i mdlejącą panienkę.

Drzwi rozleciały się w drzazgi.

Wygląda na to, że jednak nie. Panienka już by dawno zemdlała…

Wilkołak ruszył w jej stronę, warcząc; zobaczyła, jak zbiera się do skoku. Przykucnęła. Szare ciało przeskoczyło nad jej głową. Ręka Danger wystrzeliła w górę i dotknęła wilkołaka, obejmując jedną z przednich łap – poczuła miękkie futro i tępe pazury…

Szok był dużo większy na jawie niż we śnie. Zdążyła tylko się zorientować, że przewraca się na ziemię; wilk padł obok niej. Jej ręka nadal obejmowała jego łapę…

*************************************************************

Remus nagle odzyskał zmysły. Gdzie ja jestem?

Ostatnie, co pamiętał, to rozpacz. Zamknął drzwi do schowka dwie minuty przed wschodem księżyca i nagle zorientował się, że było na nich dużo więcej rys i pęknięć, niż powinno. Drzwi ledwie się trzymały. Najprawdopodobniej nie przetrzymają jego ataków tej nocy. Teraz było jednak za późno, żeby mógł cokolwiek zrobić.

Pewnie jestem gdzieś na wsi, prawdopodobnie poplamiony krwią, krwią jakieś niewinnej ofiary. Lub, jeśli miałem szczęście, nadal w schowku. Ale mam na sobie…

Szaty wyjściowe?


– Wszystko w porządku? – spytał znajomy głos, który dochodził z drugiego końca małego pokoju. Siedział tam Syriusz Black, ubrany w purpurowe szaty opierał się o kamienną ścianę. – Wyglądasz tak, jakby właśnie zdechł ci pies.

– Co się dzieje?

– On chce wiedzieć, co się dzieje – Syriusz wzniósł oczy do góry. – Jak mogłeś zapomnieć o własnym ślubie?

Co?

– Chodź już, czekają na nas! – Syriusz złapał Remusa za nadgarstek i popchnął go w kierunku drzwi. – Zaczynasz mieć wątpliwości? To wspaniała dziewczyna, sam bym ci ją sprzątnął sprzed nosa, gdybym nie miał własnej…

– Nie, nie – powiedział Remus, zdając sobie sprawę, co się dzieje. To sen. Tak. Tylko sen. – Nie, tylko się zamyśliłem. Jestem gotowy.

– Dobrze. Idziemy.

Wyszli do – Wielkiej Sali?

Tak, to była Wielka Sala w Hogwarcie, ale Remus nigdy jej takiej nie widział. Zamiast stołów stały w niej w dwóch rzędach ławki, wypełnione gośćmi. Sala udekorowana była kwiatami i wstęgami. Remus i Syriusz stanęli na podium obok łysego czarodzieja w szatach Ministerstwa Magii. Syriusz bez mała popchnął Remusa w kierunku tego mężczyzny.

– Tak jak na próbach, Lunatyk – szepnął.

Chciałbym je pamiętać, Łapo! zadrwił w duchu Remus, ale nie odezwał się ani słowem.

Muzyka przeszła w marsz. Przez halę przesunęły powoli wszystkie druhny, za nimi świadkowie. Zebrani wstali powitać pannę młodą.

Jej twarz zakryta była welonem, więc Remus nie mógł zobaczyć jej twarzy, ale spostrzegł od razu, kto ją do niego prowadził – nikt inny, tylko Albus Dumbledore. Remus rzucił okiem na gości. Ta druhna o brązowych włosach wygląda znajomo… nie znam tych rudowłosych… a ten świadek wygląda jak James, tylko że to przecież niemożliwe. A tam, obok Syriusza, stoi Aleta…

Panna młoda weszła na podest i odwróciła się ku niemu. Dumbledore uniósł welon. Remus spojrzał w parę błyszczących brązowych oczu wypełnionych radością. Uśmiechnął się w odpowiedzi, kiedy ją rozpoznał.

„Byłam tak szczęśliwa, że cię widzę, że zapomniałam, że przecież nic o tobie nie wiem”, usłyszał głos Danger w swojej głowie. „I nagle wiedziałam o tobie wszystko. Dokładnie wszystko.”

Kiedy podali sobie ręce, Remus zrozumiał, co miała wtedy na myśli.

Życie Gertrudy Kelly Granger odegrało się przed jego oczyma w przyspieszonym tempie. Te kilka sekund wystarczyło, aby poczuł, jakby znał ją od lat.

Zawsze uwielbiała książki i była lekko roztrzepaną, cichą dziewczynką, która kochała swoją rodzinę i dom. Prawie wcale nie wychodziła ze znajomymi, nigdy nie miała nawet chłopaka ani nie była na randce. Dobrze radziła sobie z dziećmi. Zakochała się w swojej siostrze w chwili, gdy po raz pierwszy zobaczyła jej drobną twarzyczkę. Pracowała na pół etatu, a jej życie było usłane różami – wszystko przychodziło jej bardzo łatwo.

Potem zginęli jej rodzice.

Gdyby nie Neenie, jej świat skończyłby się tego dnia, tak jak jego życie o mało nie skończyło się w zeszłoroczne Halloween. Jej rodzice byli dla niej całym światem, tak jak dla niego przyjaciele. Również ona, tak jak on, zastanawiała się nad samobójstwem. Ale Neenie jej potrzebowała, dla niej zmusiła się do walki.

Teraz potrzebują mnie. Harry, Danger i Neenie. Nie mogę ich zawieść.

– ... do końca swoich dni? – skończył czarodziej w oficjalnych szatach. Z bliska jego włosy wydawały się czerwone.

Remus zorientował się, że te słowa skierowane były do niego.

– Mm… tak.

Najwyraźniej to była prawidłowa odpowiedź, ponieważ mężczyzna odwrócił się do Danger i powtórzył pytanie.

– Tak. – Jej odpowiedź odbiła się echem po Wielkiej Sali.

– Mocą udzieloną mi przez Ministra Magii, ogłaszam was mężem i żoną. Możesz teraz pocałować pannę młodą.

Remus zrobił to, co mu polecono.

Przypomniał sobie, co powiedziała mu Danger.

„Nie zrozum mnie źle, ale jeśli w rzeczywistości całujesz tak jak we śnie… A niech mnie.”

Nawzajem, moja piękna. Nawzajem.

Zdecydowanie się zakochałem.


Po chwili kołysali się w rytm spokojniej muzyki. To chyba jest Bach, pomyślał Remus.

Danger uśmiechnęła się szelmowsko.

– Rozwiązałam następny fragment wiersza.

– Naprawdę?

– Tak mi się wydaje. Posłuchaj:

Wilk w noc, która jasno świeci
W groźbie strachu już nie wznieci
Dama serca to dzielnego,
przez jej dotyk - zmysły jego


– Wilkiem jesteś ty, oczywiście. „noc, która jasno świeci” oznacza takie noce, kiedy jest jasno, czyli pełnie księżyca. Pierwsza linijka dotyczy ciebie. – Oparła głowę na jego ramieniu. – Mój ty przystojny wilku.

– Czy groźba w drugiej linijce oznacza ciebie? – spytał Remus.

– Wydaje mi się, że tak. – odpowiedziała Danger, nie podnosząc głowy. – Trzecia linijka też. Imię „Gertruda” znaczy tyle, co „wojowniczka”, czyli linijka „Dama serca to dzielnego” będzie się odnosić do mnie. – Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. – Te trzy wersy sprowadzają się do tego, że nie boję się ciebie, kiedy się zmieniasz.

– Nie boisz się?

– No… za pierwszym razem się bałam. Ale nigdy więcej.

– Dlaczego nie?

– Kiedy się przemieniasz, tracisz swój ludzki umysł, prawda?

– Tak.

Uśmiechnęła się, a Remus po raz kolejny zauważył, jaka jest piękna.

– Dzisiaj odkryłam, że moja magia to odwraca. Jestem Poskramiaczką wilkołaków. Kiedy cię dotykam po transformacji, odzyskujesz zmysły. Odzyskujesz kontrolę.

Odzyskuję kontrolę… Na Merlina, czyżby to oznaczało…

Nigdy już nie będę się musiał bać. Nikt nie będzie się bał mnie. Nie będę się gryzł ani drapał podczas pełni, więc nie będę musiał zostawać w domu dzień później. Mogę mieć normalne życie.

Jeśli to tylko prawda.

Boże, spraw żeby to była prawda!

Problem polega na tym, że tylko Danger potrafi to zrobić. Musiałbym cały czas być blisko niej.


Patrząc na kobietę w swoich ramionach zaczął żałować, że ten ślub nie odbył się na jawie.

Nie wydaje mi się, żeby to był jakiś wielki problem…

– Nie możesz już powiedzieć, że mnie nie znasz – uśmiechnęła się do niego Danger, gdy muzyka przycichła. – Wiemy teraz o sobie wszystko. Tak więc nie mam oporów, żeby to powiedzieć. Kocham cię, Remusie Lupinie, wilku mojego serca.

Remus poczuł, jak drży mu głos, kiedy zaczął mówić.

– Kocham cię, Gertrudo Granger, Danger, groźbo mojego życia.

Danger uniosła brwi.

– To brzmi okropnie.

Remus roześmiał się.

– Prawda…

Syriusz i Aletha tańczyli nieopodal. Dumbledore zaprosił Minerwę McGonagall na parkiet. Druhny i drużbowie dobrali się w pary, rudzielec w każdej z par…

– Ten czerwony w wierszu – zaczął powoli Remus. – Czerwony, którzy tak naprawdę jest pomarańczowy. Czy może to być kolor włosów?

– Wydaje mi się, że tak – odparła Danger, podążając za jego wzrokiem. – Ale o to będziemy się martwili jutro.

Kiedy tak tańczyli, zagubieni w muzyce, Remus nie mógł powstrzymać się od pragnienia, żeby jutro nigdy nie nadeszło.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here


Ostatnio zmieniony przez magda2em dnia Sob Lis 25, 2006 10:25 am, w całości zmieniany 1 raz

Post Nd Lis 05, 2006 12:43 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Miłej lektury kolejnego rozdziału życzę Smile

Wersja poprawiona

*************************************************************

Rozdział 5: Planowanie

Remus Lupin budził się powoli. Zastanawiał się, czemu czuł się dziwacznie, dotyk czyjej ręki czuł i, generalnie, co się działo. Widok księżyca, którego blask wpadał przez okno, nie pomagał w zrozumieniu tej sytuacji ani trochę.

Dzisiaj jest pełnia. Nadal powinienem być wilkiem.

Spojrzał na swoje ciało.

Och. Nadal jestem wilkiem.

Ale myślę. Mam ludzki umysł. Już nigdy nikogo nie zaatakuję.

Chyba mogę sobie z tym poradzić.

Zdecydowanie lepsze wyjście.


Danger spała obok niego, ściskając w ręku jedną z jego łap.

Powiedziała, że plotkarki z sąsiedztwa wsadzą nas do łóżka w przeciągu dwóch dni. Ale chyba nie dokładnie o to jej chodziło?

Ciekawe czy jeden dotyk działa przez całą noc, czy zachowuję ludzki umysł tylko przy stałym kontakcie fizycznym?

Ostrożnie oswobodził swoją łapę. Jeżeli stracę kontrolę i znów obudzi się we mnie wilk, upadnę na nią. Pewnie ją obudzę, ale lepsze to, niż gdybym miał ją zabić.

Nic się nie stało. Remus wydał z siebie westchnienie ulgi. Miała rację. Rzeczywiście jest poskramiaczką wilkołaków.

Ciekawe, co naukowcy o niej powiedzą.

Oczywiście jeżeli kiedykolwiek się o tym dowiedzą.


Remus poczuł mieszankę zapachów: kurzu, jedzenia, myszy, ludzi. Rozpoznał specyficzne zapachy Danger, Harry’ego i Neenie, i swój własny sprzed transformacji. Jego zmysł węchu był o wiele bardziej czuły niż u większości ludzi. Kiedy zmieniał się w wilka, jego węch wyostrzał się jeszcze bardziej. Remus mógł nawet powiedzieć, kiedy Danger trzymała każde z dzieci.

Trzymała Neenie zaledwie dwie godziny temu? To nie ma sensu. Chyba, że…

Przeszedł do salonu i otworzył okno pomagając sobie łapą i nosem. Wilkołak nie jest na tyle inteligentny, by to zrobić, dlatego Remus nie zabezpieczał okien na czas pełni. Teraz wyszedł z domu i pobiegł w kierunku samochodu zaparkowanego na ulicy.

No tak, Neenie śpi na tylnym siedzeniu. Nie potrwa to długo, bo zdaje się, że ma mokro. Zmarszczył nos. Był dość przenikliwy zapach.

Danger powinna ją wnieść do środka. Spanie w samochodzie przez całą noc nie jest zbyt bezpieczne.

Ale było bezpieczniejsze, niż jeszcze dwie godziny temu w moim domu.


Wykorzystując swoją nowo odkrytą wolność, wskoczył lekko przez okno i zaczął trącać Danger nosem, dopóki się nie obudziła.

– Co? Co się dzieje? – spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem, po czym rozejrzała się dookoła. – Jak się czujesz?

Remus uśmiechnął się tak, jak to robią wilki: otworzył pysk i dyszał. Dobrze. Świetnie. Lepiej niż wspaniale. Nie jestem w stanie wyrazić, jak wiele to dla mnie znaczy.

– To nie próbuj. Dlaczego mnie obudziłeś?

Jesteś strasznie marudna w nocy.

– A ty jesteś zabójczo radosny.

Zaraz, zaraz. Nie powiedziałem tego na głos, nie potrafię tego robić jako wilk. Jakim cudem mnie słyszysz?

– Masz rację... – przerwała Danger. – Ciekawe…

Słyszysz mnie?

Remus usłyszał jej głos w swojej głowie. O mało co nie podskoczył z wrażenia.

Tak. Głośno i wyraźnie.

A to ciekawe. Musiało nam to zostać z tego wspólnego snu.

Przynajmniej nie muszę uciekać się do dziwacznych sposobów, żeby ci coś przekazać.

Co takiego?

Neenie ma mokro.

O mój Boże, Neenie! Zostawiłam ją w samochodzie!

To nie był zbyt dobry pomysł, przynieść ją gdy tu przyjechałaś,
powiedział Remus. Ale teraz czemu nie?

Danger była już w połowie drogi do drzwi.

Gdy już zmieniła Neenie pieluszkę (Dziewczynka nawet się przy tym nie obudziła), Danger położyła ją na kocu rozłożonym na podłodze w salonie. Remus zwinął się w kłębek obok niej, a Danger ułożyła się na kanapie.

Czy śniłeś ten sam sen co ja? spytała Danger.

Ślub?

Tak… Ten sam sen, który miałam dwa dni temu, jeszcze zanim cię poznałam. Tylko tym razem to zadziałało w obie strony. Ja dowiedziałam się wszystkiego o tobie, a ty o mnie.

Niesamowite… Czułem się tak, jakbym znał cię od lat.

Tak jak i ja.
Danger przewróciła się na brzuch i spojrzała na wilkołaka leżącego u jej stóp. Podtrzymuję to, co powiedziałam, gdy tańczyliśmy.

Remus spotkał jej spojrzenie. Ja też.

Zapadła cisza, ale nie była ona niezręczna. Po prostu rozmyślali nad pewną ważną rzeczą.

To właśnie jest to. Ale potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do tego niesamowitego uczucia zwanego miłością, pomyślał Remus. I do tych wspaniałych ludzi, którzy mnie kochają. Danger zapewne też tego potrzebuje. Spojrzał czule na Neenie, która spała i, jakżeby mogło być inaczej, ssała kciuk.

Napisałeś już do Alety? spytała Danger po krótkiej chwili.

Dzisiaj rano. Powinna odpisać do jutra, a właściwie do dzisiaj.

Wspaniale. Harry cały czas pytał o ciebie i o Łapę. Rozpieściłeś go, nie jest już zadowolony, gdy zostaje tylko ze mną i z Neenie,
zażartowała Danger.

Nie wydaje mi się, że można by go było rozpieścić, cokolwiek by się nie zrobiło.

Dursleyowie robią, co mogą,
westchnęła Danger.

Nie rozmawiajmy o nich, nie dzisiaj. Muszę ci zadać pytanie.

Tak?

Kiedy się pobierzemy na jawie?


Nastąpiło pięć sekund absolutnej ciszy.

Gdyby ktokolwiek mi o tym powiedział rok temu, pomyślałabym, że zwariował, odparła w końcu Danger.

Ja też. Pewnie uwierzyłbym w więcej rzeczy niż ty, ale na pewno nie we wszystko. Unikasz odpowiedzi na pytanie.

Nie naciskaj.
Danger spojrzała na sufit. Powiedz mi, jeżeli się pobierzemy, będziesz spokojny w czasie pełni, bo ja będę z tobą. Mielibyśmy normalny dom (mniej więcej), dwójkę kochających się rodziców i dziecko. Czy mielibyśmy szansę dostać opiekę nad Harrym?

Dobre pytanie.
Remus pogrążył się na chwilę w myślach. Jest jakaś szansa, dodał. Ale nic więcej. Mogą istnieć inne, magiczne powody, dla których Harry jest bezpieczniejszy u swojej rodziny, które obalą każdy argument, jaki przedstawimy.

Bezpieczny przed czym?
rzuciła Danger ostrym tonem. Przed biciem?

Biciem? Oni znęcają się nad nim?

Nie mam namacalnych dowodów, ale tak mi się wydaje. Dzisiaj wzdrygnął się, gdy podniosłam rękę w górę. Żadne normalne dziecko tego nie robi.


Remus warknął. Poczuł jak jego wilczy umysł się budzi. Zabij… Zabij… Wypij krew tych, którzy ranią szczenię…

Danger pogłaskała go po głowie. Pragnienie zabijania ucichło.

Dzięki.

Nie ma o czym mówić.

Nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
powiedział Remus, kierując rozmowę na lżejszy temat.

Uwierz mi, chcę, odparła Danger smutnym tonem. Gdyby chodziło tylko o nas, powiedziałabym: pobierzmy się nawet jutro. Chciałabym, żebyśmy pobrali się jutro. Ale tu nie chodzi tylko o nas. Chodzi o małego chłopca, którego oboje kochamy, i który nie ma zapewnionych wszystkich potrzeb. My – dorośli – możemy robić, co chcemy. On jest bezbronny. Powinniśmy myśleć najpierw o nim, dopiero potem o nas samych.

Jestem za. Lub raczej leżę za. A niech to. Harry jest najważniejszy.
Remus ziewnął szeroko. Myślę, że powinniśmy kontynuować tę rozmowę rano.

Może być.
Danger wierciła się na kanapie, aż w końcu ułożyła się na brzuchu. Jedna jej ręka zwisała, dotykając grzbietu Remusa. To w razie, gdyby wilk się w tobie budził w nocy, wytłumaczyła.

Jestem ci za to wdzięczny.

Dobrze, bo właściwie to potrzebuję wymówki, żeby być blisko ciebie.
Danger zachichotała, zarówno w myślach, jak i na głos.

Naprawdę jestem za to wdzięczny, odpowiedział Remus, wykorzystując łączącą ich więź, by przekazać jej uczucie rozbawienia, które go wypełniało. Śpij słodko.

Nawzajem.


*************************************************************

Tratwa płynęła dalej z nurtem rzeki. Remus czuł, że Harry staje się coraz cięższy. Kiedy na niego spojrzał, zauważył, że chłopiec rośnie na jego oczach – wyglądał już na trzylatka, podobnie jak Neenie. Danger była równie zdumiona jak on.

Syriusz wyciągnął ręce do Alethy. Przyjęła je z uśmiechem, a chwilę później, gdy przerwali uścisk, Aletha trzymała w dłoniach perłę, która błyszczała delikatnie w promieniach słońca. Remus nigdy wcześniej nie widział piękniejszego klejnotu.

Danger posadziła Neenie obok siebie na tratwie. Zarówno ona, jak i Harry, rośli dalej. Wyglądali już bardziej na małe dzieci niż maluchy, które dopiero uczą się chodzić. Remus zauważył, że im Harry jest starszy, tym bardziej przypomina ojca.

Ciche wołanie zwróciło ich uwagę. W kierunku ich tratwy płynęła kobieta z małym smokiem na plecach. Gonił ją mężczyzna ze złością wyraźnie malującą się na twarzy. W oczach kobiety zobaczyli błaganie.

Syriusz wyciągnął ręce, wziął od niej smoczątko i posadził je obok Neenie i Harry’ego. Kobieta uśmiechnęła się do nich, po czym odwróciła się i popłynęła w kierunku swojego prześladowcy. W połowie rzeki zanurzyli się pod wodę. I już nie wynurzyli się więcej.

Smoczątko zwinęło się na kolanach Syriusza, drżąc z zimna. Gdy jednak promienie słońca padły na jego skórę, przeciągnęło się i ziewnęło, pokazując im swoje piękne łuski. Dorośli pogłaskali je po grzbiecie, a ono pomrukiwało z radości.

To musi być kolejny sen. To zdecydowanie nie ma sensu. Ale za to jest spokojnie i całkiem przyjemnie…

Danger uśmiechnęła się do niego. Odpowiedział uśmiechem.

Drap tak. Bardzo przyjemne…

Zamknął oczy, grzejąc się w promieniach słońca…

*************************************************************

Remus Lupin obudził się nagle, świadomy kilku faktów.

Po pierwsze, był ranek, i wrócił już do ludzkiej formy. Zazwyczaj rozkoszował się tym uczuciem w samotności. Tego jednak dnia na jego kanapie spała bardzo atrakcyjna (przynajmniej w jego oczach) kobieta. Jej ręka dotykała jego skóry. Nie żeby narzekał – to było dość przyjemne – ale biorąc pod uwagę, że nie miał nic na sobie... Gdyby się teraz obudziła, znaleźliby się w niezręcznej sytuacji.

Co więcej, pozycja w której się znajdował, była zapewne wygodna dla wilka, ale na pewno nie dla człowieka.

Chyba mam skurcz w nodze.

Po trzecie, ktoś właśnie zadzwonił do drzwi.

Rozejrzał się szybko i spostrzegł koc, którym się szybko przykrył w chwili, gdy Danger poruszyła się, kiedy dzwonek zabrzmiał po raz drugi.

– Mmmm? – mruknęła zaspanym głosem.

– Ktoś dzwoni do drzwi – powiedział Remus.

– To idź otwórz.

– Nie mogę. Jestem nieubrany.

Danger otworzyła oczy i spojrzała na niego badawczym wzrokiem.

– Och.

– Otworzysz?

– Nie mieszkam tu.

– Ktokolwiek to jest, nie musi o tym wiedzieć. Powiedz, że jestem w łazience, i że zaraz zejdę. Mogłabyś zamknąć oczy na chwilę?

– Wczoraj mi się oświadczyłeś, a teraz nagle stałeś się nieśmiały?

– Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem.

Dopiero gdy Danger zamknęła oczy, Remus owinął sobie koc dookoła bioder, rzucił jej szybkie „zaraz wracam” i pobiegł na górę. Na schodach usłyszał, jak Danger woła "Chwileczkę!" do osoby stojącej przed drzwiami. Był już w łazience, kiedy usłyszał pisk kobiecego powitania, a raczej chórek na dwa głosy:

Kto to może… Och, to musi być Aleta.

Przyszła osobiście zamiast odesłać sowę? Zdecydowanie zwróciłem jej uwagę.

Nie będę się spieszył – mają całe lata do nadrobienia.


Kiedy był wreszcie gotowy zejść na dół, pisku nie było już słychać. Zamiast tego Aleta zaprzyjaźniała się właśnie z Neenie.

– Witaj Remusie – przywitała go. – Nie sądziłam, że zastanę cię w towarzystwie tej mąciwody.

– Och, i kto to mówi? – rzuciła Danger. – Kto włożył żabę do skrzynki pocztowej pani Walsh?

– A kto przykleił monety pięćdziesięciopensowe do chodnika?

Wyglądało na to, że mogą tak bez końca, więc Remus przerwał im pytaniem:

– Macie ochotę na śniadanie?

– Jeżeli ty gotujesz, to nie – odpowiedziała szczerze Aleta.

– Ja coś zrobię. Co masz w lodówce oprócz lodu? – spytała Danger.

Zdecydowali się na naleśniki. Jedli już drugą rundę, kiedy Aletha zadała nurtujące ją pytanie.

– Więc o co chodzi z Harrym?

Remus i Danger wymienili spojrzenia.

– Ty zaczynasz – rzucił Remus, sięgając po kolejny naleśnik.

Danger wyjaśniła, gdzie i z kim mieszkał Harry, i co złego się działo. Aleta sprawiała wrażenie spokojnej, ale Remus zauważył, że kawałek po kawałku darła na strzępy papierową serwetkę.

Remus przejął pałeczkę, opowiadając o snach Danger, a także o tym, skąd wiedzieli, że są prawdziwe. Kiedy dotarł do momentu, w którym była mowa o Glizdogonie, i o tym, że Syriusz nie zdradził rodziców Harry’ego... Twarz Alethy wyglądała tak, jak musiała wyglądać jego twarz ostatniej nocy, gdy Danger powiedziała mu, że jest poskramiaczką wilkołaków. W jej oczach odmalowało się najpierw zdziwienie, potem radość, wreszcie pełna niedowierzania nadzieja. Sprawiała wrażenie szczęśliwej, jakby właśnie zrealizował jej najskrytsze pragnienie..

Może to zrobiłem. Kochała – nie, kocha – Syriusza. A ja właśnie jej powiedziałem, że jej ukochany nie jest zdrajcą i mordercą, za którego go miała przez ostatnie pół roku.

– Muszę się do czegoś przyznać – dodał Remus. – Dlatego właśnie Peter, James i Syriusz zostali Animagami. Ja jestem… – Trudno było mu to powiedzieć. Danger ścisnęła go za rękę. Nabrał powietrza i… – Jestem wilkołakiem.

– Wilkołakiem? – powtórzyła Aleta, otwierając szeroko oczy ze zdumienia.

– Tu wilk – powiedziała Danger gardłowym głosem – a tu dom jego.

Aleta wpatrywała się w nich przez chwilę, po czym lekko się uśmiechnęła.

– Dlaczego to powiedziałaś?

– Myślałam, że tego byś chciała.

– Nie, nie chcę.

– Jak chcesz, ja się dostosuję – powiedzieli jednocześnie Danger i Remus, po czym cała trójka wybuchła śmiechem.

Dziękuję, powiedział Remus w myślach do Danger. Mogło być dużo gorzej.

Nie wydaje mi się. Ona cię zna i ci ufa. Nie zmieniłeś się tylko dlatego, że dowiedziała się o tobie czegoś nowego.

Zdziwiłabyś się, jak wielu ludzimyśli inaczej.
Remus zaskoczył samego siebie gorzkim brzmieniem swoich myśli.

Zapomnij o tym, szepnęła Danger. Ja cię kocham, Neenie i Harry też, Letha ci ufa. Spójrz na nią. Nie wygląda na przerażoną ani zdenerwowaną. Jest tak samo rozluźniona, jak dziesięć minut temu.

– Co za ulga – powiedziała Aleta, nie zwracając uwagi na ich wymianę myśli. – Zawsze się zastanawiałam, dlaczego znikasz na kilka dni w miesiącu. Teraz już wiem. Poza tym, wilkołaki nie są niebezpieczne poza pełnią, prawda?

– Zgadza się – Remus uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że może coś do tego dodać. – W zasadzie ja nie jestem już niebezpieczny nawet podczas pełni.

– Słucham?

Opowiedzieli jej o niezwykłych zdolnościach Danger. Aleta była pod wrażeniem tego, co usłyszała. Dała Danger swoją różdżkę na próbę. Z końca wystrzeliło więcej iskier, niż gdy używała różdżki Remusa. Poczuł się odrobinę zazdrosny.

To różdżka wybiera czarodzieja, przypomniał sobie. Albo czarownicę.

Mimo to nadal go to irytowało.

– Więc tak. Mamy dwie rzeczy do zrobienia, i to jak najszybciej. Musimy wydostać Syriusza z Azkabanu i Harry’ego z tamtego domu – powiedziała Aleta.

– A co z Glizdogonem? – sprzeciwił się Remus.

– No dobrze, trzy rzeczy. Ale nie mam pomysłu jak to zrobić. Znaczy się – tak, mamy ten wiersz, i wiemy, że Glizdogon jest w pobliżu ludzi o rudych włosach. O ile to jest właściwa interpretacja. Ale na świecie żyją tysiące rudzielców, więc tak naprawdę może być wszędzie. Myślę, że na razie powinniśmy sobie dać z nim spokój.

– W takim razie jak uwolnimy Syriusza bez Glizdogona? – spytał Remus.

– Są dwa sposoby. Legalnie, lub nielegalnie. Legalnie, bez Glizdogona, będzie nam trudno udowodnić, że to nie Syriusz zabił tych wszystkich ludzi.

– Trudne? Raczej niemożliwe – żachnęła się Danger, krojąc naleśnik na kawałki dla Neenie.

– Oj, wiesz, o co mi chodzi – westchnęła Aleta, szturchając żartobliwie przyjaciółkę. – Ale masz rację. To będzie w zasadzie niemożliwe. Czyli zostaje nam sposób nielegalny.

– Wykradzenie go stamtąd – powiedział Remus. –To ma być rzekomo niemożliwe.

– Niemożliwe też było pokonać Sam–Wiesz–Kogo – odparła Aletha. – A Harry Potter nie miał znajomych w ministerstwie z dostępem do tajnych archiwów. Wy macie. Mogę dowiedzieć się o Azkabanie tego, czego na pewno nie wie pierwsza lepsza czarownica. Na przykład, gdzie dokładnie leży i jak tam się można dostać.

– Przecież dementorzy wyczują dodatkową osobę chodzącą po korytarzach, prawda? – zauważył Remus. – Znaczy się, oni nie mają dusz, ale nie są głupi.

– Nie, ale są ślepi, – powiedziała Aleta, zastanawiając się nad czymś. – Mam pomysł, a raczej mały przebłysk. Muszę to przemyśleć na głos.

Wstała z krzesła i zaczęła przemierzać kuchnię w tę i z powrotem.

– Dementorzy nie widzą. Poruszają się dookoła, używając słuchu i wyczuwając ludzkie emocje. Mogą wskazać, gdzie jest jakiś człowiek, jeśli wyczują jego emocje. Gdzie są ludzie. Ludzkie uczucia. Ludzie.

– A co ze zwierzętami? – spytała Danger. – Czy są w stanie wyczuć emocje zwierząt?

– Nie wiem – powiedziała Aleta, budząc się z zamyślenia. – Ja… nie wiem. Pomyślmy. Zwierzęce uczucia. Czy zwierzęta mają uczucia?

– Nie widziałaś nigdy psa, któremu nie dasz na czas kolacji? – spytał Remus. – Zaufaj mi, zwierzęta mają uczucia. Są one inne niż ludzkie, nie tak skomplikowane…

– Więc może dementorzy nie wyczuliby zwierzęcia – przerwała mu Danger. – Przynajmniej nie tak łatwo jak człowieka.

– No to zwierzę mogłoby się tam dostać, ale nadal nie rozumiem…

– Pełnia – rzucił Remus, pstrykając palcami. – Ja to zrobię, podczas pełni. Kiedy jestem wilkiem. Nie wyczują mnie, bo jestem zwierzęciem. Zachowam ludzki umysł, więc będę w stanie ich zmylić, a Syriusz może to zrobić jako Łapa.

– To jest to – Aleta z radością uderzyła pięścią w stół. – To jest to! Tego właśnie szukałam. Wy dwoje wpadliście na to szybciej niż ja. – Uśmiechnęła się do nich szeroko. – Można by powiedzieć, że jesteśmy zgraną drużyną.

– Jakie zamki mają tam w drzwiach? Czy to coś prostego, co Remus otworzy łapami, czy używają kluczy? Takie zamknięcie będzie trudniej otworzyć bez rąk – spytała Danger.

– Dowiem się tego – powiedziała Aleta. – Jutro czeka mnie trochę szperania w papierach.

Napięcie w pokoju było niemal namacalne. Remus był w stanie je wyczuć nawet ograniczonym ludzkim węchem.

– A co z Harrym? – zapytał.

– Och, to proste – Danger machnęła ręką. – Trzeba wpaść, chwycić go i zniknąć. Skoro mamy zamiar uwolnić przestępcę z więzienia, to i tak będziemy musieli go gdzieś ukryć. Równie dobrze możemy ukrywać ich obu.

– Racja – powiedziała Aleta. – Czy myśleliście już o tym gdzie ich ukryjemy i jak? Wszyscy będą ich szukali, jak tylko pojawi się wiadomość o ich zniknięciu.

– Syriusz ma świetny kamuflaż. Nikt poza mną, Jamesem i Peterem nie wiedział, że był Animagiem. Nieco trudniej będzie z Harrym – odparł Remus.

– Ufarbujemy mu włosy… – powiedziała Danger, patrząc w zamyśleniu na brązową czuprynę Remusa. – Chwileczkę. Aleta, spójrz na nas – wskazała na siebie, Neenie i Remusa. – Czy wyglądamy jak rodzina?

– Jasne – kiwnęła głową Aletha. – Gdyby Harry miał brązowe włosy, mógłby uchodzić za brata Neenie.

– To jest myśl. – Remus czuł jak rozpiera go radość. – Młode małżeństwo, ich dzieci – dwujajowe bliźniaki – i pies. Normalna rodzinka.

– Potrzebujecie tylko domu albo mieszkania – dodała Aleta. – Może być trudno znaleźć miejsce, gdzie nie będą mieć nic przeciwko dzieciom i zwierzętom. Koszty wynajmu bywają wysokie.

– Jeżeli wydobędziemy Syriusza z więzienia, pieniądze nie będą problemem. – powiedział Remus. – Jeśli tylko ma się właściwy klucz, goblinom jest wszystko jedno, z czyjej skrytki wyciąga się pieniądze. Co więcej, nikomu nic nie powiedzą.

– Gobliny? – spytała Danger. – O tym chyba jeszcze nie mówiliśmy.

Aletha wzięła na siebie ciężar wyjaśnień odnośnie Banku Gringotta, goblinach i finansach czarodziejów. Danger słuchała uważnie, w tym samym czasie wycierając Neenie ręce. Remus rozsiadł się w fotelu i rozmyślał nad zmianami w jego życiu, które zaszły w ciągu tych ostatnich dwóch dni.

Niech no pomyślę. Mam kontrolę nad tą częścią mojej osoby, której nigdy nie byłem w stanie opanować. Zdobyłem żonę i dwoje kochających dzieci, wchodzących właśnie w bardzo niewygodny wiek dwóch lat, ale poradzimy sobie z tym. Co więcej, odzyskałem dwoje przyjaciół.

Chociaż jedno z nich przeżywa teraz piekło na ziemi.

Skrzywił się. Myśl o tym, że Syriusz siedzi teraz w Azkabanie za morderstwo, którego nie popełnił, była co najmniej bolesna.

Ale przynajmniej wiemy, że jest niewinny, i wyrwiemy go stamtąd.

Trzymaj się, Syriuszu. Nadchodzimy.

Tylko się trzymaj.

_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here


Ostatnio zmieniony przez magda2em dnia Czw Lis 30, 2006 9:39 pm, w całości zmieniany 1 raz

Post Czw Lis 09, 2006 6:41 am 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Lisa

Stary drops


Dołączył: 13 Sty 2006

Posty: 7

Już kiedyś zauważyłam ten temat, jednak dopiero dzisiaj zaczęłam czytać, było to spowodowane głównie tytułem, jakoś mi nie pasował, razem z niebezpieczeństwem? No cóż. Jednak kiedy skończyłam, jedyną myślą jaką tłukła mi się w głowie było: gdzie jest więcej. A to chyba o czymś świadczy:) Więc czekam,
Lisa
_________________
- Potter, obiecuję, że cię nie zgwałcę!
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Z ręką na sercu. - Werble, werble...
- To Malfoy'owie mają serce? - Gryfon wciąż patrzył na niego nieufnie.
- Tak przypuszczam. - I... Wspaniała publiczności, uwaga...
- No... No to ok. - I fanfary! Droga publiczności, byliście wspaniali! Wielkie brawa dla Draco Malfoy'a, Władcy Wszechrzeczy i jednego ziarenka piasku więcej!

Post Czw Lis 09, 2006 5:15 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Ellentari

Wytwórca różdżek


Dołączył: 27 Wrz 2005

Posty: 468
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)

Nie, no umknęło mi tyle rozdziałów?
Szok, jakiś przypadek słowo daję.

Podoba mi się!
Tyle chciałam na początek napisać, o ile w pierwszym komentarzu miałam jeszcze jakieś wątpliwości tak teraz mi się podoba.
Akcja pędzi, niektóre rzeczy są niesamowicie nieprawdopodobne, ale jestem ciekawa strasznie dalszych wydarzeń.
Chciałabym żeby był przeskok w czasie, parę lat do przodu, żeby Harry z Herminą byli starsi, Remus był mężem Danger.
Muszę się przyznać że ten mały Harry podbił moje serduszko, genialny jest!
Mamy przed sobą misje uwolnienia Syriusza, porwania Harrego.
Oh będzie się działo!
Czekam.
Pozdrawiam.
Elli.

Aha jedno mnie zastanawia, Danger i Remus rozmawiali poprzez myśli jak on był przemieniony, ale jak wrócił do ludzkiej postaci nie stracili umiejętności porozumiewania się w ten niecodzienny sposób.
Od czego to wszystko jest zależne?
Kolejna nowo odkryta umiejętność siostry Hermiony?

Post Czw Lis 09, 2006 6:26 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Cass Dagmara

Wila


Dołączył: 17 Paź 2006

Posty: 333
Skąd: Del río fuente

Nie komentowałam, tylko dlatego, że nie miałam czasu. Ale to nie znaczy, że nie czytałam i że nie podobało mi się. Mr. Green

Bardzo fajne, ciekawe opowiadanko, jego akcja rozwija się fajnie, a mnie coraz bardziej podoba się ten ff. Świetnie tłumaczysz, na błędy nie zwracałam uwagi (dlatego nie wiem czy wogóle jakieś były), ponieważ byłam tak zajęta czytaniem. Wink

Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały.
Daga
_________________
Find out, what you're looking for before you jump and drown

Post Czw Lis 09, 2006 7:28 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Huh huh, widzę, że się trochę spóźniłam tym razem z odcinkiem Confused Ale mam za to nadzieję, że czekanie zaostrzyło zdecydowanie wasze apetyty na kolejny rozdział. Voila!

*************************************************************

Rozdział 6: Przygotowania

Ktoś zadzwonił do drzwi przy Privet Drive 4. Petunia Dursley ze zdziwieniem spojrzała w kierunku wejścia.

– Muszę iść, ktoś stoi przed drzwiami. Zadzwonię później, kochana – rzuciła do słuchawki.

Otworzyła drzwi. Jej usta rozszerzyły się w uśmiechu numer dziesięć. Ta dziwka Granger, proszę proszę. Może się dowiem, gdzie była wczoraj w nocy i dlaczego nie wróciła do rana.

– Witaj, Gertrudo, miło cię widzieć, kochanie.

– Dzień dobry, pani Dursley. Zastanawiałyśmy się z Neenie, czy Harry nie mógłby do nas przyjść się pobawić?

– Tak, oczywiście, zaraz go przyprowadzę. – Petunia zamknęła szybko drzwi. Nie chciała, żeby ta wścibska dziewczyna zobaczyła, gdzie trzymają bachora.

Otworzyła drzwi do schowka pod schodami. Jej siostrzeniec spojrzał nią zaskoczony.

– Chodź tutaj, Harry – powiedziała słodkim głosem, w razie gdyby ta dziwka podsłuchiwała. – Czas na zabawę.

Chłopiec mrugnął. Zdziwienie odmalowało się na jego twarzy. Petunia westchnęła cicho. Wątpię, czy rozumie choć słowo z tego co do niego mówię. Najwyraźniej opóźniony w rozwoju. Wyjęła go z łóżeczka, posadziła na dolnym schodku, założyła mu parę za dużych butów po Dudleyu i płaszcz, który podniosła z podłogi schowka.

– Już jesteśmy gotowi – powiedziała ze słodyczą w głosie, kiedy otworzyła ponownie drzwi.

– Dayger! – Harry podskoczył z radości i pobiegł do dziewczyny, która wzięła go na ręce.

– Cześć Zielone Oczko – szepnęła, mierzwiąc mu włosy. – Kiedy mam go przyprowadzić z powrotem?

– Możesz mu dać obiad, czy znowu będziesz pracować do późna?

– Znowu?

– Tak, widziałam jak wychodziłaś z domu wczoraj wieczorem. Co się takiego stało, że wybiegłaś z domu o takiej godzinie?

– Zadzwoniła do mnie przyjaciółka, prosiła żebym jej pomogła w pewnej sprawie.

– Wszystko już jest w porządku, mam nadzieję?

– Tak, już sobie poradziłyśmy. Miło mi, że się pani interesuje. – Danger zaakcentowała szczególnie ostatnie kilka słów. Petunia była pewna, że miało to znaczyć Zajmij się własnym nosem. Zaintrygowało ją to. Ludzie rzadko są tacy nieuprzejmi, chyba że coś ukrywają.

– Nie ma za co, kochana. Co do obiadu…

– Myślę, że sobie poradzimy. W takim razie… o piątej?

– Niech będzie o piątej. Jestem ci bardzo wdzięczna, że się nim opiekujesz.

– Och, naprawdę nie ma za co – powiedziała dziewczyna, chyba z lekkim sarkazmem w głosie. Petunia nie była tego pewna.

Obserwowała ją zza firanki. Dziewczyna zeszła po schodkach na chodnik cały czas mówiąc coś do Harry’ego. Postawiła go na chodniku, i patrzyła jak biegł wzdłuż ścieżki do… Proszę, proszę. A to ciekawe. Dwoje innych ludzi.

Czarnoskóra kobieta przyklęknęła i przytuliła rozpędzonego chłopca. Obok niej stał mężczyzna z brązowymi włosami – nie widziała dobrze z tej odległości, ale wyglądał na tego samego, którego zobaczyła w kuchni tej dziwki dwa dni wcześniej. Trzymał tą małą Granger w ramionach.

Hermiona. „Siostra” Gertrudy, parsknęła Petunia. Jeśli to dziecko jest jej siostrą, to ja jestem ropuchą. A to pewnie jest jej ojciec. W końcu raczył się pojawić…

Brzmiało to dość przekonująco. Gertruda miała już dwadzieścia lat, między nią a jej „siostrą” nie było żadnych innych dzieci… plotki na temat prawdziwych rodziców Hermiony Granger krążyły odkąd się urodziła, jakże wygodnie, gdy cała rodzina przebywała w Szkocji na wakacjach. Gertruda dogoniła Harry’ego i objęła mężczyznę, biorąc Hermionę z jego ramion. Ciemnoskóra kobieta wzięła na ręce Harry’ego i cała piątka poszła w kierunku domu tej Granger.

Petunia pospieszyła do telefonu. Miała dużo więcej do opowiedzenia pani Harrison, niż planowała…

*************************************************************

– Co powiecie na drugie śniadanie? – spytała Danger, oddając Neenie Remusowi, po czym otworzyła drzwi do domu.

– Zamieniłaś się w hobbita, czy co? – zażartowała Aletha.

– W każdym razie na pewno nakarmię Harry’ego. Nie sądzę, żeby coś dzisiaj jadł.

– Nie przesadzaj, już jest po dziesiątej. Dlaczego mieliby nie dać mu niczego do jedzenia?

– Ponieważ – Danger poprowadziła ich do kuchni – rzadko kiedy o nim pamiętają, chyba, że zacznie płakać. – Włączyła światło. – A wtedy karzą go, nie dając mu jeść.

– Jak można karać dwulatka za płacz? – zdumiała się Aletha. – To nie ma sensu.

– Nie doszukuj się sensu w tym, co robią Dursleyowie – powiedziała Danger, buszując po spiżarni. – W rezultacie karmią go najwyżej raz dziennie. Dwa, jeśli mają dobry humor. Myślisz, że dlaczego jest taki wychudzony?

– Boże, masz rację – stwierdziła Aletha, ukrywając badawczy dotyk jako łaskotki. – Można się na nim anatomii uczyć. Założę się, że gdyby zdjął koszulę, można by mu było wszystkie żebra policzyć. Co to za potwory?

– Nienawidzą magii – odparł Remus, siadając naprzeciwko niej z Neenie na kolanach. – Nienawidzą wszystkiego, co uznają za nienormalne. Tak bardzo się boją, żeby nikt nie wsadził ich do tej samej szufladki. Może chcą stłumić w nim magię.

– To na pewno nie zadziała – powiedziała Aletha sadzając Harry’ego na krześle. – Jeżeli dzieci są nieszczęśliwe, częściej używają przypadkowej magii. Czy ci Dursleyowie wiedzą cokolwiek o wychowywaniu dzieci?

– Oceniając po ich synu, powiedziałabym, że nie… – Danger zaczęła smarować sucharki masłem orzechowym. – Letha, przyniesiesz sok? Jest w lodówce, kubeczki ze smoczkami są w drugiej szafce… dzięki.

Aletha wręczyła Harry’emu kubeczek z rysunkiem kolorowej ośmiornicy.

– W takim razie… jaki jest ten kuzyn Harry’ego? – spytał Remus, kołysząc Neenie. – Poza tym, że złośliwy?

– Trafiony zatopiony – powiedziała głośno Danger. Harry uderzał kubeczkiem w krzesło, wrzeszcząc do rytmu. – Duży, gruby, rozpuszczony i złośliwy.

Postawiła posmarowane sucharki przed chłopcem. W tej samej sekundzie zapanowała cisza, gdy Harry sięgnął po jedzenie.

– Je tak jakby głodował – zauważył cicho Remus.

– Wiele razy chciałam nie mieć racji. – Danger usiadła przy stole. – Tak jak i teraz. – Neenie zsunęła się z kolan Remusa i podreptała do swojej siostry.

– A więc ustalone – powiedziała Aletha. – Musimy go zabrać od tych ludzi.

Danger przytaknęła. – Ustalone.

– Ustalone – powiedział Remus. – Ale musimy najpierw wymyślić jakiś plan. Nie możemy go zabrać ot tak i uciec, jakkolwiek by to nie było kuszące.

– Tak jak mówiliśmy wcześniej, musimy mieć gdzie się schować. Gdzieś, gdzie nie przyszło by im do głowy szukać – westchnęła Aletha. – U mnie byłoby idealnie, ale to będzie pierwsze miejsce, po domu Remusa oczywiście, gdzie skierują swoje kroki. W ogóle wiedziałeś, że Harry jest tutaj?

– Nie, dopóki nie spotkałem Danger w parku pewnego dnia. A ty?

Aletha pokręciła głową. – Chyba nikt nie wiedział, Dumbledore trzymał to w tajemnicy.

– I wiesz dlaczego – powiedział Remus, patrząc na Harry’ego, który zjadł już pięć sucharków i właśnie kruszył szósty swoim kubeczkiem. – Bał się, że zrobimy właśnie to, co teraz zamierzamy zrobić.

– Ale gdyby tylko jego ciotka i wuj byli porządni – zaczęła Aletha – nie wtrącalibyśmy się… – straszna myśl przemknęła jej przez głowę. – Czy myślicie, że on o tym wie? "

– Nie sądzę – odpowiedział Remus stanowczo. – Nigdy nie pozwoliłby skrzywdzić Harry’ego. Może wie, że jego wujostwu nie podoba się magia, ale nie sądzę, żeby wiedział o tym, że Harry jest głodzony i zamykany w schowku, i nic z tym nie zrobił.

– W takim razie powinien zwracać nieco większą uwagę – powiedziała Aletha ze złością. – Powinien przynajmniej umieścić kogoś okolicy, kogoś, kto by ich obserwował i czuwał, by nie stała się mu krzywda.

– To może zając trochę czasu – odparła Danger. – Nie kupi się domu z dnia na dzień. Może po prostu jeszcze nie udało im się nikogo tu wysłać.

– Najwyraźniej to wszystko nie wystarcza – Aletha robiła się coraz bardziej zła. – A co gdyby go zaczęli krzywdzić? Albo bić? Nie możemy czekać, musimy coś zrobić teraz.

– Robimy coś – powiedział Remus spokojnym głosem. – Kilka rzeczy. Po pierwsze, planujemy co zrobimy później. Po drugie, zapewniamy Harry’emu przynajmniej częściowo regularne posiłki. Po trzecie, dajemy mu szansę na normalne dzieciństwo, w otoczeniu ludzi, którzy go kochają. Poza tym, osoba, która powinna decydować o Harrym jest nieobecna.

– Kto to taki? – spytała Danger.

– Syriusz. Syriusz był, jest, ojcem chrzestnym Harry’ego, jego opiekunem, którego wyznaczyli James i Lily. Chcieli, żebyś była jego matką chrzestną, Letha, ale nie można było się z tobą skontaktować, bo byłaś na jakiejś tajnej misji. Tak więc, kiedy uwolnimy Syriusza i zabierzemy Harry’ego, wypełnimy wolę Jamesa i Lily co do ich syna.

Aletha kiwnęła głową, jej złość powoli rozpraszała się.

– Zawsze byłeś taki podstępny?

– Tylko jeśli muszę – uśmiechnął się w odpowiedzi Remus.

Coś poruszyło się w myślach Alethy... Muszę się stąd wyrwać… to miasto doprowadza mnie do szału…

W jej głowie uformował się plan, i to tak nagle, że jej okrzyk „Mam!” przestraszył oboje dzieci.

– Co takiego? – spytali Remus i Danger jednocześnie.

– Mieszkam w mugolskiej części Londynu, w bliźniaku. Właściciel drugiej części próbuje ją sprzedać. Twierdzi, że Londyn doprowadza go do szału. To jest taka stara, nieco rozsypująca się kamienica, więc tak naprawdę nikt nie chce jej kupić. Gdybyśmy się zrzucili, moglibyśmy sobie na nią pozwolić. Mielibyśmy cały dom dla siebie, nikt by nas nie niepokoił.

– Gdybym sprzedała ten dom… – zamyśliła się Danger. – To jest dość atrakcyjna dzielnica. Mogłabym dostać dobrą cenę. Poza tym już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad przeprowadzką.

– Wchodzę w to – rzucił Remus. – Mój dom nie jest w najlepszym stanie, ale niektórzy ludzie lubią remonty. Myślę, że mając pieniądze ze sprzedaży obu domów powinno się nam udać.

– No i mamy już gdzie się pójść – powiedziała Aletha z uśmiechem. – Wydam moje oszczędności na zakup drugiej połowy bliźniaka – uznajmy to za inwestycję – i wynajmę ją małżeństwu z dwójką dzieci i psem. Danger, kiedy moglibyśmy się przeprowadzić?

– Jak tylko sprzedam dom – odpowiedziała Danger. Po raz pierwszy od ich spotkania Aletha zauważyła w oczach przyjaciółki figlarne spojrzenie. Chwilę później jednak posmutniała.

– A co z Harrym? Jeśli się wyprowadzę, jest skazany na Dursleyów przez cały czas.

Rzeczony chłopiec upuścił swój kubeczek na podłogę. Aletha podniosła go i podała Harry’emu.

– Tylko na tydzień lub dwa – pocieszył ją Remus. – Dopóki ludzie nie przyzwyczają się do naszego widoku. Wtedy po niego wrócimy.

– Po co tyle czekać? – spytała Danger, gdy Harry rzucił kubek na ziemię po raz drugi. – Nie oddawaj mu go, może tak godzinami – doradziła Alethcie.

– Wtedy będziemy mieć alibi – powiedział Remus. – Kiedy ludzie z ministerstwa będą szukać Harry’ego, nie spojrzą nawet na chłopca który mieszka w domu numer 29, skoro przebywa tam od dwóch tygodni. Przecież dwa tygodnie temu Harry Potter mieszkał jeszcze u swojej ciotki i wuja.

– Ale przecież nie będzie go z nami, kiedy się wprowadzimy – sprzeciwiła się Danger.

– Nie muszą o tym wiedzieć – zaznaczył Remus. – Jeśli powiesz, że masz dwójkę dzieci, nikt nie będzie w to wątpił. Spędzaj większość czasu w domu, pokaż im Neenie kilka razy, a wtedy uwierzą. Możesz być wykorzystywaną matką, która przyjechała do nowego domu wraz z dziećmi, żeby go przygotować. Ja będę tym leniwym ojcem, który przyjedzie później z psem.

Aletha westchnęła radośnie.

– A potem ja zaadoptuję psa. Albo pies zaadoptuje mnie.

– Albo pies cię poślubi – mrugnęła do niej Danger.

Aletha roześmiała się.

– O tym raczej nie mówmy sąsiadom!

*************************************************************

Danger dotknęła obrączki na swoim palcu. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Jestem mężatką. Na dodatek wyszłam za mężczyznę, którego spotkałam zaledwie dwa tygodnie temu.

Ale znam go tak dobrze, jak siebie samą. Jestem pewna jego miłości.

A poza tym, jest taki słodki.


Wypełnili wszystkie niezbędne formularze i przedstawili dokumenty (niektóre z nich musiały być podrobione w pośpiechu, ale za pomocą magii – żaden problem). Wczoraj poszli do urzędu, z Alethą jako świadkiem, i teraz „John i Kelly White” byli już oficjalnie małżeństwem. To nie było ich wymarzone wesele, ale na razie musi wystarczyć.

Mamy nasze miejsce. Właściciel bliźniaka był bardzo szczęśliwy, że znalazł kupca na ten dom. Aletha zapłaciła za niego ze swoich oszczędności – Remus i Danger mieli oddać jej pieniądze kiedy tylko sprzedadzą swoje domy.

– Nie musicie się spieszyć – powiedziała im przez telefon. – Był tak zadowolony, że wreszcie się go pozbędzie, że sprzedał mi go za grosze. Wyprowadza się dwudziestego szóstego marca, więc możecie się tu przenieść nawet następnego dnia.

Danger nie miała problemu ze sprzedaniem swojego domu. Rodzina Polkissów, z jednym synem i drugim dzieckiem w drodze, kupili go drugiego dnia po wystawieniu. Danger miała wyprowadzić się do końca tygodnia.

Może ten chłopiec zaprzyjaźni się z Dudleyem – pomyślała Danger. – Taką mam nadzieję. Dursleyowie potrzebują takiego potworka w swoim domu. Piersowi Polkissowi udało się zerwać jedną z zasłonek w salonie, mimo że byli tam zaledwie pięć minut. Jego matka przeprosiła ją tak, jakby uważała, że to wina Danger, że nie przymocowała ich lepiej.

No cóż, za dwa tygodnie to już nie będzie mój problem.

Remus nie miał tyle szczęścia. Parę osób przyszło obejrzeć dom, ale nikt nie złożył jeszcze żadnej oferty.

Jeśli go nie sprzedam, po prostu zostawię otwarte drzwi, ktokolwiek wejdzie pierwszy, może sobie go wziąć. Danger usłyszała jego głos w swoich myślach, co ją zaskoczyło. Za głośno myślisz, skarbie.

Szpiegujesz
odpowiedziała.

Nie.

Tak.

Nadajesz, kochanie. Jak mogłem cię nie usłyszeć?

Ups. Przepraszam.

Nie ma sprawy.
Jego głos pieścił ją, jakby była w jego ramionach. Jestem wzruszony, że uważasz mnie za słodkiego.

A niech to, Remusie, jak długo podsłuchiwałeś?

Wystarczająco długo. Jadę do ciebie, niedługo będę.

Czy to obietnica czy groźba?


Roześmiał się. Żadne. Oba. Widzimy się za parę minut.

Danger wróciła do swoich rozważań, tym razem starając się myśleć cicho.

Tak. Dzisiaj jest wtorek, trzydziesty marca. Pierwszego kwietnia ja i Neenie jedziemy do Londynu z wszystkim co posiadamy – meblami, i nawet samochodem – w jednej walizce. Czyż magia nie jest wspaniała?

Będziemy podróżować też magicznym sposobem, więc nikt nie będzie wiedział gdzie pojechaliśmy. Równie dobrze moglibyśmy jechać do Ameryki, albo do osiedla obok.

Remus i Harry pojadą Błędnym Rycerzem, więc nasi nowi sąsiedzi zobaczą całą rodzinę, z dwójką dzieci. Potem ja i Remus wrócimy do jego domu przy pomocy proszku Fiu, oddamy Harry’ego i pożegnamy się z Dursleyami. To im pomiesza szyki, nie będą wiedzieli kiedy dokładnie się wyprowadziliśmy.

Przynajmniej Harry nie będzie sam cały czas.
Dursleyowie nie byli zbytnio zawiedzeni, kiedy Danger powiedziała im, że się wyprowadza. Jakaś starsza pani, która mieszkała niedaleko, zaoferowała, że może z nim zostać, i chciała za to mniej pieniędzy niż Danger. Och, na litość boską, jak się nazywała? Nie mogę sobie przypomnieć… Coś owocowego… Śliwka? Nie… ach, Figg. Mani Figg. Muszę powiedzieć to Remusowi.

Pomyślmy. Po tym, jak tam przyjedziemy, będziemy czekać na właściwy moment, przez jakieś dwa tygodnie. A potem uderzymy.

Świat czarodziejów będzie szalał czternastego kwietnia. Dwa zaginięcia tej samej nocy.

Tak naprawdę Harry zniknie noc wcześniej. Ale o ile znam Dursleyów, nie pisną nawet słowa czarodziejom do następnego dnia, pewnie będą z tym czekać jeszcze dłużej. A niech to. Oni pewnie nawet zauważą, że go nie ma dopiero następnego dnia!

Jakby tego było mało, włamanie.
To była robota Alethy, którą miała wykonać w Muzeum Magicznych Osobliwości w Londynie. Jedną z tych osobliwości stanowiła „Różdżka Syriusza Blacka, którą zamordował…

Mogę to sobie wyobrazić. Chaos. Wszyscy chcą wiedzieć, czy te przestępstwa są ze sobą połączone. Jak do nich doszło. W zamieszaniu Remus Lupin cicho znika, a John White wraca do domu do swojej żony Kelly i ich dzieci, Jamesa i Jane, przywożąc im ich wiernego psa, Łapę…

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Jej myśli o przyszłych radościach zostały zapomniane, gdy Danger witała swojego męża.

Kiedy opowiedziała mu o nowej opiekunce Harry’ego, zaczął się histerycznie śmiać. Zajęło mu jakieś pięć minut, żeby się uspokoić i wyjaśnić, że znał Arabellę Figg. Była charłakiem – to znaczy urodziła się w rodzinie czarodziejów, ale sama nie była magiczna. Najprawdopodobniej była tym obserwatorem, którego wysłał Dumbledore.

– Trochę się spóźniła – powiedział Remus radośnie, siadając na kanapie obok Danger i obejmując ją ramieniem. – Neenie w łóżku?

– Śpi smacznie. Pytała o ciebie, zanim usnęła. Zostaniesz na noc? Będzie zadowolona jeśli cię zobaczy rano.

– A ty nie? – zażartował. – Wyszłaś za mnie tylko dla mojej pięknej twarzy?

– Nie, oczywiście że nie. Wyszłam za ciebie, bo cię kocham. Twoje myśli – pocałowała go w czoło – twoje serce – pocałowała jego piersi – i twoje ciało…

Minęło dużo czasu zanim nowożeńcy poszli spać.
_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here

Post Wt Lis 14, 2006 6:37 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
NeenAsh

Asystent Weasleyów


Dołączył: 10 Sie 2006

Posty: 181
Skąd: z Nibylandii...

Pierwsza?? Naprawdę?! No nie mogę przegapić takiej okazji Very Happy
Jak zwykle tłumaczenie świetne. Bardzo mi się podoba całość i nie mogę się doczekać kolejnej części. Czytając to opowiadanie coraz bardziej żal mi Harry'ego i warunków w jakich musiał dorastać Sad Cieszę się więc, że autorka postanowiła to zmienić choćby w swoim opowiadaniu Smile

Pisałam już o tym, że już nie mogę doczekać się kolejnej części? Tak? Ale nie szkodzi powtórzyć Wink

Pozdrawiam,
NeenAsh :*
_________________

Osgood(..)nie możemy się pobrać.
Czemu nie?
Po pierwsze,nie jestem naturalną blondynką.
Nieważne.
(..)
Mam straszną przeszłość. Przez 3 lata żyłam z saksofonistą.
Wybaczam ci.
Nigdy nie będę mogła mieć dzieci.
Możemy zaadoptować kilkoro.
Ale ty nic nie rozumiesz. Jestem mężczyzną.
Cóż..nikt nie jest doskonały.

Pół żartem,pół serio

Post Wt Lis 14, 2006 10:01 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Ellentari

Wytwórca różdżek


Dołączył: 27 Wrz 2005

Posty: 468
Skąd: SS&HG oraz Bielsko- Biała :)

Ah, kolejna część, wciągam się pomału.
Pomimo tego że bardzo mi się podoba, czuje jakiś niedosyt, na początku akcja leciała do
przodu wartko jak ten górki potok, ale nagle jakby przystopowała.
Ja już bym wolała żeby Syriusz został odbity, Harry porwany i żeby jakiś spisek knuli.
Choć nie wiem do końca do czego ta historia zmierza, na czym się tozakończy i o co tak naprawdę w tym chodzi.
Interesująca była by akcja jakby Harry już był duży i Hermiona też, i jestem ciekawa jakie było by to ich alternatywne wychowywanie się.
No nic, czekam na kolejna część.
Pozdrawiam.
Elli.

Post Czw Lis 16, 2006 4:17 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Rose Mary

Członek Gwardii Dumbledore'a


Dołączył: 28 Cze 2006

Posty: 222
Skąd: LEGNICA Wiecie tam dają takie fajne kaftaniki...Nie wiem tylko czemu są wiązane od tyłu...

Wspaniałe po prostu.
Ta historia mnie urzekła.
ALternatywa najlepsza jaką czytałam.
Ach.... Teraz tylko czekać na nowiutki odcineczek( i iść odrobić lekcje...)
Ciekawe jak to wszystko będzie wyglądać po wypuszczeniu Łapy ( nie wolno więzić zwierzątek) i Harry`ego(nie lubę Dursley`ów). Fajnie by było gdyby było opisane włamanie się do muzeum...Cóż nie znam Angielskiego.
Tłumaczko ... proszę przetłumacz kolejny odcinezek w miarę szybko

Edit Wink

Czy ja wspomianałam , że to jest wspaniałe???
Czy ja ...( a zresztą idę odrabiać lekcje bo znowu nic nie będe umiała)
_________________
Gdzie diabeł nie może tam...Snape pośle...

http://www.chomikuj.pl/f_ola

I lOvE sEv

Ślizgonka, Snaperka i Piromanka w jednym....

Post Nd Lis 19, 2006 2:45 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Wyślij pocztę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
Elizabeth

Gracz Quidditcha


Dołączył: 02 Lis 2006

Posty: 90
Skąd: Smocze wzgórze

Piękne... Cudowne... Urzekające... Świetne!

cytat:

Napisane przez Rose Mary:
Ta historia mnie urzekła.
ALternatywa najlepsza jaką czytałam.


Trudno się nie zgodzić. Popieram całym sercem. Czekam na następną część. Bardzo niecierpliwie.
_________________
A jeśli przyjdzie już umierać,
nie rzucę miecza, nie będę błagać.
Zginę z honorem, w obronie tego,
co za życia tak kochałam...
by Grabarz

Post Nd Lis 19, 2006 5:46 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Wyślij pocztę  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
magda2em

Gracz Quidditcha


Dołączył: 03 Wrz 2006

Posty: 83
Skąd: Snape'owo

Stęskniliście się już za mną, prawda? Bardzo się cieszę, że to opowiadanko zyskuje coraz to nowych czytelników Smile Mam nadzieję, że następny rozdział co najmniej spełni wasze oczekiwania. Chcieliście przyspieszenia akcji... myślę, że bez wątpienia to dostaniecie Twisted Evil

*************************************************************
Rozdział 7: Klątwa

Uff.

Magia czy nie, przeprowadzki są męczące.


Danger leżała wycieńczona na kanapie.

Obudźcie mnie, jak Neenie dostanie list z Hogwartu pomyślała przymykając powieki. Niewiele brakowało, żeby Neenie podpaliła kuchnię, kiedy Remus pozwolił jej pobawić się jego różdżką. Było jasne, że jest czarownicą, i to potężną. Aleta powiedziała, że widziała takie iskry tylko u jednego dziecka – u Harry’ego.

Co za ciekawa rodzinka… niewykwalifikowana czarownica z utajoną magią, wilkołak, uciekinier z więzienia, urzędnik ministerialny z podwójnym życiem, i dwoje najpotężniejszych magicznych dzieci w kraju.

Podjechali ciężarówką Danger pod dom o takiej godzinie, kiedy, jak zapewniła ich Aleta, wszystkie plotkarki z sąsiedztwa obserwowały okolicę. Błędny Rycerz wysadził ich jakąś milę wcześniej, gdzie Remus przywrócił samochód do rzeczywistej wielkości, jak również kilka mebli, które postawili z tyłu. Najwyżej powiedzą, że pozostałe kupili razem z domem, gdyby ktoś pytał.

Danger i Remus wysiedli z auta kłócąc się głośno o jakąś bzdurę. Każde z nich wzięło jedno z dzieci na ręce – Remus Neenie, a Danger – jasnowłosego Harry’ego, po czym podeszli do drzwi. Danger nie mogła znaleźć kluczy w torebce, więc oddała Remusowi Harry’ego, i szukała dalej. Dzieci nie czekały na zachętę wiercenia się, więc Remus je postawił na ziemię. Kiedy tylko je puścił, uciekły, więc musiał za nimi biegać.

Kiedy wnosili meble, Harry i Neenie przeszkadzali tak bardzo, jak tylko mogli, dopóki Aleta nie wyszła na zewnątrz. Ich historia mówiła, że Aleta była starym przyjacielem rodziny – inaczej ktoś mógłby zacząć coś podejrzewać, gdyby zobaczył jak dzieci się z nią witają. Danger i Remus sprzeczali się o wszystko, potem całowali się, a chwilę później sprzeczali się od nowa.

Krótko mówiąc, wyrobili sobie pozycję u plotkarek z okolicy jako młode małżeństwo z dwójką niesfornych brzdąców.

Remus i Aleta zajęli się przywracaniem mebli do ich normalnej wielkości i ustawianiem ich w pokojach, gdy Danger doglądała dzieci. Aleta już wcześniej wprowadziła pewne zmiany w kamienicy. Rozmieściła ukryte drzwi i przejścia w ścianie dzielącej dwie części domu – dla osób z zewnątrz nadal wyglądał jak bliźniak, ale gdy byli sami, mogli przechodzić swobodnie między obiema częściami budynku.

Sześć łazienek na pewno ułatwi naukę korzystania z nocnika…

Pisk przykuł jej uwagę.

- Hej! Wy dwoje! Nie wyrywać sobie włosów!

Neenie puściła Harry’ego i podeszła do koszyka z książkami, wybrała jedną i zaczęła „czytać”. Harry poszedł za nią, wziął książkę i przyniósł ją do Danger.

– Danger, czyta?

- Niech będzie – podniosła go na kanapę. – Neenie, czas na bajkę.

Dziewczynka podbiegła do kanapy, wdrapała się na nią i usiadła przy drugim boku Danger. Danger otworzyła książkę na pierwszej stronie i zaczęła czytać.

- Dawno, dawno temu, za górami, za lasami…

Kiedy już ustawili wszystko na właściwe miejsca, przyszedł czas na zabranie Harry’ego do domu. Remus i Danger odwozili go samochodem. Danger trzymała chłopca za rękę przez całą drogę do Dursleyów. Nie wiedziała jak ma wytłumaczyć chłopcu, że go nie porzuca, że to tylko dwa tygodnie i po niego wrócą…

Ale kiedy nie ma się nawet dwóch lat, dwa tygodnie to jak wieczność.

Przynajmniej spróbuję.


- Harry, Danger musi wyjechać na jakiś czas. Będzie ci się wydawało, że to długo. Ale wrócę po ciebie, dobrze? Obiecuję. Wrócę.

Harry kiwnął głową i szarpnął ją za włosy. Danger uśmiechnęła się słabo.

– Jesteś za mały żeby zrozumieć… - I szarpiesz mnie za serce tak jak szarpiesz za moje włosy, maleńki. Boże, chciałabym, żebyśmy nie musieli tego robić…

Wszystko będzie dobrze. – przesłał jej Remus z przedniego siedzenia. Co może się zdarzyć przez te dwa tygodnie? Ale Danger czuła w jego myślach strach i niepewność.. Powiesz mu do widzenia ode mnie?

Podała Harry’ego Remusowi. Chłopiec zachichotał i złapał okulary, które Remus nosił – część jego przebrania jako John White. Zaczarował też swoje włosy – były teraz jaśniejsze niż wcześniej, zastanawiał się także, czy nie zapuścić brody. Danger lubiła mężczyzn z zarostem, ale pokochała swojego wilka bez brody… Co za zagadka…

Och, nie zapomnij zdjąć z niego tego zaklęcia. Trochę by mi zajęło tłumaczenie czemu zabrałam dziecko z czarnymi włosami a oddaję blondyna!

Remus roześmiał się i odczarował włosy Harry’ego. Wpadł do miski z wybielaczem. Zdarza się nawet najlepszym.

Wymyślaliście takie szalone wymówki w szkole?

Nie. O wiele bardziej zwariowane. A co najdziwniejsze, niektóre były prawdziwe…


Danger przewróciła oczami i wyciągnęła ręce po Harry’ego. Nie mogę się doczekać żeby usłyszeć więcej, ale później. Powinnam go już oddać Dursleyom.

Weszła na schody, czując się jak żołnierz odprowadzający skazańca pod gilotynę.

Proszę, proszę, co za makabryczne myśli. Będzie dobrze. Przestań myśleć takie bzdury. Uśmiech numer dziesięć.

- Przyprowadziłam Harry’ego, pani Dursley. Chciałam się pożegnać, prawdopodobnie już się nie zobaczymy. Wyjeżdżamy jutro rano. Bardzo wcześnie.

- Tylko ty i twoja siostra? A kim jest ten przystojny młody człowiek w samochodzie? To nie jest ten sam dżentelmen, który był tutaj kilka tygodni temu?

- To mój mąż. Naprawdę muszę już iść…

- Nie wiedziałam, że wyszłaś za mąż!

- Naprawdę? – Danger uśmiechnęła się grzecznie. – Pa Harry. Do widzenia, pani Dursley. – A żebyś dostała to na co zasługujesz. Raczej prędzej niż później.

Odwróciła się i odeszła sprzed drzwi. Za sobą usłyszała wrzaski Harry’ego: Dayger... Dayger... Dayger...

Jego krzyki były coraz głośniejsze, kiedy Danger biegła bez odwracania się do samochodu. Nie była w stanie słuchać tego dłużej niż musiała.

To tylko dwa tygodnie, powiedział Remus, kiedy wsiadła do auta. Nic strasznego nie może się stać przez ten czas. Poza tym, Arabella Figgs mieszka niedaleko, na pewno będzie miała oko na Harry’ego.

Te słowa mogłyby być pewnym pocieszeniem, gdyby nie to, że, nie była pewna, czy Remus pociesza ją, czy siebie samego.

Plany uwolnienia Syriusza przebiegał bardzo dobrze. Aleta od miesięcy zostawała do późna w biurze, topiąc swoje smutki w pracy. Z tego też względu nikt nie zastanawiał się dwa razy nad jej obecnością w gabinecie wieczorami.

- Większość akt nie jest nawet zamykana na noc – powiedziała Remusowi i Danger przy obiedzie – a do tych, które są, znam hasła.

- A czy nie będą w stanie dojść do ciebie po tych hasłach? – spytała Danger.

- Tak, do mnie i do z pięćdziesięciu innych osób. Może to wyglądać trochę gorzej biorąc pod uwagę mnie i Syriusza, ale tak naprawdę niewielu wiedziało, że byliśmy tak blisko. Poza tym dość głośno wypowiadałam się publicznie po… po tym co się wydarzyło. – Nagle Aleta zainteresowała się swoim obiadem – Myślę, że dokładnie brzmiało to „A żeby tam zgnił.”

- Wszyscy byliśmy rozgniewani – powiedział Remus, kładąc rękę na jej ramieniu. – Nie dawaliśmy temu wiary. I mieliśmy rację, jak się okazuje. Dostaliśmy jeszcze jedną szansę, nie możemy jej zmarnować.

- Święta prawda – Aleta wyprostowała się. – W każdym razie, dowiedziałam się, że…

Ministerstwo zbyt mocno polega na dementorach, pomyślała Danger. Według mugolskich standardów, poza odległą lokalizacją, nie jest tak naprawdę bezpieczny. Większość drzwi, nawet tych do cel, zamyka się na zwykłe zasuwki, które Remus otworzy przy pomocy zębów i łap. Budynek jest ogrodzony, ale niezbyt dokładnie. Człowiek raczej nie pokona tego ogrodzenia, ale wilk i pies nie powinni mieć z tym problemu.

Co więcej, zabezpieczenia przed teleportacją i aportacją umieszczono tylko na budynku więzienia, natomiast nie ma ich na wyspie. Dzięki temu Remus będzie mógł się tam aportować, wydostać Syriusza, po czym będą mieli całą noc na przepłynięcie z powrotem na ląd.

Oczywiście pod warunkiem, że Remus będzie w stanie aportować się w swojej wilczej formie.
Tego jednego nie byli w stanie przetestować. Nie ma sensu martwić się o to, dowiemy się tej nocy, i ani godziny później.

- Skoro animagowie mogą to robić jako zwierzęta, ja też dam radę – tak tłumaczył to Remus. – Nie możemy aportować się z powrotem, Syriusz nie będzie w stanie, poza tym nie będzie wiedział, gdzie powinien się udać. Biorąc pod uwagę dystans do przepłynięcia, powinniśmy tego dokonać w jedną noc.

Byli już na północy i znaleźli takie miejsce na wybrzeżu, które znajdowało się niedaleko Azkabanu, piaszczystą plażą i niewielkim laskiem w pobliżu. Doskonałe miejsce na tymczasową kryjówkę dla zbiega.

- Wyczuję to miejsce… wiesz, wilczy węch… - powiedział Remus. – Będę wiedział gdzie jest Syriusz, kiedy już dotrę na wyspę. Tego się boję, że źle to wymierzymy. Nie przeżyję w wodzie o tej temperaturze jako człowiek, gdybyśmy nie dopłynęli do brzegu przed zachodem księżyca.

- Jeszcze możemy się wycofać.

- To jest wyzwanie. A jeśli jest jedna rzecz, której nie mogę się oprzeć, to na pewno będzie to wyzwanie.

- A co ze mną? Możesz się mnie oprzeć? – spytała niewinnie Danger.

- Mmmm… - Remus udał, że się poważnie zastanawia nad jej pytaniem. – Nie.

Dalsza rozmowa była zbędna.

Oczywiście dopóki nie przerwał im cichy głos:

– Lunatyk, nie całuj Danger!

Rozmowa nadal była niepotrzebna, ale z innego powodu. Jej hipotetyczni uczestnicy śmiali się tak bardzo, że nie mogli złapać oddechu.

Moja siostra.

Będzie miała niezły charakterek kiedy dorośnie.


Jeśli tego dożyje – skomentował Remus.

*************************************************************

Remus i Danger spędzili dużo czasu szukając pracy. Nie ukrywali, że interesuje ich tylko praca na pół etatu, natomiast pracodawcy nie ukrywali, że oznacza to niską płacę. W końcu oboje osiągnęli cel – Remus zatrudnił się w sklepie samoobsługowym, a Danger – w księgarni. Danger nie mogła powstrzymać się od żartów z wyżerki, jaką wilkołak mógłby sobie urządzić w dziale mięsnym. Przestała dopiero wtedy, gdy Aleta jej wytknęła, że sama jest w podobnym niebezpieczeństwie w księgarni. Walka na poduszki, która wynikła z tej rozmowy, trwała ponad godzinę.

- Nie wiem po co to wszystko – powiedziała Aleta, po tym jak doszło do zawieszenia poduszek. – Moja pensja jest dość wysoka, Syriusz ma sporo złota w swojej skrytce. Dlaczego chcecie jeszcze pracować?

- Nienawidzę pasożytów – odpowiedziała Danger, w tej samej chwili gdy Remus rzucił stanowczo:

– Nie przyjmę jałmużny.

- Poza tym, da to nam jakieś zajęcie – ciągnęła Danger. – Bardzo się lubimy, ale bez okazji do spędzania czasu oddzielnie, będziemy sobie skakać do gardeł za parę tygodni.

- Twoje stanowisko jest wręcz bardziej niż tylko ryzykowne, Leta – dodał Remus. – Gdyby ktoś się dowiedział, gdzie mieszkamy, jak myślisz, co by się z tobą stało? Ukrywasz porwane dziecko i niebezpiecznego przestępcę, co więcej – wychodzisz za niego za mąż! Za przestępcę, nie za dziecko – dodał, jak tylko zauważył uśmieszki kobiet. – Dopadną nas tak szybko, że nie będziemy wiedzieli co się stało.

- Poza tym, będziemy bardziej wiarygodni w oczach sąsiadów – rzuciła Danger. – Zobaczą, że chodzimy do pracy i powiedzą sobie „To jest John White, a to Kelly White, tak, mieszkają na mojej ulicy, obok tej Freeman. Nie są dziwni, wcale nie. Nie ma w nich nic nadzwyczajnego”. I o to właśnie nam chodzi. Całkowicie normalni.

- Jak Dursleyowie? – zadrwił Remus z kamienną twarzą.

- Nie, nie tak jak oni! – Danger uderzyła go w głowę poduszką. – Dursleyowie tak bardzo starali się być zwyczajni, że stało się to nienormalne. Normalni jak Leta – machnęła ręką w kierunku swojej przyjaciółki, która przytaknęła. – Codziennie chodzi do pracy, wraca do domu, zajmuje się swoimi sprawami, nikt nie podejrzewa, że jest czarownicą.

- Ty też możesz uchodzić za mugola, za zadziwiająco niską cenę czternastu funtów i czterdziestu pięciu pensów – rzuciła Aleta głosem znudzonego prezentera telewizyjnego. – Zadzwoń już dziś pod bezpłatny numer…

Dwie poduszki poleciały jednocześnie w jej kierunku.

*************************************************************

Remus poświęcił dużo czasu na odnalezienie dokumentów i ich zmianę tak, że teraz oznajmiały, że Gertruda jest teraz Kelly White, a jej siostra – jej córką Jane. Odnalazł też papiery Harry’ego, i zmienił je na nazwisko ‘James White’, jak również swoje własne – teraz był znany w mugolskim świecie jako John White.

Mugole uwielbiają papierowe ślady. Do mnie należy poprowadzenie ich tylko tam, gdzie chcę.

Zmienili formularze podatkowe, zmodyfikowali dokumentację lekarską, jak również ich świadectwo małżeństwa – teraz figurowała tam data o trzy lata wcześniejsza niż data prawdziwej ceremonii. Zmiany w prawie jazdy Danger i Remusa uwzględniały ich ‘poprawiony’ wygląd. Remus zrezygnował z brody, ponieważ odwiedził raz ulicę Pokątną jako blondyn w okularach, i nawet jego znajomi go nie rozpoznali.

Mamy teraz nowe twarze, pracę, pochodzenie, dom i córkę. Potrzebujemy jeszcze syna i psa, i będziemy idealną rodziną.

Dobrze wiedzieli skąd to wziąć.

Ale musimy czekać. Boże, jak ja nienawidzę czekania!

*************************************************************

W końcu nadszedł dwunasty kwietnia. Następnego dnia księżyc będzie w pełni. Ten dzień spędzili w połowie na nerwowych przygotowaniach, w połowie obgryzając paznokcie ze zdenerwowania. Kiedy wsiadali do samochodu, Remus poczuł niespodziewane uczucie ukojenia.

To jest to. Wreszcie to zrobimy. Żadnego czekania więcej, żadnych zmartwień. Działamy.

Tylko nie wjedź w nic po drodze, powiedziała Danger. Sprawdziła czy mają wszystko co potrzebują. [b]Fotelik, pieluszki, zasypki, jedzenie. Jesteśmy gotowi.

Jako że Aleta nie potrafiła porozumiewać się telepatycznie tak jak oni, została w domu z Neenie. Jak ją znam, pewnie przemierza teraz nerwowo pokój. Albo siedzi przy pianinie. Nie może nas odprowadzić, to było by podejrzane, ale na pewno myśli teraz o nas.

Remus przekręcił kluczyk w stacyjce.

Jesteś moim pilotem, kochanie. Mów mi gdzie mam jechać.

Do więzienia, prosto do więzienia…

Uwielbiam twoje poczucie humoru, ale to nie jest najlepszy moment.

Przepraszam. Skręć w prawo na końcu ulicy.


*************************************************************

Bolał go brzuch. Bolała go też głowa, i ręce, tam gdzie uderzył go Dudley. Ale najbardziej dokuczał mu brzuch. Kręciło mu się w głowie, jak wtedy gdy Danger bawiła się z nim w helikopter.

Zakwilił cicho, kiedy pomyślał o Danger. Tęsknił za nią. Chciał, żeby przyszła i uśmiechnęła się do niego, podniosła go i przytuliła. Ciocia Petunia i Wuj Vernon nigdy go nie przytulali.

Dlaczego Danger nie przychodzi? Dlaczego już go nie kocha? Zabierała go teraz inna pani, staruszka która dziwnie pachniała. Dawała mu dobre rzeczy do jedzenia, jak Danger, ale nigdy nie przytulała go jak ona. I nigdy nie bawiła się z nim w polowanie na wilka, jak Lunatyk, ani nie śpiewała mu jak Letha.

Miał mokro. Bolało go, ale nie mógł zdjąć pieluszki. I było ciemno.

Było ciemno już od długiego czasu.

Był sam bardzo długo.

*************************************************************

Remus obserwował Danger, kiedy szła do drzwi domu numer cztery przy Privet Drive. I nawet nie musimy się włamywać. Dursleyowie dali Danger klucz, w razie gdyby kiedykolwiek musiała zostać z chłopcami w domu. Zwróciła go, kiedy się przeprowadziła.

A raczej jego magicznie zrobioną kopię.

Musimy unikać magii za wszelką cenę. Każde zaklęcie zostawia ślad, po którym będzie można do nas dotrzeć. Dlatego to Danger miała wejść do środka po Harry’ego. Założyła rękawiczki, żeby nie zostawić odcisków palców i magicznych śladów. W końcu jest magiczna, chociaż tak o sobie nie myśli. Dzięki temu nie wykorzysta magii nieświadomie. Jeśli tylko nie obudzi Dursleyów, powinno…

O MÓJ BOŻE! Remus usłyszał jej głos w swojej głowie. O Boże, wiedziałam…

Co takiego?
Domagał się Remus, zataczając się od siły jej krzyku. Zauważył, że na ulicy zrobiło się ciemniej. Weź się w garść, właśnie rozbiłaś trzy lampy. Zmusił się, żeby pomóc jej uspokoić tę czysto emocjonalną magię, zanim zadał to jedno nurtujące go pytanie. Co z Harrym?

Żyje,
odpowiedziała ponuro. Nie zabili go. Tylko tyle mogę powiedzieć. O Boże, Harry, tak mi przykro… Szeptała cicho do chłopca, uspokajając go, podczas gdy Remus próbował wchłonąć fale wściekłości, mdłości i przerażenia, które teraz wysyłała.

Danger pozwoliła mu patrzeć jej oczami, ale ten widok wcale nie pomagał mu zachować kontroli.

Harry leżał na boku, w odrapanej kołysce w schowku pod schodami. Jego twarz wykrzywiła się w gorączkowym podnieceniu kiedy ją zobaczył, ale był zbyt słaby, żeby nawet podnieść głowę. Kiedy Danger delikatnie go podniosła, Remus mógł policzyć wszystkie żebra widoczne przez skórę.

Chwyta się mnie jak tonący brzytwy, dodała Danger, podczas gdy Remus zmuszał się do zachowania spokoju. Nic nie waży. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę jak wygląda. Jego pieluszka waży połowę tego – nie zmieniali jej co najmniej przez cały dzień. Zostawiam ją w kołysce, niech sami ją posprzątają. Z resztą, zostawiam wszystkie jego ubrania, są brudne, tak jak i on.

Zapadła cisza. Pomysł przyszedł Remusowi do głowy.

Do diabła z unikaniem magii. Tutaj potrzeba czegoś naprawdę drastycznego, co do nich trafi. Dokładnie wiem co użyć.

Danger wyszła z domu, trzymając Harry’ego w ciasnym uścisku, owiniętego w koc. Zaniosę go z powrotem, zanim odjedziemy. Pomóż mi go umyć.

Razem umyli Harry’ego wilgotnymi chusteczkami do przewijania – musi wystarczyć, dopóki nie wrócimy do domu. Kiedy go już ubrali, Remus dał mu trochę wody i mały kawałek banana – gdyby dostał więcej, jego żołądek mógłby nie przyjąć jedzenia. Chłopiec wyglądał tak, jakby nie jadł nic co najmniej cały dzień, i jeśli nawet, to niewiele. Danger zaniosła koc do domu i zamknęła za sobą drzwi.

Mam pomysł, powiedział do niej Remus, nie zadając sobie trudu żeby ukryć gniew.

Już mi się to podoba, odparła z wściekłością w głosie.

Chodź, stań obok mnie, i mów to ci powiem. Trzymając Harry’ego w ramionach, Remus stanął twarzą do domu, do ludzi, którzy złamali przyrzeczenie, którzy ignorowali jego potrzeby, którzy skrzywdzili niewinne małe dziecko.

Każde z tych przyczyn umożliwiłoby to Zaklęcie. Ale to ostatnie powinno być najsilniejsze.

Danger podeszła do niego, biorąc Harry’ego za rękę.

- Ja, Remus Lupin… - zaczął. Teraz powiedz swoje nazwisko. Prawdziwe nazwisko.

- Ja, Gertruda Granger… Lupin – dodała szybko z uśmiechem.

Dziękuję ci. Teraz mówimy razem. Remus przekazywał jej słowa przez ich więź, po czym mówili je razem uważnie.

- przeklinam Vernona Dursleya, i jego żonę, Petunię Evans Dursley. Za zbrodnie, których się dopuścili przeciw własnemu honorowi, przeciw potrzebującej niewinnej osobie, przeklinam ich Potrójną Klątwą Prawowitych:

Po pierwsze: przez całe życie będą cierpieć za wykroczenie przeciw innym.
Po drugie: ich największe pragnienia będą dane innym, mniej tego wartym.
Po trzecie: będą żyć w nędzy, nie wiedząc co ją spowodowało.

Błagam wszystko, co dobre na tym świecie, na sędziego. Jeżeli moja sprawa jest słuszna, niech przekleństwo spadnie na wyżej wymienionych. Jeżeli moja sprawa nie jest słuszna, niech wróci do mnie z pełną swoją mocą.

Tak mówię, tak chcę, i tak niech się stanie!

Po ostatnich, cichych słowach, nastała nienaturalna cisza.

W jednym z okien na piętrze numeru czwartego przy Privet Drive rozbłysło białe światło.

Remus cofnął się do samochodu na chwiejnych nogach. Nie mogę uwierzyć, że to zadziałało.

Co to było?
Spytała Danger, drżąc. Jestem dziwnie zmęczona.

Właśnie wykorzystaliśmy magię. Bez użycia różdżki. A dokładnie prastarą klątwę, którą uważa się tylko za temat badań, niemożliwą do rzucenia.

W takim razie rzeczy niemożliwe są naszą specjalnością, o mój przystojny wilku. Chwileczkę – mówisz, że to było prawdziwa klątwa? I to zadziała?

I to widowiskowo. Gdybyśmy spróbowali tego na kimś, kto tego nie zrobił, wróciło by do nas.

Och.
Danger nie wyglądała najlepiej.

Dlatego też mało kto o nim wie. Zazwyczaj tylko źli czarodzieje używają klątw, ale ze sprawiedliwością u nich krucho.

Wspaniale. Niesamowicie. Właśnie rzuciliśmy niemożliwą do rzucenia klątwę, żeby zamienić ich życie w piekło. Mamy zaopiekować się głodnym, brudnym i przerażonym małym chłopcem. Możemy jechać do domu zanim wpadnę w histerię?

Ależ oczywiście.


Danger usiadła na tylnym siedzeniu, żeby mogła trzymać Harry’ego za rękę. Tylko w ten sposób udało się jej przekonać, żeby puścił Remusa.

Coś mi się wydaje, że dostała się nam mała przylepa, skomentowała Danger, głaszcząc Harry’ego po buzi i mrucząc kojące słowa.

Nic dziwnego. Przynajmniej odpada nam szukanie opiekunki.

Opiekunki? Dzieciak będzie miał czworo rodziców!

Dokładnie.


Remus odpalił silnik.

Czas wrócić do domu i wypocząć. Tego potrzebuję.

Bo jutro… jutro dokonam niemożliwego.

A przynajmniej nieprawdopodobnego.

Jutro w nocy włamuję się do Azkabanu.

_________________
I live in the land of denial. I trust Severus Snape completely.
Take your filthy paws off my grindylow
I archive my translations here

Post Nd Lis 19, 2006 9:48 pm 
 Zobacz profil autora Wyślij sowę Odwiedź stronę autora  Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem  
  Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu

Skocz do:  
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny

Last Thread | Next Thread  >

Forum Rules:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 

Powered by phpBB © 2001 phpBB Group
Administratorzy forum nie są odpowiedzialni za treści umieszczane przez uytkowników˝.

BYKOM-STOP - Poprawna ortografia w Internecie | Protected by BOWI Group
Michał MazurekAVX HostingTelewizja Trwam sales@wallix-maps.com webmaster@wallix-maps.com